Nowy numer 50/2018 Archiwum

Przyjaciele Kostki

Bez fajerwerków i sensacji św. Stanisław przemierza diecezję w znaku relikwii. To swego rodzaju poszukiwanie współczesnej młodzieży przez ich rówieśnika i patrona.

Niektórzy mówią o nim po prostu „Kostka”, bo to skraca dystans i nadaje świętemu sprzed pół tysiąca lat status przyjaciela. Podobnie cała wędrówka obrazu – relikwiarza świętego z Rostkowa – jest formą przybliżenia go współczesnemu dziecku i młodemu człowiekowi. Dla niektórych czas nawiedzenia to być może dzień jak każdy inny, ale są i tacy, którzy czują pewną obecność, skrywaną przez niewielki relikwiarz złączony z portretem świętego. Podczas tej peregrynacji nie ma tłumów wzruszonych wiernych i nie zawsze dzieje się wiele na zewnątrz. A jednak dla części ludzi, którzy przyjęli ten znak w swoich parafiach, może on stać się początkiem duchowej rewolucji.

Modlić się, czuwać, dotknąć…

Obraz-relikwiarz przemierza podobną drogę, jaką wędrowała ikona Matki Bożej Częstochowskiej przed trzema laty. Do wakacji trafił on do większości dekanatów we wschodniej i centralnej części naszej diecezji. Odwiedził kościoły i szkoły. Do tej pory był i w starym, rodowym gnieździe rodu Krasińskich, w Krasnem, gdzie z klerykami płockiego seminarium modlono się o powołania kapłańskie, był i w najmłodszej parafii diecezji, liczącej rok płońskiej wspólnocie pod wezwaniem św. o. Pio. Przy tym znaku można modlić się, czuwać, ucałować go, dotknąć. Po prostu poczuć bliskość świętego. Chyba najbardziej wzruszające były powitania i czuwania z udziałem dzieci, z których część może już względnie świadomie przeżywała maryjną peregrynację. Teraz duży obraz-relikwiarz młodzieńca z Rostkowa budził ich szczerą ciekawość i fascynację. Oto w ich społeczności dzieje się coś szczególnego, co szybko się nie powtórzy… Dlatego na kartonowych sercach wypisywały swoje modlitwy i prośby do świętego, tak jak w parafii Obryte, czy puszczały w niebo balony, tak jak działo się to w Węgrzynowie i Sierpcu. Część młodzieży przystępującej w tym roku do sakramentu bierzmowania miała wyjątkową możliwość przyjęcia go właśnie w czasie nawiedzenia, stojąc przed portretem młodego człowieka, który jest przecież wzorem dojrzałości chrześcijańskiej. Tak działo się w Uniecku i w parafii św. Józefa w Makowie Mazowieckim. – Może z tego dzisiejszego dnia niewiele zapamiętacie, ale przed oczyma będzie stawał wam obraz-relikwiarz św. Stanisława Kostki – zauważył trafnie bp Roman Marcinkowski, gdy udzielał sakramentu w Uniecku.

To ma sens

Gdy na początku kwietnia relikwie św. Stanisława Kostki rozpoczynały swoją wędrówkę, ks. Krzysztof Ruciński, diecezjalny duszpasterz młodzieży, mówił, że święty będzie w drodze, by szukać młodych, zwłaszcza tych oddalonych od wiary i Kościoła. Czy jednak samo przedsięwzięcie duszpasterskie, jakim jest peregrynacja relikwii, nie jest czymś nieco anachronicznym, a w każdym razie w niewielkim stopniu przemawiającym do serca młodego człowieka XXI wieku? Okazuje się, że wśród młodzieży słychać opinie, że peregrynacja jest potrzebna. – Dzięki niej bardziej pamiętamy o Kostce. Patrząc na jego relikwie, wyobrażamy sobie, jak wyglądał, i przypominamy sobie jego historię. Dla mnie nawiedzenie tych relikwii było silnym przeżyciem. Mówi się, że młody człowiek takich rzeczy nie rozumie. Oczywiście, spora część jest obojętna na takie wydarzenia, ale jest też dużo młodzieży, nawet u nas, która chce rozwijać swoją wiarę – mówi Natalia z Uniecka. – Kiedy trwała peregrynacja obrazu MB Częstochowskiej, byłem młodszy i inaczej to odbierałem. Na pożegnaniu, klęcząc przed obrazem, trudno było mi wydusić z siebie słowa, chociaż miałem je napisane na kartce. To jest uczucie, że się klęczy przed majestatem świętego, ukrytego w tym relikwiarzu – przyznaje szesnastoletni Mateusz Markiewicz z Gradzanowa. A jak dziś młody człowiek patrzy na relikwie? – Wydaje mi się, że gdyby to było coś niedzisiejszego, coś nieistotnego, to by nie przetrwał ich kult. Relikwie pełnią ważną funkcję i ludzie ich potrzebują, bo wtedy zupełnie inaczej wygląda modlitwa do świętego, czuje się z nim większą więź. On przecież w tej cząstce jest obecny – wyjaśnia dojrzale Mateusz. Natalia z Uniecka mówi, że często odrzucamy coś po prostu z niewiedzy. – Jeśli czegoś nie rozumiem i to odrzucam, popełniam błąd. Trzeba to przyjąć, poczuć. Znaleźć książkę, doczytać, zainteresować się – mówi.

Nauczyciel z Rostkowa

Część tych przemyśleń, które słyszymy od młodych ludzi, zrodziła się dzięki staraniom katechetów i księży, przygotowujących uczniów do tego wydarzenia; dzięki wielu lekcjom, pielgrzymkom, konkursom poświęconym młodzieńcowi z Rostkowa, ale też pasji i autentycznemu zafascynowaniu się świętym Stanisławem. – Męstwo w jego życiu nie polegało na zbrojnej walce czy traktowaniu innych jako nieprzyjaciół, ale na tym, że pozostał wierny i pomagał innym w trwaniu w wierności. Czasem myślę sobie, że trzeba działać tak jak Staś Kostka – „na przekór”. Z im większą obojętnością lub nienawiścią spotyka się chrześcijańska miłość i prawda, tym my gorliwiej powinniśmy nimi żyć – zauważa Magdalena Tucholska, która pracuje jako katechetka w Zespole Placówek Oświatowych nr 2 w Mławie. – Modlitwa, częsta spowiedź, Komunia i medytacja – to przepis Stasia na szczęśliwe życie. On jest światłem, wskazówką i ostoją w poszukiwaniach i wątpliwościach współczesnej młodzieży. Miał bardzo silny charakter. Nie zrażał się niepowodzeniami i przeciwnościami losu… Wędrował dalej, bo miał wielką pasję – Jezusa – i związane z Nim plany – zwraca uwagę Beata Sieklucka, katechetka z Karniewa. Ks. inf. Marek Smogorzewski, który jest proboszczem parafii noszącej imię patrona młodzieży w Rypinie, mówił podczas pielgrzymki rowerowej do Rostkowa, że lekcja, jaką daje nam Kostka, jest taka, by chcieć czegoś więcej, podejmować trud, a nawet cierpienie i ból. Wtedy życie i miłość smakują. – Wszystko to, co jest piękne, w co człowiek wkłada swój trud i ofiarę, daje siebie – smakuje – zwracał uwagę. Czego dziś Staś Kostka uczy młodych? – Myślę, że św. Stanisław jest idealnym orędownikiem w rozeznawaniu drogi życia. Jego historia pełna jest młodzieńczej pasji, odwagi i podążania za tym, co piękne, ale też trudne. Odkrywam jego miłość do Pana Boga, którą realizował mimo sprzeciwu rodziców. Bardzo bym pragnął takiej determinacji w swoim życiu – przyznaje Łukasz Kasjaniuk z parafii Węgrzynowo. – Mówię o świętym „Kostka”, bo jest mi bliski. Nasz ksiądz katecheta powtarza, że Kostka jest naszym przyjacielem – mówi Natalia, która jako jedna z wielu młodych ludzi miała okazję „dotknąć” świętego.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy