Nowy numer 5/2023 Archiwum

Gostynin. To męczeństwo wyda owoc

1 grudnia mijają 83 lata od hitlerowskiej zbrodni w lesie k. Woli Łąckiej, w której zginęło m.in. trzech młodych księży z Gostynina. Być może staną się oni kandydatami na ołtarze.

W Woli Łąckiej droga z Płocka do Gostynina wiedzie łagodnym łukiem przez niewielki, sosnowy las. W głębi tego lasu, kilkaset metrów od szosy, stoi pomnik upamiętniający jedną z największych zbrodni niemieckich na ziemi gostynińskiej. 1 grudnia 1939 roku okupanci rozstrzelali tu 29 zasłużonych obywateli miasta i okolic: posła na Sejm RP, burmistrza, dwóch pracowników magistratu, dyrektora banku, komendanta policji, kierownika szkoły i kilku nauczycieli, prezesa klubu sportowego, szefa związku strzeleckiego, działaczy ludowych, działaczy żydowskich, działaczy Stronnictwa Narodowego, POW i OSP oraz trzech księży.

Męczennicy

To byli nietuzinkowi przedwojenni księża: Antoni Dubas – wikariusz i działacz ZHP; Stanisław Krystosik - prefekt Gimnazjum im. Tadeusza Kościuszki, działacz ZHP, pierwszy w Polsce kapłan lotnik; Kazimierz Stankiewicz – wikariusz i animator misyjny. Wszyscy mieli zaledwie trzydzieści lat, wszyscy byli kolegami z jednego rocznika, wszystkich 15 czerwca 1935 r. wyświęcił bł. bp. Antoni Julian Nowowiejski. Już 17 września 1939 r. hitlerowcy pognali na gostyniński rynek, wraz z wieloma innymi mężczyznami, ich proboszcza ks. Apolinarego Kaczyńskiego (z tego samego rodu co śp. prezydent Lech Kaczyński). Tam sędziwego dziekana wyciągnięto z szeregu i na oczach wszystkich zmuszono do mycia niemieckich samochodów. Później robotę księdza musiał dokończyć rabin oraz inni zmuszeni do tego Żydzi. 10 listopada 1939 r., w przeddzień Święta Niepodległości, chorego gostynińskiego dziekana Niemcy zabrali z łóżka i zaprowadzili kilka ulic dalej do budynku przy Kutnowskiej 27, który niegdyś służył jako cerkiew prawosławna, a na czas wojny stał się miejscem przesłuchań. Miejscem szybko owianym ponurą sławą, nie bez powodu w mieście budynek nazwano "maglem". Aresztowanie przeprowadzili "sąsiedzi", zorganizowany przez miejscowych Niemców Selbstchutz. Nazajutrz Niemcy wypuścili proboszcza, a w zamian zabrali wspomnianą trójkę wikariuszy, którzy z własnej woli stawili się w "maglu" jako zakładnicy za swojego przełożonego. "Chory – mieli powiedzieć – my zdrowi. Weźcie nas, a jego odeślijcie de szpitala". Zgodzili się. Ks. Kaczyński niedługo cieszył się wolnością. 11 czerwca 1941 r., w przeddzień Bożego Ciała, zostanie ponownie aresztowany i wraz z około 100 gostynianami przewieziony do obozu w Inowrocławiu. Tam bity i katowany, 26 grudnia 1941 r., w dzień św. Szczepana, pierwszego męczennika, odda życie.

Ktoś może powiedzieć: młodzi księża poszli jako zakładnicy, ale z pewnością nie wiedzieli, że czeka ich okrutna śmierć. Znali przecież niemiecką kulturę: Bacha, Goethego i Schillera, uczyli się w seminarium myśli niemieckich teologów, filozofów i psychologów. Owszem, ale wiedzieli także, co oznacza swastyka. Znali butę "sąsiadów", hitlerowców z pobliskich niemieckich kolonii. Nieobcy był im także los zamordowanego we wrześniu 1939 r. ks. proboszcza Pawła Kwiatkowskiego z niedalekiej Soczewki.

W maglu

Co działo się w "maglu" przez kolejne niespełna trzy tygodnie? Wiemy, że księża zabrali ze sobą: różańce, odznaki harcerskie, notes z rozkładem lekcji. W kwietniu 1945 r., podczas robienia porządków w byłym budynku gestapo przy ul. 3 Maja w szufladzie jednego z biurek znaleziono kieszonkowy brewiarz podpisany: ks. Stanisław Krystosik. Z pewnością więc modlili się, podtrzymywali innych na duchu, spowiadali. Mieli kontakt z wiernymi, z siostrami pasjonistkami, bo ks. Krystosik pisywał do nich "grypsy", dziękował za paczki z bielizną, żywnością i korespondencją. W ostatnim prosił już tylko: "Kochane Siostry, już nic nie przysyłajcie. Nie potrzebujemy. Módlcie się tylko za nas". Może osadzeni w "maglu" domyślali się już, co ich czeka? W każdym razie młodzi księża musieli swoją wiarą, patriotyzmem i solidarnością z innymi rozwścieczyć miejscowych niemieckich "sąsiadów", skoro żadnego, mimo że byli najmłodsi, nie zwolniono, a podczas egzekucji jednemu z trzech męczenników w sutannach odrąbano szpadlem głowę.

Zbrodnia

W nocy 1 grudnia 1939 roku na podstawione samochody ciężarowe podpici hitlerowcy załadowali powiązanych drutem 29 więźniów "magla" i o świcie wywieźli do lasu w Woli Łąckiej. Barbara Konarska-Pabiniak twierdzi, że ciężarówką wiozącą więźniów na miejsce egzekucji kierował Jakob Pohl, przedwojenny kierowca gostyniński. I stawia pytanie o jego udział w tej zbrodni, podejrzewając nawet, że nie tylko był jednym z jej wykonawców, ale nawet inicjatorem. I pyta: "w czasie okupacji Pohl był kierowcą w niemieckiej żandarmerii, a po wojnie pracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa. Na początku lat pięćdziesiątych otrzymał wyrok śmierci, wydany w płockim sądzie. Dlaczego wyrok nie został wykonany?".

Skazańców bito jeszcze, prowadząc ich do przygotowanego wcześniej dołu śmierci. Zabijano trzema grupami – świadkowie usłyszeli trzy zbiorowe salwy. Po każdej z trzech serii strzałów z karabinów ręcznych następowały pojedyncze strzały rewolwerowe. Po pierwszej serii strzałów słychać było krzyki: "Jezu", kilkakrotnie "Jezus, Maryja", a po drugiej i trzeciej serii wszystkie krzyki zamilkły.

Po zakończeniu wojny, 27 kwietnia 1945 roku, przeprowadzono ekshumację zamordowanych w Woli Łąckiej. Przewodniczącym Komitetu Ekshumacyjnego był ks. prefekt Bolesław Zieleniecki, a ekshumację przeprowadzał dr Eugeniusz Wilczkowski - ówczesny dyrektor gostynińskiego Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo Chorych, w latach 1946–1950 profesor i prorektor Uniwersytetu Łódzkiego.W Archiwum Diecezjalnym zachował się protokół z tego wydarzenia, jeden z najbardziej wstrząsających dokumentów, jaki dane mi było w życiu czytać.

Niemal co niedzielę jeździmy z s. Marią Lucyną od Krzyża OCD do lasu w Woli Łąckiej, by przez chwilę pomodlić się za zamordowanych i o beatyfikację młodych księży wikariuszy, którzy oddali życie, idąc do więzienia za swego sędziwego proboszcza. Cieszą wieńce i znicze na tym miejscu – widomy znak, że w Gostyninie i Helenowie pamięta się o nich. 2 grudnia bp Mirosław Milewski będzie w kościele Maryi Matki Kościoła sprawował Eucharystię o ich wyniesienie na ołtarze. Ziemia gostynińska i czterej kapłani męczennicy z pewnością na to zasługują.

W piątek 2 grudnia o godz. 17 będzie sprawowana Droga Krzyżowa, zaś o godz. 18 biskup Mirosław Milewski będzie przewodniczył Mszy św. o wyniesienie na ołtarze męczenników gostynińskich.

Korzystałem z opracowań: B. Konarska-Pabiniak B., Gostynin. Szkice a przeszłości; H. Seweryniak,  Ł. Zieliński, Nikt nie ma większej miłości…męczeństwo kapłanów gostynińskich w latach II wojny światowej; M. Lucyna od Krzyża OCD, H. Seweryniak, Nowenna i litania przez wstawiennictwo kapłanów męczenników z Gostynina.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy