Nowy numer 26/2022 Archiwum

Pontyfikat jak drogowskaz

Dla Andrzeja Drętkiewicza było do końca niepojęte, jak to się stało, że on – z pochodzenia poznaniak – w 1991 r. jako prezydent Płocka mógł witać papieża na mazowieckiej ziemi.

Na jednym ze zdjęć z tamtej papieskiej wizyty autorstwa Jana Waćkowskiego można dostrzec w oddali postać Andrzej Drętkiewicza, stojącego w szeregu osób, które za chwilę miały przyjąć Komunię św. z rąk Jana Pawła II. Co mógł wtedy czuć? – Pamiętam, jak Andrzej powtarzał, że było to tak niesamowite przeżycie, jakiego nie doświadczył nigdy wcześniej ani później. Wiedział, że uczestniczy w czymś naprawdę wielkim, chociaż nie umiał tego nawet określić słowami – wspomina jego żona Małgorzata.

Te przeżycia poznała z opowieści, bo w tamtym czasie znali się wprawdzie z duszpasterstwa Petroklezja, ale małżeństwem jeszcze nie byli. Drętkiewicz, pierwszy niekomunistyczny prezydent Płocka, gospodarz papieskiej wizyty z ramienia miasta, a potem niezłomny strażnik pamięci o niej, zmarł niespodziewanie w 2014 r. Często powtarzał, że tamte czerwcowe dni w 1991 r. były najważniejszym momentem jego prezydentury.

– Kiedyś, w kolejną rocznicę pobytu Jana Pawła II w Płocku, został zaproszony do programu przez lokalną stację, ale był zawiedziony, bo nie powiedział tego, co chciał. Chciał mówić o swoich przeżyciach, a pytano go raczej o sprawy organizacyjne – mówi pani Małgorzata. Trudno się jednak dziwić, bo przy całym ogromnym entuzjazmie, przygotowanie i zabezpieczenie wizyty takiego gościa musiało być ogromnym wyzwaniem. Trosk było sporo. – Ta najważniejsza dotyczyła bezpieczeństwa podczas pobytu Jana Pawła II w Płocku. Mąż martwił się też, jak w tej deszczowej pogodzie wyląduje papieski helikopter – opowiada Małgorzata Drętkiewicz. Nie mógł uczestniczyć we wszystkich punktach programu tej pielgrzymki, ale taki los organizatora.

– Właściwie był tylko w czasie powitania na płycie stadionu Wisła i oczywiście na Mszy św. Dopiero wieczorem wziął udział w spotkaniu pod oknem domu biskupiego, skąd Ojciec Święty pozdrawiał płocczan. Andrzej poszedł tam sam i był szczęśliwy, bo mógł wreszcie spokojnie to przeżyć. Pewnie jak wielu mieszkańców czuł, że w historii miasta trudno znaleźć wydarzenie o podobnej skali i charakterze (może poza rokiem 1920, ale to diametralnie odmienny moment), które tak wiele różnych środowisk i grup społecznych połączyłoby wokół jednego celu. Pani Małgorzata zachowała w pamięci to, że mąż był bardzo zadowolony i dumny z wielkiego zjednoczenia społeczności Płocka. Pewnie ze świadomości wagi tamtej wizyty i z racji pełnionych wtedy obowiązków stał się swoistym strażnikiem pamięci i troski o miejsce, w którym papież sprawował liturgię dla wielotysięcznej rzeszy wiernych z Płocka i Mazowsza.

– Może ta bliskość kontaktu z Janem Pawłem II nałożyła na niego obowiązek dbania o to miejsce… – zastanawia się jego żona. – Andrzej bardzo chciał, by miało ono odpowiednią rangę – dodaje. Dla Drętkiewicza wśród najważniejszych przesłań papieża były słowa: „Człowieka mierzy się miarą serca. Wartość stanowi to, co kosztuje” i te szczególnie znane: „Każdy ma w swoim życiu jakieś Westerplatte”. Wydaje się, że dla niego tym Westerplatte było m.in. to miejsce pamięci, gdzie dziś, po 30 latach, powstał pomnik z prawdziwego zdarzenia. Bo niestety, po chwili euforii wydawało się, że Płock szybko zapomina o pobycie gościa z Watykanu. Przez lata plac dawnej celebry papieskiej był opuszczony i zaniedbany.

– Mąż jeździł tam w każdą rocznicę, czasem nawet zupełnie sam. Modlił się, zapalał znicz. Gdy jeździliśmy wspólnie z synami, pokazywał i wyjaśniał, gdzie był ołtarz, gdzie zakrystia, którędy przechodził Ojciec Święty – mówi płocczanka. Po śmierci papieża razem z rodziną i innymi mieszkańcami osiedla Podolszyce zapalił znicz w alei Jana Pawła II. U Drętkiewiczów stało się to naturalną niewymuszoną tradycją. Tak jest do tej pory, chociaż zabrakło głowy rodziny. – Dlaczego to robił? Myślę, że z potrzeby serca. Może też po to, aby inni widzieli ten znak i aby pamięć przetrwała – mówi pani Małgorzata. Pamięta jego pytanie, gdy zmarł papież: „Kto teraz będzie chronił naszą wiarę, Kościół i Polskę?”.

Do tej pory zachowuje wszystkie „papieskie zbiory” męża – pamiątki z pielgrzymek, obrazki, teksty homilii, przepisywane jeszcze w czasach studenckich na maszynie, i liczne wycinki z gazet, które czasem podrzucał na biurka jej i synom do przeczytania. Sam dużo czytał, w tym papieskie homilie i encykliki, szukając dla siebie życiowych drogowskazów. – Cały pontyfikat Jana Pawła II był w jego życiu czymś o najwyższej wartości. Jeszcze zanim papież odwiedził Płock, Andrzej jeździł na pielgrzymki do różnych miast. Pojechał do Rzymu na pogrzeb Ojca Świętego, a potem na jego beatyfikację i kanonizację. Z tej ostatniej, na 5 miesięcy przed swoją śmiercią, wrócił fizycznie zmęczony, ale wzmocniony duchowo i szczęśliwy, że nareszcie spełniło się to, o co długo się modlił.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama