Nowy numer 33/2022 Archiwum

Znała smaki św. s. Faustyny

W Płocku zmarła s. Wiktoriana Bieniek, 93-letnia zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Pozostało po niej kilka duchowych sekretów, którymi niegdyś podzieliła się z innymi.

Była najstarszą siostrą w płockiej wspólnocie przy Starym Rynku, przeżyła w niej 30 lat z 75 swego zakonnego życia. Modlił się za nią w dniu pogrzebu biskup Roman Marcinkowski, który przewodniczył liturgii w płockiej farze. – Znałem ją i ceniłem jej zakonną, niezłomną postawę, modlitwę i cichą pracę – mówił biskup w kazaniu.

– Jej modlitwa była skuteczna – podkreślali uczestnicy liturgii. – Była prostą i mądrą siostrą zakonną, która szerzyła kult Bożego Miłosierdzia nawet w Ameryce. Gdy ktoś powątpiewał, czy w Płocku zostanie zbudowany kościół i sanktuarium Bożego Miłosierdzia, ona mówiła pewnym głosem: „Powstanie, bo my mamy wiarę” – przypominali księża Ryszard Dybiński i Tomasz Brzeziński.

Siostra Wiktoriana pochodziła z naszej diecezji, z parafii Koziebrody, gdzie oddawana jest szczególna cześć Matce Bożej. I to właśnie miłość do Maryi zaprowadziła ją zaraz po wojnie do klasztoru. – Chciałam wstąpić do zgromadzenia, którego patronką będzie Matka Boża i gdzie siostry ubierają czarny habit – wspominała przed kilkoma laty na łamach „Gościa Płockiego”.

Co ważne, należała ona do tego pokolenia sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, które dobrze znały już nie samą św. s. Faustynę, ale zakonnice, które z nią się spotkały i wspólnie pracowały. – Te same przełożone, które spotkała św. s. Faustyna, i ja miałam za przełożone. Ten sam o. Józef Andrasz, który był spowiednikiem naszej świętej, był i moim ojcem duchownym – opowiadała zakonnica. Szczególnie drogą dla niej pamiątką był niewielki zeszyt, starannie przez nią prowadzony, w którym zapisywała najważniejsze myśli i duchowe postanowienia, począwszy od wskazówek o. Andrasza z Krakowa. Te zapiski towarzyszyły jej przez całe życie i ciągle do nich wracała.

Jednak, jak sama podkreślała, gdy wstępowała do zgromadzenia, o płockim domu, Faustynie i objawieniach nic nie wiedziała. – Jako postulantka w Kaliszu pomagałam starszym siostrom Urszuli i Agacie. To one powiedziały mi: „Była u nas siostra, która widziała Pana Jezusa i będzie świętą”. Później na strychu naszego domu, w drewnianej skrzyni, znalazłam obrazki Jezusa Miłosiernego, oczywiście czarno-białe, z wypisanymi obietnicami Pana Jezusa dla tych, którzy będą się modlić do Bożego Miłosierdzia. Jeszcze więcej o Faustynie powiedziała mi s. Klemencja z Krakowa, bo w Łagiewnikach święta spędziła najwięcej czasu. Przecież wtedy nie było opublikowanego „Dzienniczka”. Siostry opowiadały sobie i wspominały Faustynę. Jedne wierzyły w objawienia i jej świętość, inne się zastanawiały, jak to możliwe, że taka zwyczajna zakonnica rozmawiała z Panem Jezusem. Miałam też szczęście, że do ślubów wieczystych przygotowywała mnie s. Irena Chrzanowska, która wraz z Faustyną przebywała w Wilnie. Ona wiele wiedziała o świętej i opowiadała nam o niej – mówiła przed laty s. Wiktoriana.

Gdy w 1950 r. usunięto siostry ze Starego Rynku w Płocku, skierowano je do różnych wspólnot w całej Polsce. To one zaniosły do innych domów wiadomość, że orędzie Bożego Miłosierdzia po raz pierwszy zostało objawione właśnie w Płocku. – Do Krakowa przyjechała z Płocka s. Karolina. Ona i inne siostry prosiły o wielką modlitwę za płocki dom i za to wybrane przez Boga miejsce, bo właśnie tu były pierwsze objawienia – wspominała s. Wiktoriana.

Później sama siostra jakby zastąpiła Faustynę w kuchni łagiewnickiego klasztoru. – Miałam też to szczęście, że spotkałam mamę św. Faustyny. Widziałam ją, gdy przyjechała do naszego domu w Częstochowie. A później sama pracowałam w kuchni w Łagiewnikach. Dotykałam tych samych naczyń, garnków, szafek, przy których pracowała Faustyna. Zresztą nasze wychowanki, dziewczęta z zakładu opiekuńczego, nieraz mówiły: „Tej patelni, tego garnka używała Faustyna” – opowiadała s. Wiktoriana.

Co pozostawiła po sobie siostra, która w zakonnej hierarchii zajęła miejsce po św. s. Faustynie: w istniejącym jeszcze wtedy po wojnie drugim chórze i w zakonnej kuchni? Często powtarzała mocną radę o. Andrasza, aby chętnie przyjmować Boże natchnienia i nie odkładać ich realizacji na potem, bo dobro musi być spełnione natychmiast, by nie okazać nieposłuszeństwa Duchowi Świętemu. Wypełnianie tej duchowej wskazówki widać zresztą w postawie św. s. Faustyny i na kartach jej „Dzienniczka”. Dobrze znała ją również s. Wiktoriana.

Często zwracała uwagę na dwa kryteria postępowania, które są istotne w życiu zakonnym: nieważne, co robisz – ale jak to wykonujesz i dla Kogo to czynisz.

Odeszła s. Wiktoriana, ale jej dobre rady, zaczerpnięte od św. s. Faustyny i o. Andrasza, pozostają zawsze aktualne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama