Nowy numer 26/2022 Archiwum

My tego Piotra tak znamy i wciąż jeszcze nie znamy...

Zapamiętałem tamte dni jako czas ogromnego wysiłku, dzielonego przez wszystkich, poczucia odpowiedzialności i wielkiej radości.

Wielu już, zwłaszcza przed rocznicami 20. i 25., opisało tamten klimat i swoje zaangażowanie. Mój udział był mniej znaczący – należałem do komitetu organizacyjnego, byłem m.in. odpowiedzialny za czuwanie przed Eucharystią papieską i za komentarze podczas Mszy papieskiej. Chciałbym jednak w tym miejscu przypomnieć o roli osób, które po zakończeniu swojej pracy odeszły niejako w cień, uważając, że „wykonały to, co do nich należało”.

Do takich osób należy z pewnością ówczesny prezydent Płocka – śp. Andrzej Drętkiewicz, a ze strony nas, księży – ks. Andrzej Kondracki, projektant i główny wykonawca ołtarza celebry, i kilku innych kapłanów. Choć jego wizyta miała miejsce w dzień powszedni, piątek, to była to uroczystość Najświętszego Serca Jezusa, która wymownie wiązała się z przypadającą w 1991 r. 50. rocznicą męczeńskiej śmierci abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego, a przede wszystkim z 60. rocznicą objawienia Jezusa Miłosiernego s. Faustynie (wtedy jeszcze nawet nie błogosławionej).

Okazja zupełnie wyjątkowa

Wiem od kard. Stanisława Nagyego, że na Ojcu Świętym ogromne wrażenie zrobił – znakomicie prezentujący się na tle kominów i instalacji petrochemii – monumentalny, biały ołtarz z namalowanym przez Elżbietę Plewę-Hoffman obrazem Jezusa Miłosiernego w centrum. „Trudno mówić o papieskim ołtarzu Miłosierdzia Bożego w Płocku – opowiadał po latach ks. Andrzej Kondracki – oceniając go tylko w kategoriach plastycznych. Rodził się on bowiem znacznie wcześniej, nim wiadomo było, że do Płocka przyjedzie Ojciec Święty.

Myślę o dojrzewaniu idei Miłosierdzia Bożego u samego autora. Uważam to za rzecz najważniejszą. Zetknięcie się z »Dzienniczkiem« siostry Faustyny zaraz po pierwszym wydaniu uświadomiło mi wielkość opisanych w nim objawień. (...) Bardzo chciałem wykorzystać szansę, jaką stwarzał przyjazd Ojca Świętego, do popularyzacji płockich objawień siostry Faustyny. Była to okazja zupełnie wyjątkowa. Poprzez ekrany telewizorów ludzie dowiedzą się o tym nie tylko w całej Polsce, ale może i na świecie, nie mówiąc już o zebranych na placu i mieszkających w mieście”.

Dzięki za trud czuwania

Wierni gromadzili się na placu celebry od samego rana. „Cząstka ziemi płockiej zmieniła się w świątynię, wypełnioną wiernymi zgromadzonymi tu w imię Chrystusa wokół Następcy św. Piotra” – napisał Kamil Walczak, autor świetnego studium poświęconego papieskiemu pielgrzymowaniu do Płocka. Wcześnie zaczął padać rzęsisty deszcz. Tym bardziej ważne stało się czuwanie przed przybyciem papieża.

Już od godz. 9 rozpoczęły się występy młodzieżowych zespołów muzycznych z Płocka i Gostynina. Następnie teatr płocki przedstawił spektakl – rodzaj śpiewogry „Jest miłość za nic...”, opartej na poezji ks. Jana Twardowskiego. Reżyserem spektaklu był dyrektor Marek Mokrowiecki, razem wybraliśmy tylko utwory poety. Niektórzy artyści mówili mi potem, że czuwanie to było jednym z największych przeżyć duchowych w ich życiu i pracy teatralnej. Spektakl, cieszący się sporą popularnością, wielokrotnie wystawialiśmy potem na scenie teatru płockiego, a na jednym z przedstawień był nawet obecny ks. Jan Twardowski. Dodam, że dyrektor Mokrowiecki przygotowywał także lektorów czytających słowo Boże w trakcie Eucharystii papieskiej. Spotykali się w moim seminaryjnym mieszkaniu i wytrwale ćwiczyli pod jego czujnym okiem. O 11.45 pieśnią „Pod Twą obronę” rozpoczęło się czuwanie modlitewne.

„Już niedługo – mówił prowadzący je ks. Tadeusz Łebkowski, legendarny duszpasterz płockiej Solidarności – stanie pośród nas namiestnik Chrystusa, następca św. Piotra. Siostry i bracia, niech nas napełni święta duma, że gdy on tutaj stanie, będziemy najbardziej jak to możliwe, najbardziej konsekwentnie urzeczywistniać Kościół Chrystusa. Bo Kościół Chrystusowy nie istnieje bez Piotra, a Piotr nie istnieje bez Kościoła. A my tego Piotra – w osobie Jana Pawła II – tak znamy i wciąż jeszcze nie znamy, gdyż w Jego osobie spełnia się tajemny plan Boga”. Od 13.15 czuwanie prowadził nieżyjący już ks. Ireneusz Mroczkowski. Na początek ksiądz profesor starał się uzmysłowić nam wagę tego zgromadzenia. „Nigdy jeszcze nie spotkaliśmy się w takiej liczbie, nie czuliśmy fizycznie naszego związku” – mówił.

Następnie zwrócił uwagę na obecność członków Ochotniczych i Zawodowych Straży Pożarnych. Przybyli oni w liczbie 4600 z ówczesnych województw: skierniewickiego, płockiego, ciechanowskiego i ostrołęckiego. Podziękował im za ich służbę na co dzień i podczas tej pielgrzymki, a następnie zachęcił, żeby do każdego strażaka pilnującego porządku na ulicach i na placu celebry podeszła jedna osoba, podała mu rękę, uśmiechnęła się i powiedziała: „Bóg zapłać, dziękuję”. Dalej prowadzący czuwanie witał kardynałów i biskupów z Moskwy, Nowego Jorku oraz pasterzy niemal wszystkich diecezji polskich na czele z polskimi kardynałami i nuncjuszem. Warto pamiętać, że wśród osób towarzyszących abp. Kowalczykowi był także jego ówczesny sekretarz ks. Piotr Libera – obecny biskup płocki. Pod koniec czuwania, prowadzonego przez ks. Ireneusza, nad Płock nadciągnęła prawdziwa ulewa. Do wiernych, oczekujących na opóźniający się przylot papieża, postanowił w tym momencie przemówić bp Zygmunt Kamiński. W swoim słowie wyraził współczucie zmokniętym wiernym, zachęcał do wytrwałości i dziękował za trud czuwania.

„Płock wita cię...”

Przyszło mi prowadzić ostatnią, najdłuższą część czuwania. Helikopter papieski spóźniał się. Wreszcie, ok. 14.30, wylądował na płycie stadionu Wisły. Wiele osób mówi nawet dzisiaj, że choć minęło już tyle lat od tamtego dnia, nie potrafią zapomnieć wzruszenia, które towarzyszyło prostemu śpiewowi setek tysięcy ludzi zgromadzonych na placu papieskiej celebry: „Płock wita cię, Płock kocha cię”.

Potem nastała cisza i w niej rozległy się słowa komentarza wprowadzającego do Mszy św.: „Bóg wybrał to miasto i tę ziemię na wielkie wołanie do miłosierdzia Bożego i przebitego serca Zbawiciela, abyśmy w Jego ranie dojrzeli żar, który w Bogu jest ukryty, żar ducha silniejszego niż grzech i obojętność. »Ducha nie gaście, Bogu dziękujcie«. Eucharystia oznacza dziękczynienie. Dziękujemy podczas tej eucharystycznej ofiary z Janem Pawłem II za wszystkie zwycięstwa ducha, sumienia i solidarności, za wszelkie zwycięstwa nad słabością i zniechęceniem. Dziękujemy za Ojca Świętego, za dar jego świadectwa i modlitwy, która skruszyła mury podzielonej Europy i systemu nienawiści. Tak, Chrystus nie przestaje wznosić swego Kościoła na świadectwie Piotrowym. Widomym znakiem naszej wiary w tę prawdę są kamienie węgielne, które Jan Paweł II – opoka Kościoła naszych czasów – w tym momencie poświęca i błogosławi.

Są to kamienie węgielne pod: kościół Miłosierdzia Bożego w parafii św. Józefa w Płocku, kościół na osiedlu Międzytorze w Płocku, kościół św. Piotra w Ciechanowie, kościół św. Franciszka z Asyżu w dzielnicy Aleksandrówka w Ciechanowie, kościół w Lucieniu, kościół w dzielnicy Popławy w Pułtusku, kościół filialny w Świętej Rozalii, kaplicę w Rząśniku, kaplicę w Zbójnie, kaplicę cmentarną w Gostyninie, diecezjalny dom rekolekcyjny w Sikorzu, pawilon dydaktyczny Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku, dom parafialny św. Maksymiliana Kolbego w Płońsku. Rozpoczyna się Najświętsza Ofiara z Ojcem Świętym Janem Pawłem II w Płocku. Uwielbiajmy Serce Boże, zranione z miłości do człowieka”. Po stopniach ołtarza, który dzisiaj stanowi serce kościoła św. Jadwigi w Płocku, wstępował namiestnik Chrystusowy. Deszcz powoli ustawał. Rozpoczynała się Najświętsza Ofiara. Za kilka minut zza chmur zaczęło prześwitywać piękne, wiosenne słońce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama