Nowy numer 39/2022 Archiwum

To ten moment

Jedni długo marzą o takim wyjeździe, do innych misje „przychodzą” niespodziewanie – tak jak do Basi, która na jesieni ma ruszyć do Domu Serca w Brazylii.

Czy czegoś się obawiam? Teraz najbardziej boję się tylko dwóch rzeczy: tego, że przez rok moi znajomi trochę o mnie zapomną, i… egzotycznych pająków – śmieje się płocczanka Basia Cendrowska.

W październiku finalizuje studia z pedagogiki resocjalizacyjnej na UMK w Toruniu i zaraz potem wyrusza do Brazylii, gdzie w Salvador de Bahia znajduje się jeden z najdłużej funkcjonujących ośrodków międzynarodowej, katolickiej organizacji Domy Serca. Do Basi silnie przemówił ich charyzmat współczucia i pocieszenia, który wyraża się w prostej, bezinteresownej pomocy ludziom ubogim, cierpiącym, osamotnionym. – Gdy opowiadałam o misjach, kilka razy mnie pytano, co ja tam będę robić. Wielu z nas myśli o misjach zadaniowo – jedziesz w konkretne miejsce, wykonujesz jakieś zadania. A w Domach Serca chodzi o to, żeby być z tymi ludźmi, pomagać im swoją obecnością. Dostałam wiadomość od wolontariuszki Ani, która przebywa w tym ośrodku. Pisała, że jedna z dziewcząt, które tam przychodzą, powiedziała, że już na mnie czeka, chociaż nie ma pojęcia, kim jestem – opowiada płocczanka. Tam, w Brazylii, chce dzielić się tym, co na poziomie duchowym i emocjonalnym otrzymała w domu rodzinnym, we wspólnotach duszpasterskich, od przyjaciół. Mówi, że lubi czuć się potrzebna. Paradoksalnie nigdy nie marzyła o misjach. Impuls przyszedł niespodziewanie, dzięki listowi od koleżanki Eweliny Kinalskiej ze wspólnoty Laboratorium Wiary. – Ewelina była kiedyś w Domu Serca we Włoszech i stamtąd wysłała mi list. Znalazłam go na początku tego roku, przy okazji porządków, spojrzałam na kopertę z logo Domów Serca i przyszło mi do głowy, że może to dla mnie… Nie było w tym jeszcze emocji, to była po prostu myśl. Później na Facebooku wyświetlił mi się post z informacją, że zapraszają na weekend formacyjny do Warszawy… – opowiada Basia. I tak się zaczęło. Niespodziewana inspiracja przyszła w momencie, którego doświadcza pewnie wielu młodych ludzi wchodzących w dorosłość, niosącą nowe wyzwania i lęk przed konsekwencjami podejmowanych decyzji. – Wiem, że te scenariusze, które wymyślałam, nie sprawdzały się. Czuję, że w tym momencie życia misje są mi potrzebne. Jak gdybym usłyszała wołanie od Boga: „Basiu, to jest ten moment, gdy powinnaś Mi zaufać i dać się poprowadzić”… Zawsze starałam się dbać o formację duchową, może teraz przychodzi kolejny etap, bardziej wymagający. W liście Eweliny jest zdanie, które kiedyś usłyszała, że „studia i szkoła kształtują umysł, a misje duszę człowieka” – dzieli się Basia. Niedawno opowiadała o wolontariacie misyjnym, który wybrała, na pielgrzymce z Płocka na Jasną Górę. Była zdumiona, jak wielu ludzi spontanicznie ją pozdrawiało, przytulało i dopingowało. Wparcie duchowe jest dla niej ważne zarówno teraz, na etapie przygotowań, jak i tam, w Brazylii. Basi w realizacji misji można też pomóc materialnie, m.in. przez stronę domyserca.pl (w zakładce „pomóż” jest możliwość przekazania darowizny na konkretnego wolontariusza).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy