Nowy numer 5/2023 Archiwum

Co serce pamięta?

Warto być wdzięcznym za ludzi, których spotkaliśmy, a którzy byli dla nas jak prorocy.

Każdy w swoim dłuższym czy krótszym życiu może wskazać wydarzenia, ludzi i wybory, które okazały się brzemienne dla jego przyszłości. – Trzeba o nich pamiętać i być za nie wdzięcznym – podkreśla ks. prał. Andrzej Kondracki, emerytowany proboszcz parafii Soczewka k. Płocka, jeden z nestorów wśród księży płockiej diecezji.

Od młodości prowadzi zapiski, zebrane obecnie w kilka zeszytów. Sięgają one lat 50., gdy wstępował do Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku (wyświęcony został w 1958 r.). Ale zanim o zapiskach, ksiądz prałat pokazuje kilka pamiątek z dzieciństwa. Jest nią m.in. mały obrazek związany z męczennikiem ks. Stanisławem Krystosikiem (więcej piszemy o nim na s. V).

– Miałem wtedy 6 lat i na wakacje pojechałem do Wyszkowa, gdzie mieszkali moi dziadkowie. Z dziecięcej modlitwy rodziły mi się pytania, na które chciałem znać odpowiedź. Jedno z nich dotyczyło nieba: jak tam będzie? Pytałem rodziców i dziadków, ale oni powiedzieli, że najlepiej odpowie mi ksiądz wikariusz, którego dziadkowie osobiście znali. Był nim właśnie ks. Krystosik. Poszedłem z babcią na plebanię, bardzo się tego bałem, ale w końcu zadałem mu pytanie o niebo. Pamiętam, że mi odpowiedział słowami św. Pawła: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2,9). Nie zrozumiałem za bardzo tych słów, ale po tamtej rozmowie pozostał mi ten mały obrazek z autografem: „Jędrkowi małemu – ks. Stanisław Kr. Wyszków 15 VIII 1937”. Dwa lata później ks. Krystosik zginął jako męczennik II wojny światowej w lesie koło Gostynina – opowiada ks. Kondracki.

Jak podkreśla ksiądz prałat, w życiu spotkał przynajmniej dwóch wielkich ludzi, o których mówi z przekonaniem, że to byli prorocy: bł. kard. Stefana Wyszyńskiego i ks. Franciszka Blachnickiego.

– Dla mojego pokolenia relacja z prymasem miała charakter emocjonalny. Był on dla nas ideałem, który chcieliśmy naśladować. Mój kolega z seminarium był jego kuzynem i dzięki niemu na plebanii w Kamieńczyku k. Wyszkowa spędziłem z prymasem kilka godzin. Gdy odchodził, uklęknęliśmy, bo taki był wtedy zwyczaj. Każdemu z nas dał pamiątkowy obrazek i powiedział: „Małym ludziom, żeby byli wielkimi”. Te jego słowa zapisałem sobie na tym obrazku z datą: 16 lipca 1953 r., a więc na krótko przed jego internowaniem – wspomina ks. Kondracki.

Co zostało po spotkaniu z „prorokiem” po niemal 70 latach? – Silna i żywa więź z Matką Bożą Jasnogórską, bo właśnie taki obrazek wtedy od niego otrzymałem. Są na nim wypisane słowa: „Królowo Polski, ufamy niezawodnie Twojej opiece nad nami i nad narodem polskim”. Pozostała we mnie ta jego „niezawodna ufność”, choćby nie wiem, co się stało – wyznaje ks. Kondracki.

Z ks. Blachnickim spotkał się z kolei na rekolekcjach kapłańskich w Niepokalanowie. – To było niedługo po święceniach. Skrzętnie notowałem jego konferencje, które przez długie lata były dla mnie punktem odniesienia i osobistych refleksji – dodaje.

Ksiądz Kondracki otwiera jeszcze swój zeszyt z zapiskami, bo tam są wspomnienia spotkań z chorymi, których odwiedzał na jednym ze swych pierwszych wikariatów w Ciechanowie, pod koniec lat 50. – Tamte spotkania, spowiedzi, ostatnie słowa tych ludzi zapamiętałem na całe życie. To m.in. 21-letni chłopak, cierpiący i powykrzywiany od choroby. To pewna staruszka żyjąca w biedzie, spracowana; zapamiętałem jej wzrok pełen wdzięczności za Pana Jezusa, którego jej przyniosłem. Albo 28-letni bardzo cierpiący mężczyzna, który był cały poparzony i wypisany ze szpitala bez nadziei wyzdrowienia; trudno było mu zebrać myśli, ale wyznał żal, przyjął Komunię św., a w nocy zmarł. Oni też mnie uczyli kapłaństwa, dlatego ich pamiętam i jestem wdzięczny – dodaje ks. prał. Kondracki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy