Nowy numer 32/2022 Archiwum

Dla Jego słów...

Barbara Misiun, aktorka Teatru Dramatycznego w Płocku, opowiada o roli św. Faustyny i autorskim spektaklu "Sekretarka", który miał swoją premierę w ubiegłym roku, gdy mijało 90 lat od pierwszych objawień Jezusa Miłosiernego w płockim klasztorze przy Starym Rynku.

Agnieszka Małecka: Monodram na podstawie "Dzienniczka" na scenie, we współczesnym teatrze to pomysł trochę szalony…

Barbara Misiun: Ale ja lubię szaleństwo, oczywiście twórcze. Tym monodramem chciałam przypomnieć o Płocku, tak ważnym miejscu na świetlistym szlaku Bożego Miłosierdzia. Było to również pragnienie mojej duszy. Gdy zrobiłam spektakl "Skowronek" na podstawie tekstów Norwida, zastanawiałam się, czego teraz tak naprawdę chcę. Warto zadawać sobie to pytanie, bo w tym spełnia się nasza misja. "Dzienniczek" św. Faustyny od dawna poruszał moje wnętrze, ale dopiero w 2018 r. na gali z okazji 50-lecia Płockiego Towarzystwa Przyjaciół Teatru, podczas "Gry Srebrnych Masek", odważyłam się po raz pierwszy publicznie powiedzieć jego fragment, żeby sprawdzić, jaki będzie odbiór. Okazało się, że był znakomity. Przychodziły do mnie osoby bardzo wzruszone i to te, których nie podejrzewałabym o taką wrażliwość. To było zachętą do wystawienia spektaklu.

Jak wyglądała praca nad monodramem?

Wiele razy czytałam "Dzienniczek', ale na wyrywki, nie chronologicznie. Przygotowując monodram, przeczytałam cały tekst po kolei, od A do Z. Byłam oszołomiona ilością materiału. Znalazłam się w trudnej sytuacji, bo nie wiedziałam, które fragmenty wybrać. Od początku pewny był ten dotyczący objawienia w Płocku. Pierwotny materiał na scenariusz był więc o wiele szerszy, ale z bólem serca musiałam pożegnać niektóre fragmenty. Wzięłam pod uwagę to, że nie każdy widz będzie znał tematykę "Dzienniczka" i brak chronologii może utrudniać odbiór. Dlatego rozpoczęłam pracę z tekstem bardzo skrupulatnie i rzeczowo, przedstawiając fakty. Chciałam, by mistycyzm był związany z faktami, wtedy będzie po prostu realny. Przede wszystkim nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, że będę wypowiadała słowa Jezusa. Dla Jego słów pragnęłam to wystawić, ale też dla dramaturgii tekstu św. s. Faustyny. Pragnęłam pokazać, że teksty świętych są tak mądre, że warto im poświęcić uwagę.

W spektaklu słychać także fragmenty poezji Karola Wojtyły, przyszłego Jana Pawła II…

Nasz papież był papieżem miłosierdzia. Gdyby nie było Jana Pawła II, nie byłoby Faustyny - najpierw błogosławionej, potem świętej. Włączając te fragmenty chciałam pokazać, że Pan Bóg działa przez prostą zakonnicę, niewykształconą, a której myśl jest tak głęboka, że doskonale koresponduje z myślą wielkiego teologa.

Pomaga czy przeszkadza fakt, że Faustyna była historyczną postacią, zakonnicą, świętą, która rozmawiała z Jezusem? To jest brzemię?

Grając "Sekretarkę", czuję się szczęśliwa, ale jednocześnie czuję brzemię odpowiedzialności, żeby nie pomylić żadnego słowa. Teraz zaczynam bardziej osadzać się w spektaklu. Jednak na początku byłam sparaliżowana odpowiedzialnością. Kiedy wjeżdżałamm na szpitalnym łóżku na scenę, czasem przeżywałam tak wielką ciemność, że wydawało mi się, że nie zagram. Teraz czuję się pewniej, ale jestem bardzo czujna, zwłaszcza że gram bez suflera. Ta rola nauczyła mnie zaufania, bo tylko ono pozwalało ją zagrać.

Nieprzypadkowo bohaterka opowiada całą historię ze szpitalnego łóżka…

Nie chciałam zakładać habitu, by nie budował dystansu między bohaterką - osobą konsekrowaną a widzem. Wtedy s. Elżbieta Siepak ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia podsunęła mi myśl, żeby zagrać to ze szpitalnego łóżka, co zyskało dodatkowe znaczenie. Za czasów Faustyny panowała gruźlica, teraz mamy pandemię covida, który też atakuje drogi oddechowe. To pokazuje, że wobec cierpienia wszyscy jesteśmy jednakowi i tak samo bezbronni. Pytanie, jak my się w tym odnajdziemy. Święci też chorowali i z ich cierpienia wyszło wielkie dobro. Sam spektakl ma charakter retrospektywny. Podzieliłam go na trzy części, związane z miastami, szczególnie ważnymi dla misji św. s. Faustyny jako "sekretarki" Jezusa Miłosiernego. Zaczynam od Płocka, bo tu otrzymała polecenie namalowania obrazu. Następnie jest Wilno, gdzie Pan Jezus objawił jej Koronkę do Miłosierdzia Bożego, i Kraków-Łagiewniki z objawieniem Godziny Miłosierdzia. Szczególnie zależało mi na Płocku, bo często zapominamy o nim, o jego znaczeniu dla kultu Bożego Miłosierdzia, a przecież, jak powtarzał dawny rektor płockiego sanktuarium ks. Mieczysław Ochtyra, to jest "Betlejem Miłosierdzia".

Znaczenie mają też obraz, światło i dźwięk…

Oczywiście słowo w tym spektaklu jest najważniejsze. Ono niesie ze sobą emocje. Jednak teatr to synteza różnych elementów. W tworzeniu scenografii do spektaklu bardzo pomagał mi Marek Szala. Ale sama scenografia "szpitalna", cała w bieli po 15 minutach byłaby dla widza nużąca, dlatego tak ważna jest plastyka i muzyka, z efektami akustycznymi. Wokalnie przygotowywała mnie Eliza Łochowska. Muzykę stworzył Józef Kaniowski, a za akustykę odpowiada Piotr Tobota, który dołożył niesamowite efekty dźwiękowe przy wizji piekła, stworzonej znakomicie przez Roberta Liberka.

Wizja piekła to chyba najmocniejszy moment tego spektaklu, chociaż całość niesie nadzieję…

O to mi chodziło. Zarówno "Sekretarka", jak i wcześniejszy "Skowronek", tonący w zieleni, kojarzący się z wiosną, mają nieść nadzieję. Ten spektakl niesie też przestrogę. Ludzie dziś zapominają o piekle, dlatego trzeba przypomnieć, że ono jest realną perspektywą, jeśli nie oddamy się Bożemu Miłosierdziu. Dopóki żyjemy, dopóty mamy na to szansę.

Co powiedziałaby św. Faustyna o tym, że stała się bohaterką spektaklu teatralnego?

O, nie wiem, czy byłaby zadowolona… bo ją za mało prosiłam o pomoc. Zadaję sobie czasem pytanie, czy powinnam robić ten monodram. Ale po ostatnich przedstawieniach czuję, że spoczęło na nim błogosławieństwo.

Czy taki spektakl przedstawiony nie w kościele i nie w wykonaniu jakiejś grupy ewangelizacyjnej, ale w profesjonalnym teatrze może stać się w pewnym sensie modlitwą? Czy to możliwe?

Ja to w taki sposób traktuję. Oczywiście jestem aktorką, pracuję w zawodowym teatrze, więc to z jednej strony daje mi pewną przewagę, ale też jest jakimś obciążeniem. Myślę jednak, że mistyka sceny pozwala mi na większe skupienie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama