Nowy numer 5/2023 Archiwum

Życie za życie

Na początku grudnia w Gostyninie po raz pierwszy jest sprawowana Msza św. o beatyfikację księży męczenników z tego miasta.

W lesie blisko Woli Łąckiej stoi pomnik upamiętniający jedną z największych zbrodni niemieckich na ziemi gostynińskiej. – Niemal co niedzielę jeździmy tam z moją siostrą, karmelitanką bosą Marią Lucyną od Krzyża, by pomodlić się za zamordowanych i o beatyfikację księży wikariuszy, którzy oddali życie, idąc do więzienia za swego sędziwego proboszcza. Cieszą wieńce i znicze na tym miejscu – widomy znak, że w Gostyninie i Helenowie pamięta się o nich – mówi ks. prof. Henryk Seweryniak, od dawna zaangażowany w utrwalanie pamięci o gostynińskich męczennikach. 1 grudnia 1939 r. okupanci rozstrzelali w tym lesie 29 zasłużonych obywateli miasta i okolic, w tym trzech księży.

To byli nietuzinkowi przedwojenni duchowni: Antoni Dubas – wikariusz i działacz ZHP; Stanisław Krystosik – prefekt Gimnazjum im. T. Kościuszki, działacz ZHP, pierwszy w Polsce kapłan lotnik; Kazimierz Stankiewicz – wikariusz i animator misyjny. Wszyscy mieli zaledwie 30 lat, byli kolegami z jednego rocznika, wyświęcił ich 15 czerwca 1935 roku bł. abp Antoni Julian Nowowiejski. 17 września 1939 r. hitlerowcy zagonili na gostyniński rynek, wraz z wieloma innymi mężczyznami, ich proboszcza ks. Apolinarego Kaczyńskiego. Tam sędziwego dziekana wyciągnięto z szeregu i na oczach wszystkich zmuszono do mycia niemieckich samochodów. Później robotę księdza musieli dokończyć rabin oraz inni zmuszeni do tego Żydzi. 10 listopada 1939 r., w przeddzień Święta Niepodległości, chorego gostynińskiego dziekana Niemcy zabrali z łóżka i zaprowadzili kilka ulic dalej, do budynku przy Kutnowskiej 27, który niegdyś służył jako cerkiew prawosławna, a na czas wojny stał się miejscem przesłuchań, owianym ponurą sławą. Nie bez powodu w mieście budynek nazwano „maglem”. Aresztowanie przeprowadzili „sąsiedzi”, czyli zorganizowany przez miejscowych Niemców Selbstschutz. Nazajutrz Niemcy wypuścili proboszcza, a w zamian zabrali wspomnianą trójkę wikariuszy, którzy z własnej woli stawili się w „maglu” jako zakładnicy za swojego przełożonego. „Chory – mieli powiedzieć – my zdrowi. Weźcie nas, a jego odeślijcie do szpitala”. Okupanci zgodzili się, jednak ks. Kaczyński niedługo cieszył się wolnością. 11 czerwca 1941 r., w przeddzień Bożego Ciała, został ponownie aresztowany i z około 100 gostynianami przewieziony do obozu w Inowrocławiu. Tam bity i katowany zmarł 26 grudnia 1941 r.

– Ktoś może powiedzieć: młodzi księża poszli jako zakładnicy, ale z pewnością nie wiedzieli, że czeka ich okrutna śmierć. Znali butę „sąsiadów” – hitlerowców z pobliskich niemieckich kolonii. Nieobcy był im także los zamordowanego we wrześniu 1939 r. ks. proboszcza Pawła Kwiatkowskiego z niedalekiej Soczewki – stwierdza ks. profesor.

Co działo się w „maglu” przez kolejne niespełna trzy tygodnie? – Wiemy, że księża zabrali ze sobą różańce, odznaki harcerskie, notes z rozkładem lekcji. W kwietniu 1945 r., podczas robienia porządków w byłym budynku Gestapo przy ul. 3 Maja, w szufladzie jednego z biurek znaleziono kieszonkowy brewiarz z podpisem: „ks. Stanisław Krystosik”. Z pewnością więc modlili się, podtrzymywali innych na duchu, spowiadali. Mieli kontakt z wiernymi, z siostrami pasjonistkami, bo ks. Krystosik pisywał do nich grypsy, dziękował za paczki z bielizną, żywnością i korespondencją. W ostatnim prosił już tylko: „Kochane Siostry, już nic nie przysyłajcie. Nie potrzebujemy. Módlcie się tylko za nas”. Może domyślali się, co ich czeka? – mówi ks. H. Seweryniak.

W nocy 1 grudnia 1939 roku na podstawione samochody ciężarowe podpici hitlerowcy załadowali powiązanych drutem 29 więźniów „magla” i o świcie wywieźli ich do lasu w Woli Łąckiej. Barbara Konarska-Pabiniak twierdzi, że ciężarówką wiozącą więźniów na miejsce egzekucji kierował Jakob Pohl, przedwojenny kierowca gostyniński. I stawia pytanie o jego udział w tej zbrodni, podejrzewając nawet, że nie tylko był jednym z jej wykonawców, ale nawet inicjatorem. Pyta: „W czasie okupacji Pohl był kierowcą w niemieckiej żandarmerii, a po wojnie pracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa. Na początku lat 50. otrzymał wyrok śmierci, wydany w płockim sądzie. Dlaczego wyrok nie został wykonany?”.

Skazańców bito jeszcze, prowadząc ich do przygotowanego wcześniej dołu śmierci. Zabijano w trzech grupach – świadkowie usłyszeli trzy zbiorowe salwy. Po każdej z serii strzałów z karabinów ręcznych następowały pojedyncze strzały rewolwerowe. Po pierwszej serii słychać było krzyki: „Jezu”, kilkakrotnie: „Jezus, Maryja”, a po drugiej i trzeciej wszystkie krzyki zamilkły.

– Po zakończeniu wojny, 27 kwietnia 1945 roku, przeprowadzono ekshumację zamordowanych w Woli Łąckiej. Przewodniczącym Komitetu Ekshumacyjnego był ks. prefekt B. Zieleniecki, a ekshumację przeprowadzał dr E. Wilczkowski, ówczesny dyrektor gostynińskiego Szpitala dla Psychicznie i Nerwowo Chorych, w latach 1946–1950 profesor i prorektor Uniwersytetu Łódzkiego. W Archiwum Diecezjalnym zachował się protokół z tego wydarzenia, jeden z najbardziej wstrząsających dokumentów, jaki dane mi było w życiu czytać – dodaje ks. prof. Seweryniak. Korzystano z opracowań: B. Konarska-Pabiniak  „Gostynin. Szkice z przeszłości”; H. Seweryniak, Ł. Zieliński „Nikt nie ma większej miłości… męczeństwo kapłanów gostynińskich w latach II wojny światowej”; M. Lucyna od Krzyża OCD, H. Seweryniak „Nowenna i litania przez wstawiennictwo kapłanów męczenników z Gostynina”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy