Nowy numer 20/2022 Archiwum

Miłosierdzie jest jedno

Cieszą charytatywne dzieła, które powstają w Płocku, przy katedrze Kościoła Starokatolickiego Mariawitów.

Co roku, na zakończenie tygodnia ekumenicznego wyznawcy Kościołów działających w Płocku spotykają się na modlitwie w mariawickiej Świątyni Miłosierdzia i Miłości. Ale niemal od początku pandemii w 2020 r., oprócz ekumenicznego, adres przy ul. Kazimierza Wielkiego 27 ma również ważne charytatywne odniesienie na mapie Płocka. To miejsce dobrze znają ubodzy i potrzebujący, bo tam mieści się czynna non stop społeczna lodówka, gdzie można znaleźć coś do zjedzenia, hostel dla 13 osób, a także Centrum Integracji Społecznej, które oferuje pracę 30 osobom.

Od bardzo dawna mariawici w Płocku słynęli z piekarni i jej wypieków. Teraz ta tradycja wróciła, a ponadto pojawiły się nowe aktywności i formy pomocy dla potrzebujących. Nad tym wszystkim czuwa Centrum Integracji Społecznej, które w ubiegłym roku powstało przy parafii mariawickiej. – Zaczęło się od akcji „Ciepły posiłek u mariawitów”, a potem rodziły się kolejne pomysły: na hostel, lodówkę społeczną i różne warsztaty w ramach CIS-u. Utworzyliśmy m.in. sekcje: ogrodniczą, porządkową, usługowo-handlową czy piekarniczą – opowiada Edyta Wróbel, kierownik CIS.

To, co teraz dzieje się w Płocku na polu charytatywnym, jest bliskie i ważne dla bp. M. Karola Babiego, biskupa naczelnego Kościoła Starokatolickiego Mariawitów. Gdy był proboszczem w Warszawie, rozwijał podobną działalność wspólnie z utworzonym Stowarzyszeniem im. Feliksy Kozłowskiej. – Tam odwiedzaliśmy osoby bezdomne w schroniskach i noclegowniach, organizowaliśmy m.in. akcję „Przypomnij sobie dom na święta”, ofiarowując potrzebującym wypieczone w domu ciasta, organizowaliśmy zbiórki ubrań czy pościeli. Podobnych pomysłów pracy na tym polu było wiele – wylicza biskup. Tę działalność postanowił kontynuować w Płocku, a wybuch pandemii ją tylko przyśpieszył i zintensyfikował. – Poprzez tę działalność wracamy do tego, co było tak ważne na początku mariawityzmu, czyli pomoc charytatywna (tania kuchnia, pomoc dla wykluczonych). Gdy zaczynaliśmy dwa lata temu, myślałem, że będą się do nas zgłaszać głównie osoby w wieku 60+, tymczasem pukają również o wiele młodsi. Bieda bowiem może dotknąć każdego, nawet z przedsiębiorcy można stać się bezdomnym, a jeśli do tego dojdą nałogi, sytuacja staje się o wiele trudniejsza – opowiada bp Babi.

W codziennej pracy CIS-u i rozeznaniu potrzeb osób zgłaszających się do mariawitów pomaga Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Płocku. – Działamy na rzecz osób ubogich i potrzebujących, bo chcemy uratować choćby jedną z nich. Praktyczną dewizą naszej działalności jest pomoc w wychodzeniu z ubóstwa i nałogu przez pracę. Oferujemy więc dach nad głową, ciepły posiłek i zajęcie – choćby opiekę nad alpakami, których stadko od kilku miesięcy mieszka w mariawickich ogrodach. Oferując ubezpieczenie i pracę przez 18 miesięcy, chcemy pomóc i dać szansę społecznej resocjalizacji. W tej działalności wspiera nas Miejski Urząd Pracy – mówi Edyta Wróbel. Aby ta pomoc była kompleksowa i długofalowa, centrum zatrudnia psychologa, pedagoga i instruktorów zawodu; łącznie 13 osób.

– W naszej działalności nie chodzi tylko o to, by dawać. Przy okazji pytamy, co oni z tym zrobią. Uważam, że rozmowa i uśmiech to coś więcej niż posiłek. Przychodzi do nas pani Jadwiga, która mówi, że jej nie chodzi o zjedzenie zupy, ale o spotkanie – dodaje biskup naczelny.

Codziennie kuchnia wydaje więc ok. 60 ciepłych posiłków, ale przygotowywanych jest ok. 100. Pozostałe trafiają do społecznej lodówki i czekają na potrzebujących w innych porach dnia i nocy. – Ale i tam zawsze ktoś z naszych podopiecznych czuwa, aby przychodzącym po jedzenie coś odgrzać i podać gorące danie. To wzruszające, że już od 5.00 rano płocczanie idący do pracy zatrzymują się u nas i zostawiają jedzenie. Wzrusza mnie ta dobroć i wrażliwość ludzi – przyznaje Edyta Wróbel.

Choć to centrum pomocy prowadzą mariawici, to jednak przychodzących do nich nikt nie pyta o przynależność religijną. – Pracujemy dla potrzebujących, nie nawracamy. Wiem, że wiele spośród tych osób chodzi do katedry, płockiej fary czy kościoła św. Jana Chrzciciela. To mnie cieszy, a gdy proszą, daję im Biblię czy różaniec. Później widzę, jak pobyt w kościele i modlitwa ich wewnętrznie wycisza i daje ukojenie – mówi bp Babi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama