Nowy numer 49/2022 Archiwum

Szrajberówna jak żywa

W Muzeum Mazowieckim odbył się pokaz filmu dokumentalnego o Wandzie Szrajberównie, niezwykłej, lecz zapomnianej artystce - ceramiczce, znawczyni i popularyzatorce sztuki ludowej, a także... siostrze służce. Jej drogi życiowe splotły się z Płockiem i Mazowszem.

Dla tych, którzy nie dotarli na płocką premierę filmu "Życie w glinie wypalone", obecny na pokazie reżyser Krzysztof Paluszyński miał dobrą informację - tej jesieni dokument ma być wyemitowany przez Telewizję Polską; prawdopodobnie pokażą go także kanały TVP Polonia i Kino Polska. A przybliża on praktycznie nieznaną szerzej postać, tak zasłużoną dla polskiej kultury. Szrajberówna - pochodząca z bardzo patriotycznej, wykształconej rodziny, jako absolwentka warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych była znakomitą, wręcz charyzmatyczną nauczycielką rysunku i rzemiosła artystycznego, utalentowaną artystką ceramiczką, edukatorką, zafascynowaną sztuką ludową w jej czystym wydaniu. Jednym z ważniejszych epizodów w jej życiu było kierownictwo Stacją Doświadczalną dla Ceramiki Ludowej w Wiśniewie (dziś to dzielnica Warszawy).

Jak cytuje autor reportażu z 1927 r. w "Kobiecie Współczesnej" o placówce w Wiśniewie, Szrajberówna tak miała tłumaczyć młodziutkim uczennicom istotę twórczej pokory: "Talent to łaska Boska. Kto w pychę się wzbija, ten go utracić może łatwo". Dla Płocka to ważna postać, bo tu przebywała przez jakiś czas, nauczając w szkołach żeńskich, zakładając szkolę rzemiosła dla zdolnej młodzieży, szkołę malarstwa i rysunku czy prowadząc kursy pamiątkarstwa, tak ważne dla ówczesnego, międzywojennego Płocka, jako jednego z miast o wysokich walorach turystycznych. Zaprzyjaźniona z wybitną płocczanką Haliną Rutską, kustosz muzeum płockiego, przywoziła jej znalezione w terenie oryginalne wyroby sztuki ludowej. W Płocku też w dojrzałym wieku odnalazła jeszcze inne powołanie - wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służek.

Szrajberówna przekraczała swoje czasy - taka opinia wybrzmiała i filmie "Życie w glinie wypalone", i podczas towarzyszącej pokazowi rozmowy, w której wzięli udział: reżyser K. Paluszyński, Elżbieta Miecznikowska, etnograf w Muzeum Mazowieckim i autorka książki o Wandzie, a także płocka ceramiczka Beata Szajdziuk i historyk Łukasz Babula z Muzeum Regionalnego w Iłży. Jak wspominano, film rodził się nie bez sporych trudności. Pierwszą była ograniczona liczba materiałów, jakie zachowały się o bohaterce.

- Wcześniej moja książka, a teraz ten film powstawały właściwie z jednozdaniowych wycinków z gazet - przyznała Elżbieta Miecznikowska, którą można również zobaczyć w tym dokumencie. Jego reżyser, a zarazem autor wielu podobnych filmów przywracających pamięć o zasłużonych Polakach, przyznał, że projekt faktycznie był trudny. Nie pomagała również sytuacja pandemiczna w kraju. Niełatwo też było dopiąć budżet produkcji, poświęconej tak naprawdę szerzej nieznanej postaci. - Ten film planowany był inaczej. Wyobrażałem sobie letnie plenery, ale poszukiwanie pieniędzy przedłużyło jego realizację. I zamiast pięknych polskich łanów zbóż widzimy aleję pełną śniegu w Iłży... - opowiadał K. Paluszyński, nawiązując do malowniczej sceny, w której filmowa Wanda spaceruje ze swoim wujem prof. Stanisławem Jagminem.

Te wysmakowane ujęcia fabularyzowane są jednym z walorów tego filmu. Szrajberówna dosłownie ożywa nie tylko dzięki dokumentom i fotografiom odszukanym przez E. Miecznikowską, a także scenom z udziałem płocczanki B. Szajdziuk. - Są dwa powody, dla których Beata otrzymała tę rolę - jej fizyczne podobieństwo do Wandy, a także to, że jest również doskonałą ceramiczką. Wspaniale odnalazła się w tej roli - chwalił odtwórczynię postaci Wandy reżyser filmu. Pani Beata podjęła się zarówno odtwarzania scen w pracowni, jak i sama przygotowała do niej rekwizyty, mając do dyspozycji jedynie archiwalne, czarno-białe zdjęcia ceramiki autorstwa Wandy.

- Szrajberówna była, jak na tamte czasy, niesłychanie mobilna, a my staraliśmy się podążać za nią. Odtworzyliśmy kawałek nieistniejącej Warszawy - stację doświadczalną w Wiśniewie. Tam ostały się z tamtych czasów tylko dwa drzewa. Bardzo ważnym miejscem dla tego filmu była Iłża i Muzeum Regionalne, w którym kręciliśmy zdjęcia - opowiadał K. Paluszyński.

To właśnie w Iłży w tamtym roku film miał swoją prapremierę. - Do tamtego momentu Wanda Szrajberówna była osobą zupełnie nieznaną i nie była wiązana z Iłżą. U nas nie przetrwały żadne materialne pamiątki po niej. Pamięć o Wandzie przetrwała natomiast dzięki książce Stanisława Pastuszkiewicza - wspominał w Płocku Ł. Babula z iłżańskiego muzeum, który w filmie m.in. wcielił się w postać prof. Jagmina.

Płockie muzeum nieprzypadkowo stało się miejscem pokazu dokumentu o W. Szrajberównie. Przede wszystkim tu są zachowały się m.in. pojedyncze prace samej Wandy - ceramika i akwarele. Poza tym muzeum, jak zaznaczył reżyser, znalazło się w gronie instytucji, które wsparły tę produkcję.

W premierze, odbywającej się w muzealnym pawilonie z wystawą art déco, uczestniczyli także członkowie rodziny Szrajberów, w tym prawnuczka Wiktora, starszego brata Wandy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy