Nowy numer 49/2022 Archiwum

Oblicza czuwania

Strażak, żołnierz, harcerz, wolontariusz nie mogą spać beztrosko, a robią to dla dobra innych ludzi.

Podstawowym adwentowym słowem kluczem jest czuwanie. Mówi o nim Ewangelia pierwszej niedzieli Adwentu. Lecz dotyczy ono nie tylko rzeczywistości religijnej, bo dla wielu wiąże się z wykonywanym zawodem i służbą.

Starszy brygadier Józef Chmielewski jako strażak zawodowy i ochotniczy jest już na zasłużonej emeryturze. Pamięta z młodych lat, gdy w czasie żniw zdarzały się pożary. – Wtedy zostawialiśmy naszą pracę i biegliśmy ratować dobytek sąsiada czy znajomego. Pamiętam, że gdy palił się dom, to najpierw wynoszono obrazy, a potem pozostały dobytek. Często stawiano też obraz Matki Bożej zwrócony w stronę ognia, bo wierzono, że Maryja powstrzyma żywioł. Tak było dawniej, dziś strażacy są zawodowo przygotowani. To oni przejmują działania ratowniczo-gaśnicze – opowiada pan Józef. Przeszedł chrzest bojowy w czasie pamiętnej akcji ratunkowej po wybuchu rotundy w Warszawie w 1979 r. Był wtedy studentem Wyższej Oficerskiej Szkoły Pożarniczej.

– Czuwanie jest ukierunkowane na dobro drugiego człowieka. To gotowość, aby w razie konieczności pomóc ludziom w potrzebie. Zwłaszcza w czasie świątecznym czy urlopowym potencjalnie może być więcej zdarzeń, a wtedy czujność strażaka jest szczególnie wzmożona. Gdy więc inni odpoczywają albo się bawią, strażak czuwa, jest wstrzemięźliwy i gotowy – mówi.

Stale spakowany plecak to konieczność i zarazem symbol czuwania, który dobrze zna Monika Szyperska, ciechanowska dziennikarka, a od trzech lat także żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnej. – Jestem stale przygotowana, choć nie chciałabym, aby nastąpił krytyczny moment, że musiałabym pożegnać się z rodziną i jechać, gdzie mi polecono – mówi pani Monika. – Wojsko uczy nas dyscypliny w czuwaniu i wytrwałości. Czuwanie dla nas jest rozkazem. Mamy warty i prowadzimy nocne obserwacje na poligonie. To odnosi się również do mojego życia duchowego: mam tak żyć i kształtować relacje z Bogiem i ludźmi, abym była zawsze gotowa. Na poligonie czuwa się w ciemności. Przychodzi też moment osłabienia i zniechęcenia, a wtedy pomaga mi Różaniec. Odmawiam go powoli, każde „Zdrowaś” rozważam, jestem skupiona, ta modlitwa nie pozwala mi zasnąć – dodaje Monika Szyperska. Jej zdaniem każda godzina czuwania i zastanowienia się nad swoim życiem wyda zawsze owoc.

Dzisiaj jednak coraz trudniej, szczególnie młodym pokoleniom, zdobyć się na taki wysiłek, bo wymaga on cierpliwości i pokory. – Postawa czuwania, znana harcerzom, wyrażająca się choćby w haśle „Czuwaj!”, oznacza, że trzeba być gotowym do podjęcia jakiejś służby, to znaczy mieć otwarte, wrażliwe oczy, uszy, ręce. Tak jak w przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie, który najpierw dostrzegł potrzebującego człowieka, potem wzruszył się i zaczął działać. To wiąże się również z trzeźwością umysłu, czyli abstynencją. To jest pewien ideał, do którego powinniśmy wszyscy dążyć, zarówno początkujący, jak i doświadczeni harcerze – uważa płocczanka Katarzyna Stangret, instruktor harcerstwa. Pani Katarzyna pracuje w szkole, a jednocześnie w hospicjum, które jest miejscem szczególnego czuwania. – Z jednej strony jest to nasze czuwanie przy odchodzącym chorym, by zdążyć zawiadomić rodzinę, zapalić świecę… ale z drugiej to czuwanie samych pacjentów. W hospicjum ten czas Adwentu jest wyjątkowo trudny. Zauważamy wtedy ogromną determinację chorych, którzy wykrzesują z siebie ostatnie siły, żeby nie zawieść swoich bliskich i przeżyć razem z nimi Boże Narodzenie. Te niezwykłe święta mobilizują ich tak, by jakoś dotrwać, by uporządkować jeszcze jakieś sprawy, relacje, na przykład powiedzieć słowo „przepraszam”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy