Nowy numer 33/2022 Archiwum

To chodzenie ma sens

Gdy czuje się mocne duchowe pragnienie, choćby wydawało się trochę szalone, warto za nim pójść – mówią osoby, dla których piesze wędrówki stały się pasją. Nie tylko na czas wakacji.

Potrzeba zdrowych nóg, dobrych intencji i ciekawości świata, aby – nie zza szyby samochodu, ale mając przyrodę na wyciągnięcie ręki – podziwiać nawet najbliższą okolicę. W tak prosty sposób z turysty można stać się pielgrzymem.

Opowieści pielgrzyma

Ksiądz Grzegorz Zakrzewski jest odpowiedzialny za katechezę w diecezji płockiej, ale w wolnych chwilach staje się pieszym pielgrzymem: do Niepokalanowa, Częstochowy, a nawet z Płocka do pobliskich Białobrzegów. – To jest rodzinna pasja, bo na pielgrzymki do Częstochowy chodzili mój tata, siostra i brat. Na pątniczym szlaku zrodziło się powołanie do kapłaństwa. Wszystko zaczęło się w 2000 r., gdy kończyłem szkołę podstawową. Wtedy po raz pierwszy wyruszyłem w drogę – opowiada ks. Grzegorz.

Jak zaznacza, choć łatwiejsze jest pielgrzymowanie w grupie, to z czasem zaczął odkrywać trudniejszy sposób wędrowania, w pojedynkę. – Kiedyś na płockiej pielgrzymce znajoma rzuciła hasło, aby wyruszyć na Camino. A tam idzie się albo w kilka osób, albo samemu. I tak się zaczęło…To był chyba 2013 r. Potem dodałem do tych samotnych pielgrzymek osobistą intencję i cel, aby wędrować do miejsc kojarzonych ze świętymi: np. do Warszawy związanej z bł. ks. Jerzym Popiełuszką, bł. kard. Wyszyńskim, św. Andrzejem Bobolą czy bł. Elżbietą Czacką, do Niepokalanowa i św. Maksymiliana, do Działdowa i błogosławionych biskupów męczenników, szlakiem Miłosierdzia Bożego do Białegostoku. Każdego dnia pokonuję 30–35 km. Idę, śpiewam w myślach „Kiedy ranne wstają zorze”, godzinki, odmawiam jutrznię, Różaniec. Później rozważam Drogę Krzyżową, szukam też konferencji o danym świętym i słucham jej na telefonie – opowiada ks. Zakrzewski. Oczywiście wcześniej planuje trasę i rezerwuje sobie noclegi, zazwyczaj przy parafiach.

Gdy wyrusza w drogę, niektórzy znajomi proszą go: „Weź moją intencję”. – Wielu jest takich, którzy pozdrawiają, podziwiają i proszą mnie o modlitwę, bo chyba wciąż jest w nich przekonanie, że modlitwa i ofiara, intencja i ból stóp szczególnie liczą się u Boga – zauważa ksiądz.

Ślad po pielgrzymkach ks. Grzegorza zostaje w mediach społecznościowych, gdzie zamieszcza on relacje i zdjęcia. Oto przykład sprzed dwóch tygodni: „Dziś pierwszy dzień pielgrzymki do Niepokalanowa. Pogoda super, bez deszczu, bez upałów. Start w sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Poranna Eucharystia, – a potem w drogę, do gościnnego Miszewa Murowanego. 25 km. W sercu wiele intencji, a przede wszystkim prośba o pokój na Ukrainie oraz o nowego biskupa dla diecezji płockiej.

Drugi dzień – 32 km: Miszewo Murowane–Mała Wieś–Orszymowo–Czerwińsk n. Wisłą. Dużo słońca, dużo asfaltowych dróg, przydrożnych figurek, ale niezmiennie piękny czas modlitwy. Cztery części Różańca, Droga Krzyżowa i konferencja o św. Maksymilianie. Uświadamiam sobie, że sensem jest droga, nie cel. Niech Bóg obdarzy nas pokojem, roztropnym biskupem i łaską wierności Ewangelii…

Trzeci dzień – 30 km: Czerwińsk–Smoszewo–Zakroczym–Modlin-Twierdza. Dziękuję salezjanom za gościnę. Dobry czas modlitwy i refleksji. Dziś mniej asfaltu, za to mnóstwo owadów, zapewne z powodu bliskości Wisły. Zapowiadali gorący dzień, w związku z czym wstałem 4.40, a 5.05 byłem już na drodze. Była to dobra decyzja. Słońce przypiekało. Ciągle ręce i kark smaruję emulsją, żeby się nie poparzyć za bardzo od słońca, w związku z czym spodenki i koszulkę mam umazane na biało. Dziękuję za życzliwość.

Ostatni dzień. Najtrudniejszy. 37 km. Zaczęliśmy od przeprawy przez Wisłę. Dziękujemy p. Januszowi za bezpieczny transport. Potem droga przez Kampinos. Było bardzo mokro, więc większość drogi w mokrych butach. Poza tym zimno i wietrznie. Do grupy dołączył się ks. Łukasz z Czerwińska. Było trudno, ale warto. Piękny czas: 154 km modlitwy i refleksji. Trudności jak w życiu, jednego dnia oparzenia słoneczne, a kolejnego marzniesz. Koledzy mnie zachęcają, żeby za rok ruszyć do ks. Blachnickiego”.

Jednoosobowe biuro pielgrzymkowe

– Gdy myślę o tym moim pielgrzymowaniu, przypomina mi się zdanie z przypowieści o synu marnotrawnym: „Zabiorę się i pójdę do mojego ojca, i powiem mu…” – i tu mogę wstawić wszystko, co aktualnie jest dla mnie ważne, co mnie boli, o co chcę prosić Boga – mówi Katarzyna Stangret, która, jak sama przyznaje, należy do grupy osób „zwariowanych na punkcie chodzenia”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama