Nowy numer 26/2022 Archiwum

Owocowe dylematy

Od co najmniej 30 lat o tej porze w Czerwińsku i okolicach trwają „czerwone” żniwa, z tą różnicą, że w tym roku nawet truskawki dojrzewają tu w cieniu wojny.

Kiedy w marcu plantatorzy z nadwiślańskiej gminy otwierali swoje domy dla uchodźców wojennych z Ukrainy, wielu przyglądało się tej sytuacji, sugerując z przekąsem, że zapewniają sobie pracowników na czas zbioru owoców. I chociaż nie taka była motywacja, to faktycznie wydawać by się mogło, że w tym sezonie rąk do pracy nie zabraknie. Bo prawdą jest, że od lat te zbiory możliwe są dzięki zatrudnianiu pracowników z Ukrainy. Te piękne, a zarazem trudne relacje i wieloletnie znajomości hartują się podczas wspólnej pracy.

Każdy rok wygląda inaczej, każdemu towarzyszą inne obawy. – Myślę, że w tym roku owocu nie zabraknie. Nie było wiosennych przymrozków, które zawsze spędzają sen z powiek plantatorów. Problemami są natomiast susza i niewystarczająca liczba osób do pracy. Wojna na Ukrainie spowodowała kryzys migracyjny, a także pracowniczy. Uniemożliwia szybką ścieżkę zatrudnienia. Odcięła możliwość przyjazdu mężczyzn, którzy stanowili połowę zatrudnianych u nas pracowników. Zabrakło rąk do prac początkowych, pielęgnacyjnych. To już niestety widać po plantacjach – mówi Marcin Gortat, burmistrz Miasta i Gminy Czerwińsk n. Wisłą.

Czerwińsk truskawką stoi, ale nie tylko. W regionie uprawia się także drzewa owocowe, m.in. czereśnie. Sezon na plantacji Wiktorii Sobol-Pielacińskiej zaczyna się w czerwcu, ale wcześniej drzewa wymagają odpowiedniej pielęgnacji. Kobieta, podobnie jak jej sąsiedzi z miejscowości Zdziarka, czuje się zżyta z ludźmi, którzy pomagają jej przy zbiorach. – Od razu dzwoniłam do nich z pytaniem, czy są bezpieczni, czy czegoś potrzebują. Większość z nich mieszka w zachodniej Ukrainie i na początku czekała na rozwój wydarzeń. Część jak co roku zadeklarowała, że przyjedzie. Cieszy nas to, ale w sezonie ok. 20 proc. pracowników to mężczyźni. Już wiemy, że w tym roku nie przyjadą do nas. To będzie problem, z którym musimy się zmierzyć. Problem będzie np. z kierowcami, bo codziennie 6–7 traktorów zwoziło transporty owoców. Trzeba przeorganizować prace typowo męskie. Tylko jak? – zastanawia się pani Wiktoria, która od 15 lat mieszka w Polsce, ale pochodzi z Ukrainy.

Na wiosnę miało do niej przyjechać dwóch stałych pracowników, ale są na froncie. A i pani Wiktoria pierwszego dnia wojny pojechała po siostrę, bratową i ich dzieci. Potem wróciła na granicę pomóc w transportach i pomaga na terenie gminy w tłumaczeniach z ukraińskiego na polski. – To z potrzeby serca, bo jak słucha się historii osób, które uciekły z głębi kraju i o ich synach, którzy poszli walczyć, o bombardowaniach, to inaczej nie można postąpić. Sporo osób przyjęliśmy do siebie, ale byli krótko, na zasadzie rotacji. Jedni byli dwa miesiące, inni dwa tygodnie – dodaje.

Niektórzy wracają na Ukrainę, dla innych celem podróży jest Europa Zachodnia. To rotacyjne przyjazdy. – Nie mam pretensji, że uchodźcy, którym pomogłam, nie zdecydowali się na pracę u mnie. To jest ciężkie zajęcie. Nie każdy da radę. Nie można oczekiwać, że ci, którzy dostają schronienie, będą u nas pracować. Jeśli chodzi o wieloletnich pracowników to ja i sąsiedzi jesteśmy w podobnej sytuacji. Szanujemy i doceniamy naszych pracowników. Ten szacunek się należy każdemu. Dzwonimy do siebie na święta. Wojna tego nie zmieniła, tylko ta serdeczność się wzmacnia. To minimum, które możemy zrobić – mówi pani Wiktoria.

W pomoc przy kompletowaniu pracowników sezonowych poza jednostkami gminnymi włączyły się starostwo w Płońsku oraz urząd marszałkowski. Jak potoczą się dalej sprawy, nie wiadomo. Wiadomo, że owoce nie poczekają. Plantatorzy przyznają, że pracowników może nie zabraknie, ale ta praca będzie wygląda inaczej, trzeba będzie ją przeorganizować. – Żeby wszystko się uspokoiło, to reszta jakoś się ułoży, lepiej czy gorzej. Susza, grad i różne inne zjawiska przetrwaliśmy. Byleby był spokój – mówi pani Wiktoria.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama