"To niemożliwe, a jednak… Wisła pamięta. Człowiek - człowiekowi zrobił coś takiego!". Oszczędne symbole: płótno, gra świateł i cieni, monologi oprawców, dialog duszy - prowadziły ku jednej, najmocniejszej ikonie: krzyżowi zanurzonemu w wodzie. W mroku czerwińskiej bazyliki spektakl o ostatniej drodze ks. Popiełuszki stał się nie tylko opowieścią o męczeństwie, ale też rachunkiem sumienia z pamięci.
W Czerwińsku nad Wisłą 28 lutego parafianie obejrzeli przedstawienie „Ksiądz Jerzy. Modlitwa ostateczna” w wykonaniu Animatorów Oratorium im. bł. Michała Rua w Woźniakowie. Autorem scenariusza jest Mirosław Antoni Glazik, a reżyserii podjął się ks. Akacjusz Cybulski SDB, który przed laty – jeszcze jako kleryk – występował w tym spektaklu. – To było moim marzeniem, by po latach wrócić do tego tekstu już jako reżyser i zaprosić do niego młodych – mówił ks. Cybulski. – Ksiądz Jerzy jest świętym na dzisiejsze czasy. Normalnym. Nie tylko z obrazu czy z postumentu. Takim, o którym można rozmawiać z rodzicami i dziadkami, którego homilii można dziś słuchać w internecie. Uczy pokory, autentyczności, wierności i dążenia do celu – podkreślił.
Trzy akty prowadziły widzów przez historię i zachęcały do refleksji. Pierwszy wprowadzał w klimat lat 70. i 80. XX w., przypominając realia stanu wojennego. Drugi – oparty na zeznaniach oprawców ks. Popiełuszki – brzmiał szczególnie przejmująco. Wypowiadane przez młodych aktorów słowa sprawców zbrodni były przejmujące. Trzeci akt był próbą zmierzenia się z poezją i tajemnicą – rozmową duszy, która przekracza śmierć.
W surowej scenografii, przy odpowiednio dobranej muzyce i świetle, widzowie niemal stawali przy tamie pod Włocławkiem. Krzyż zanurzony w wodzie stał się obrazem męczeństwa bł. Jerzego Popiełuszki – znakiem Kościoła rodzącego się z krwi świadków.
Ks. Dariusz Matuszyński SDB, kustosz sanktuarium w Czerwińsku, dziękował aktorom za wprowadzenie w czas zadumy. – Dla wielu z was to już historia. Dla mojego pokolenia – coś, co wciąż tkwi głęboko w sercu. Czasy były trudne, ale nas ukształtowały. Pamiętajcie, że bez historii nie ma prawdziwego jutra. Każdy z nas ma swoje drzewo genealogiczne. Trzeba wracać do historii, jak do korzeni. Bez korzeni żadne drzewo się nie ostoi – mówił.
Młodzi aktorzy podkreślali, że praca nad spektaklem była dla nich czymś więcej niż scenicznym doświadczeniem. Szymon Podlasin, wcielający się w jednego z porywaczy, przyznał, że przygotowując rolę, zgłębiał dokumenty i losy sprawców. – To bardzo przybliżyło mi historię księdza Jerzego – mówił.
Z kolei Szymon Przybylski, grający „duszę” kapłana, słuchał jego kazań, by lepiej zrozumieć postać. – Był odważny, choć zastraszany, do końca wierny Bogu. To uczy, żeby się nie poddawać. Miał wiarę i honor – podkreślał.
Spektakl zakończyła Litania do bł. ks. Jerzego. W ciszy bazyliki modlitwa wybrzmiała jak odpowiedź na dramat, który rozegrał się przed laty nad Wisłą. Teatr ustąpił miejsca modlitwie, a historia – osobistemu pytaniu o wierność. "Wisła pamięta..." – pytanie, czy ludzie nie zapomną tej lekcji okrucieństwa i wiary.