Nowy numer 26/2022 Archiwum

One przecierały duchowy szlak

Na terenie diecezji płockiej są groby trzech zakonnic, o których mówi się: „matka”, bo dały początek nowym rodzinom zakonnym.

We Wronie i Rokiciu spoczywają dwie pierwsze przełożone generalne Sióstr Służek NMP Niepokalanej. Co prawda założycielem zgromadzenia jest bł. o. Honorat Koźmiński, ale na początku tej historii stały również dwie kobiety: m. Rozalia Szumska i m. Paulina Lisiecka. „Ile [wtedy] było nawróceń, ile żarliwych zwrotów do Boga, ile szlachetnych zamiarów i postanowień, ile rozbudzonych i utrwalonych powołań zakonnych, z których to właśnie powstały te różne zgromadzenia ukryte, tego wszystkiego świadkiem był tylko sam Bóg i nieme mury kościoła zakroczymskiego” – tak atmosferę duchową tamtego czasu oddała zakonna kronikarka, s. Waleria Głębocka.

Był to czas po objawieniach maryjnych w Gietrzwałdzie, które zaowocowały ożywieniem religijnym. W tym czasie do konfesjonału o. Honorata przychodziły również dziewczęta, które prosiły o kierownictwo duchowe, częściej też przystępowały do Komunii św. i zbierały się na wspólnym Różańcu. Wśród nich była Rozalia Szumska z parafii Wrona. To właśnie ona oraz panny Grabska i Lewandowska (imion nie udało się ustalić) w święto Matki Bożej Różańcowej 1878 r., na poddaszu jednego z zakroczymskich domów, ofiarowały się na służbę Bogu i pracy nad podniesieniem moralnym ludu wiejskiego. To był początek Zgromadzenia Służek Niepokalanej.

Rozalia Szumska była „osobą ze stanu wiejskiego, mało kształconą, ale urobioną duchowo, na owe czasy wywiązywała się po Bożemu z włożonego nań obowiązku” – czytamy w kronice zakonnej. Najpierw mieszkała w swojej rodzinnej parafii, a do Zakroczymia udawała się dla załatwiania spraw zakonnych, ale zawsze w konspiracji przed władzami carskimi. Później zamieszkała w Zakroczymiu, „ale gdy policja zaczęła ją śledzić i ruch ten, jaki u niej odbywał się, wtedy powróciła w swoje strony. Znękana chorobą i różnemi przejściami, pozostała przy rodzinie i tam zakończyła życie jako siostra zjednoczona mając lat 62” – zapisała kronikarka s. Głębocka. Grób pierwszej przełożonej zgromadzenia dopiero niedawno na nowo zidentyfikowały siostry służki na cmentarzu we Wronie.

Rozalię Szumską zastąpiła Paulina Lisiecka, która zaczęła tworzyć domy życia wspólnego, chcąc z czasem uzyskać zatwierdzenie papieskie. Do tej pory siostry mieszkały pojedynczo przy rodzinach. Było to trudne, bo władze rosyjskie śledziły każdy krok i ruch polskiej konspiracji, także tej zakonnej. S. Paulina Lisiecka prowadziła więc w Zakroczymiu gospodę, w której pod przykrywką oferowanej gościnności spotykały się bezhabitowe zakonnice. Zmarła w 1947 r. i została pochowana na cmentarzu w Rokiciu.

O tych dwóch pierwszych przełożonych zgromadzenia czytamy w kronice zakonnej, że „wobec ogromnego napływu dusz, jakie garnęły się do o. Honorata, a przeważająca ich liczba były to dusze prościutkie, niewykształcone, szczerze tylko pragnące służyć Bogu, ojciec przysłał je do nich. Musiano wiele pracować nad niemi, by urobić z nich służebnice Boże. Z tego tytułu dwie pierwsze przełożone, tj. s. Rozalia Szumska i s. Paulina Lisiecka, najwięcej trudziły się nad ich nauczaniem i organizacją ówczesną zgromadzenia. One położyły niejako fundament pod przyszłą budowę i rozwój”.

W płockiej farze spoczywa z kolei założycielka sióstr pasjonistek m. Józefa Hałacińska. Każdego 18. dnia miesiąca siostry gromadzą się w kolegiacie przy wielkim krzyżu, pod którym złożono trumienkę z jej doczesnymi szczątkami. Z zachowanych świadectw można wywnioskować m.in. dwie jej cechy: że była wymagająca i radykalna, a z drugiej strony – że odznaczała się prawdziwie matczyną dobrocią. Długie lata odczuwała wewnętrzne przynaglenie, aby oddać się szerzeniu kultu męki Pańskiej. Powtarzała często, że niemożliwe jest, aby codziennie i gorliwie rozważać mękę Pańską i nie uświęcić się.

Od dziecka żyła w bliskości męki Pańskiej i czyniła zadość za grzechy. Tym powołaniem podzieliła się z zakonnymi współsiostrami, zakładając w Płocku Zgromadzenie Sióstr Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Szczególnie przeżywała słowa św. Pawła Apostoła: „Miłość Chrystusa przynagla nas”.

Już za życia w opinii nie tylko sióstr zakonnych uznawana była za osobę świętą. O jej matczynej dobroci świadczą m.in. zachowane listy. W jednym z nich pod koniec wojny pisała: „Niech siostry gorąco się modlą o zachowanie nas i zgromadzenia naszego i o jak najprędszy pokój. Tego wszystkiego z całego serca życzę wszystkim siostrom, aby wyprosiły pokój, którego tak gorąco wszyscy pragniemy”.

Ten macierzyński rys powołania m. Hałacińskiej był odczuwalny również po jej śmierci. Zakonnice przywołują świadectwo z Kielc, gdzie siostry pasjonistki pracowały w Państwowym Domu Małych Dzieci. W 1949 r. zapanowała tam epidemia szkarlatyny i dyfterytu. Siostry rozpoczęły modlitewną nowennę za wstawiennictwem m. Józefy. Pomoc przyszła w ostatnim dniu nowenny. Dwie lekarki obecne w zakładzie uznały to za prawdziwy cud. Jedna z nich miała wtedy powiedzieć: „Rzeczywiście, ta wasza matka to prawdziwa cudowna zakonnica”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama