Wciąż odkrywamy obraz i misję, którą siostra Faustyna otrzymała 22 lutego 1931 r. w Płocku.
Tamtego dnia, podobnie jak w tym roku, była to 1. niedziela Wielkiego Postu. Wieczór. W ciszy płockiego klasztoru przy Starym Rynku do celi s. Faustyny przyszedł Pan. Kilka godzin wcześniej siostra pewnie modliła się Gorzkimi żalami i rozważała, „co Pan Jezus wycierpiał od modlitwy w Ogrójcu aż do niesłusznego oskarżenia przed sądem”. Teraz oglądała Go w białej szacie, ze śladami męki, ale zmartwychwstałego i z sercem miłosiernym. „Wymaluj obraz…” – usłyszała. Jak potem napisała w „Dzienniczku”, radość mieszała się z bojaźnią, a lęk z przerażeniem, bo żądanie Pana Jezusa przekraczało jej możliwości. Bo kto był w stanie uwierzyć, że sam Jezus mógł się ukazać siostrze drugiego chóru? Nie do końca zrozumiał ją spowiednik. Przełożona posądzając, że jest to złudzenie, chciała zobaczyć jakiś zewnętrzny znak. Sama Faustyna w wątpliwościach zaczęła mówić: „Jezu, ja się Ciebie boję, czy Ty nie jesteś jakim widmem” (Dz. 122). Ale Pan dawał jej pokój wewnętrzny i dowody na to, że to On działa. Wszystko działo się w posłuszeństwie, wielkiej ufności i w sakramentalnych znakach. Kiedyś siostra, umęczona wewnętrznym pragnieniem, aby spełnić pragnienie Jezusa, a z drugiej strony nosząc w sobie wciąż wątpliwości, prosiła Pana o znak, aby pewna wychowanka poszła do spowiedzi. W tej chwili dziewczyna ta poprosiła o spowiedź, tak że nawet wychowawczyni tej grupy dziewcząt zdziwiła się nagłą zmianą jej zachowania. „Czy teraz wierzysz Mi?” – miał zapytać Pan Jezus s. Faustynę.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł
ks. Włodzimierz Piętka