W 75. rocznicę śmierci żołnierzy niezłomnych - ppor. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" oraz jego podkomendnego ppor. Bronisława Gniazdowskiego "Mazura" - wojsko i środowiska patriotyczne uczciły ich pamięć.
- Żadne dobro nie ginie, nawet jeżeli zostanie pokonane - mówił ks. por. Arkadiusz Sikorski, kapelan 51. batalionu lekkiej piechoty podczas Mszy św. w kościele parafialnym w Szyszkach, odprawionej w intencji poległych tragicznie przed 75 laty w tej miejscowości partyzantów - żołnierzy niezłomnych, wyklętych: ppor. Mieczysława Dziemieszkiewicza "Roja" oraz jego podkomendnego - ppor. Bronisława Gniazdowskiego "Mazura".
"Rój" i "Mazur" należeli do jednych z najsłynniejszych żołnierzy antykomunistycznej, niepodległościowej partyzantki działającej na północnym Mazowszu. Polegli w nocy z 13 na 14 kwietnia 1951 r. w walce z przeważającymi siłami obławy UB i KBW. Mszy św. w ich intencji przewodniczył ks. kan. dr Bogdan Adamowicz, proboszcz parafii pw. św. Bartłomieja Apostoła w Szyszkach. W homilii ks. por. Arkadiusz Sikorski mówił o dylematach między trudnymi i łatwymi wyborami. - Dziś, wspominając rocznicę śmierci podporucznika Mieczysława Dziemieszkiewicza, zatrzymujemy się nad takim właśnie wyborem. Nad życiem człowieka, który nie zgodził się na życie w kłamstwie, który mimo młodego wieku zrozumiał, że wolność nie jest dana raz na zawsze i że czasem trzeba za nią zapłacić najwyższą cenę - mówił kapłan. - Żył w czasach, gdy zakończenie wojny nie przyniosło upragnionego pokoju. Zamiast wolności przyszła nowa forma zniewolenia. Wielu ludzi, zmęczonych cierpieniem, próbowało odnaleźć się w tej rzeczywistości, często idąc na kompromisy. On jednak nie potrafił się na to zgodzić - mówił kaznodzieja.
Kapelan ciechanowskich terytorialsów podkreślił, że "Rój" wybrał drogę trudną, samotną i pełną niebezpieczeństw. - I tu zatrzymujemy się na chwilę. Bo łatwo jest mówić o bohaterstwie z perspektywy czasu. Łatwo jest podziwiać, kiedy znamy zakończenie historii. Znacznie trudniej jest zrozumieć, że jego codzienność była pełna strachu i cierpienia. To nie był "książkowy bohater". To był człowiek z krwi i kości. Człowiek, który każdego dnia musiał na nowo wybierać odwagę - stwierdził ks. por. Sikorski. - I właśnie w tym kryje się głębokie przesłanie dla nas. Bo my również żyjemy w świecie, który wystawia nas na próbę. Może inną, mniej dramatyczną, ale wciąż wymagającą. Każdego dnia stajemy wobec pokus, by przemilczeć prawdę, by pójść na łatwy kompromis, by wybrać wygodę zamiast uczciwości.
Kaznodzieja zaznaczył, że nikt z nas nie musi dziś iść do lasu, ale każdy z nas ma swoje pole walki: w rodzinie, w pracy, w relacjach z innymi ludźmi. - Ta historia uczy nas, że wierność wartościom zaczyna się od małych rzeczy. Od decyzji, by być prawdomównym, nawet gdy to trudne. By być uczciwym, nawet gdy nikt nie patrzy. By mieć odwagę stanąć po stronie dobra, nawet gdy jest się w mniejszości. Dodał, że wspomnienie obydwu żołnierzy niezłomnych nie może być tylko wezwaniem do odwagi, ale musi także nieść nadzieję. - Chrześcijaństwo nie jest religią rozpaczy, ale nadziei i zwycięstwa, o czym przypomina nam chociażby Święto Wielkanocy - dodał.
- Dlatego nawet jeśli życie "Roja" zakończyło się tragicznie, jego postawa nie przegrała. Dobro, za które walczył, przetrwało. Prawda, której bronił, nie została zniszczona. I to jest dla nas ważna lekcja: że żadne dobro nie ginie, nawet jeśli wydaje się, że zostało pokonane - kontynuował ks. kapelan. - Dlatego dziś nie tylko wspominamy. Dziś pytamy samych siebie: kim jestem w mojej codzienności? Czy mam odwagę być wierny wartościom? Czy potrafię sprzeciwić się złu, nawet jeśli będzie mnie to kosztować? - pytał kaznodzieja.
Ks. por. Sikorski zaapelował do uczestników Mszy św., by niedzielne spotkanie nie było tylko chwilą pamięci, ale momentem decyzji. - Decyzji, byśmy nie byli obojętni. Byśmy nie uciekali od odpowiedzialności. Byśmy potrafili - na miarę naszego życia - być wierni prawdzie, bo być może nie jesteśmy wezwani do wielkich czynów zapisanych w historii, ale każdy z nas jest wezwany do wielkiej wierności w codzienności. I właśnie tam rodzi się prawdziwe bohaterstwo - zakończył.
Po Mszy św. wieńce pod znajdującą się na zewnętrznej ścianie świątyni tablicą upamiętniającą Mieczysława Dziemieszkiewicza oraz innych walczących z władzą komunistyczną na tych terenach złożyli: ppłk Wojciech Drążyk, zastępca dowódcy 5. Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej, a także Jan Andrzej Kaluszkiewicz, starosta ciechanowski i Tadeusz Wieczorek - radny Rady Powiatu Ciechanowskiego. Kwiaty złożono także i zapalono znicze przy krzyżu i tablicy upamiętniającej "Roja" i "Mazura", znajdujących się w pobliżu miejsca ich śmierci. W uroczystości wzięli udział rodziny żołnierzy niezłomnych, żołnierze 5. Brygady, przedstawiciele służb mundurowych, władze samorządowe, kombatanci, miejscowi mieszkańcy.
- Obchody stały się wyrazem pamięci i wdzięczności wobec tych, którzy oddali życie w imię ojczyzny, a także przypomnieniem o wartościach takich jak honor, wierność i służba drugiemu człowiekowi - komentuje st. kpr. Renata Jaskulska z Zespołu Prasowego 5. MBOT. - Dla żołnierzy 5. Mazowieckiej Brygady OT pielęgnowanie pamięci o patronie stanowi ważny element budowania tożsamości służby. To nie tylko lekcja historii, lecz także zobowiązanie do kontynuowania etosu służby opartej na odpowiedzialności, poświęceniu i wierności wartościom, które pozostają fundamentem Wojska Polskiego.
Marek Szyperski