Nowy numer 44/2020 Archiwum

Dzień ofiary największej

Jaki był abp Antoni Julian Nowowiejski, którego 75. rocznica męczeńskiej śmierci minęła 28 maja? Ciekawe zapiski i świadectwa zachowały się u sióstr klarysek kapucynek w Przasnyszu.

Arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego, ordynariusza płockiego, łączyła życzliwa przyjaźń z siostrami kapucynkami z Przasnysza. Przy każdym pobycie z posługą duszpasterską w przasnyskiej farze arcypasterz odwiedzał ich klasztor. Od 1912 do 1938 r. w kalendarium arcybiskupa zostało odnotowanych kilkanaście wizyt w tym miejscu; w niektórych latach bywał w klasztorze po kilka razy. Wchodził wtedy do klauzury, pytał o potrzeby wspólnoty, interesował się każdą siostrą, zachęcał do świętości życia. Siostry pisały w swoich wspomnieniach o arcybiskupie w ten sposób: "Było nie do pomyślenia, aby Ksiądz Arcybiskup, będąc w parafii św. Wojciecha w Przasnyszu lub przejeżdżając przez Przasnysz do jakiejś pobliskiej parafii, do nas nie wstąpił".

W 1926 r. abp Nowowiejski przyjeżdżał do klasztoru sióstr kapucynek dwukrotnie. W sobotę 28 lipca 1926 r. udzielił bierzmowania postulantce Wandzie Romanie Goebel, późniejszej siostrze Marii Kolumbie od Jezusa Chrystusa Króla. Natomiast 28 i 29 sierpnia tego roku do Przasnysza i Rostkowa zostały sprowadzone relikwie św. Stanisława Kostki. Uroczystości te połączono z 200. rocznicą jego kanonizacji. Prawdopodobnie wtedy biskup płocki, który w tym czasie mieszkał na kapucyńskiej kapelanii u ks. Antoniego Gruszczyńskiego, ofiarował kapucynkom z Przasnysza mały relikwiarzyk zawierający 4 drobniutkie cząstki kości świętego, wydzielone z relikwii sprowadzonych z Rzymu. Ten mały relikwiarzyk został przez siostry oprawiony w duży rzeźbiony relikwiarz, który znajduje się na ołtarzu w górnym chórze klasztoru. Tam mniszki do dziś obdarzają świętego kultem. Relikwiarz nie wchodzi w skład inwentarza kościelnego i nigdy nie został wystawiony ku czci publicznej (dokument potwierdzający autentyczność znajdujących się w nim relikwii zaginął w czasie okupacji).

Arcybiskup Nowowiejski ostatni raz przed II wojną odwiedził Przasnysz w 1938 r. "Od strony Ciechanowa szosą w kierunku Przasnysza zbliżał się samochód osobowy wiozący arcybiskupa Antoniego Juliana Nowowiejskiego" – relacjonował dziennikarz w miesięczniku "Ziemia Przasnyska". "Na rogatkach Przasnysza, na wysokości posesji państwa Perzanowskich i ogrodu sióstr kapucynek, była zbudowana brama triumfalna. Był to szeroki łuk ponad ulicą, przystrojony kwiatami, zielenią z rozpiętym transparentem, na którym widniał duży napis: »Witamy arcypasterza«. Czekały tu tłumy społeczeństwa wraz z przedstawicielami najwyższych władz miasta, powiatu, duchowieństwa rzymskokatolickiego, zboru augsbursko-ewangelickiego przasnyskiego i mławskiego oraz rabina reprezentującego miejscową społeczność żydowską. Witały go władze, dzieci, młodzież, starsi, a rabin symbolicznym gestem na rękę arcybiskupa założył jakąś opaskę i trzymając w ręku łańcuszek, wprowadzał Jego Ekscelencję do miasta.

W kościołach przasnyskich rozdzwoniły się dzwony, witając najwyższego pasterza północnego Mazowsza. Arcybiskup prowadzony przez procesję szedł majestatycznym krokiem, udzielając błogosławieństwa miastu i wszystkim, którzy przyszli na jego spotkanie. Arcybiskup przybył do Przasnysza do fary z wizytą duszpasterską, udzielając sakramentu bierzmowania młodzieży, jak i osobom starszym".

Przasnyskie mniszki wspominały arcybiskupa Nowowiejskiego jako kapłana wyróżniającego się przedziwnym dostojeństwem, zwłaszcza podczas sprawowania Eucharystii. Jako arcypasterza o wielkim ojcowskim sercu, darzącego klasztor kapucynek szacunkiem, co przejawiało się między innymi w pismach kierowanych z różnych okazji do wspólnoty.

Siostra Maria Immakulata Klicka (1903-2003) tak pisała w 1981 r. o abp. Nowowiejskim do ks. Wacława Jezuska: "Chcąc spełnić życzenie Czcigodnego Księdza Prałata, piszę: Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Nowowiejski to autorytet i serce ojcowskie, Człowiek szlachetny i pokorny. Autorytet arcybiskupa imponował księżom naszej diecezji. Przytoczę jeden szczegół. Po naszym powrocie z wygnania w 1945 r. ks. Kazimierz Gwiazda, ówczesny wikary dziekana i proboszcza naszej parafii, ks. Józefa Piekuta, w rozmowie z nami w rozmównicy klasztornej wyraził się z entuzjazmem o arcybiskupie Nowowiejskim w ten sposób: »Wiedzieliśmy, że mamy biskupa!«. Natomiast ja osobiście byłam zachwycona jakimś przedziwnym dostojeństwem i pokorą arcypasterza. Jeszcze dziś brzmią mi w uszach, po tylu latach, słowa wymawiane podczas Mszy Świętej przez Najdostojniejszego Celebransa: »In nomine Patris et Fili… Introibo ad altare Dei… Judica me Domine, et discerne causam meam…«. Osądź mnie, Panie, rozpatrz się w mojej sprawie... W wymawianiu tego wyrazu - Judica [osądź] – była jakaś głębia dostojnej, ale wielkiej pokory. Zresztą zawsze to dostojeństwo mu towarzyszyło. Do nas odnosił się zawsze życzliwie, nawet serdecznie. Zwracał się do sióstr po ojcowsku, mówiąc każdej na »ty«. Np.: »Podejdź, dziecko, chodź, jak myślisz?«. Przypominają mi się też słowa jednych życzeń przysłanych nam na Boże Narodzenie. Ileż tam było serdecznych wypowiedzi odnośnie naszej wspólnoty i naszego życia zakonnego".

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama