Nowy numer 48/2020 Archiwum

Filip czeka na mnie w niebie

Gdy Katarzyna z Rypina była w zaawansowanej ciąży, poszła na rutynowe badanie kontrolne. Wtedy dowiedziała się, że jej dziecko nie żyje. Od tamtej chwili minęło 4,5 roku. Dziś, w rozmowie z Katarzyną Bachman, mówi o żalu, tęsknocie, spokoju serca i nadziei.

Katarzyna Bachman: Co czujesz, gdy przychodzisz na grób synka?

Katarzyna: Czuję spokój. Chyba bardziej niż tęsknotę, choć ta oczywiście jest. To, że mogę tu być, zapalić świeczkę, zmówić pacierz, porozmawiać, jest dla mnie bardzo ważne. Przychodzę tu, gdy tylko przyjeżdżam do rodziców (grób dziecka znajduje się w miejscowości rodzinnej Kasi – przyp. red.), na święta, w rocznicę urodzin i zarazem śmierci, w Dzień Dziecka. Wiem, że mogę tu przychodzić i porozmawiać z nim o różnych rzeczach, wygadać się.

Czy matka może kiedyś pogodzić się ze śmiercią dziecka?

Nigdy, choć czas goi rany. Ja żyję z tą świadomością, że on jest, że mogę go odwiedzić choćby na cmentarzu. Ta świadomość jest naprawdę ważna. To zupełnie inaczej, niż gdybyśmy go nie pochowali i nie wiedziałabym, co się z nim dzieje.

Twoje dziecko zmarło w szóstym miesiącu ciąży.

Pamiętam, że je urodziłam. To był szok. Potem mnie uśpili. Miałam jakiś zabieg. Nic więcej nie pamiętam.

Personel szpitala powiedział wam, że macie prawo pochować swoje dziecko?

Pytano mnie i męża, czy chcemy pochować chłopca. Wtedy poznaliśmy płeć. Oczywiście, że chcieliśmy. Zabraliśmy ciałko i zorganizowaliśmy pogrzeb. Filipa pochowaliśmy w grobie mojego dziadka. On bardzo lubił dzieci i jeśli bawi się z moim synkiem, tak jak bawił się z nami, to Filip jest bardzo szczęśliwy.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama