• facebook
  • rss
  • Czegoś więcej potrzeba...

    red. /wp

    dodane 03.07.2015 21:36

    O nocnych pielgrzymkach do Maryi przed 40 laty i odkrywaniu, kim jesteśmy dzisiaj przed Czarną Madonną, mówi ks. prof. Henryk Seweryniak.

    Mówią dzisiaj – to już nie będzie tak jak wtedy, nie uda się... Oczywiście, wtedy chodziło między innymi o to, żeby pokazać "czerwonym", "tamtym", że i Gałczyński, i Libert, i Lechoń o Maryi pisali, szukali Jej, po swojemu Ją kochali... I to jak pisali, szukali... Owszem, zmieniliśmy się, Polska się zmieniła, ale Matka Boża – jak mawia bp Piotr Libera - jest wciąż ta sama... I obraz Jasnogórski wciąż jest ten sam: jak za komuny, jak za Piłsudskiego, jak za Jana Kazimierza, jak za Jagiełły... Gdzie więc szukać tego, kim jesteśmy, gdzie nasze gniazdo, gdzie jest serce, jeśli nie w Niej, nie w tym obrazie? I czy dzisiaj niepotrzebny jest już "Mój Mistrz"? Czy nie słychać jeszcze bardziej, wyraźniej wołania: "Wróć, synu, wróć z daleka"? Czy nowe pokolenia nie czują prawdy słów kolejnej strofy tamtego Gałczyńskiego: "Byli inni przede mną./ Przyjdą inni po mnie,/ albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna – serwus...?" I czy wciąż nie ma mazowieckich strażaków, co to i obraz przeniosą, i straż przy nim trzymają?

    Nie czujemy, że coś się zmienia? Że po pierwszym hauście wolności trzeba czegoś więcej? Że dosyć mamy ułudy brudnych, świńskich obrazów, pustosłowia lejącego się z ekranów telewizyjnych, pochwały moralnej „rozwałki zachodu” w "GW", "palikociarni"... Po prostu dosyć...  Że to wszystko "już było", "przewaliło się".  Że pora wracać... Do dobroci, sumienia, przyzwoitości, patriotyzmu, prostoty... Do Jana Pawła. Tak, do św. Jana Pawła II. Wtedy, przed 40 laty, gdy Ona przyszła do nas w swej pielgrzymce po raz pierwszy, nawet nie przeczuwaliśmy, że wydarzy nam się coś takiego, ktoś taki jak św. Jan Paweł II! Czyżby już go nie było? A jeśli jest, bo przecież jest, to gdzie odnaleźć to, co nam Pan Bóg przez Niego nam dał, jak nie przy Niej?

    Może również tamte pomysły duszpasterskie nie były tylko na "tamte czasy"? Obraz, po odejściu z Żuromina, "wędrował" do sąsiednich parafii... Ks. Edward Rogoza, mój starszy kolega z wikariatu, rzucił więc myśl „nocnych pielgrzymek do Matki Bożej”. Z różańcem w jednej ręce, z latarką w drugiej wędrowaliśmy w kilkudziesięciosobowych grupach do Zielonej, do Lubowidza, do Poniatowa... Nikomu tego nie zgłaszaliśmy... Co jakiś czas z mroku wynurzała się milicyjna „nyska”, towarzyszyła nam krótko i odjeżdżała... Udało się. Stojąc pośród setek księży w solidnie przygotowanym na przyjęcie Matki Pułtusku widziałem łzy w oczach wielu, zaprawionych w duszpasterskich trudach i bojach, współbraci.

    Uda się. Na pewno się uda.

    Więcej w wydaniu papierowym GOŚCIA PŁOCKIEGO na najbliższą niedzielę, 5 lipca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł
    Komentowanie dostępne jest tylko dla .
    przewiń w dół