Nowy numer 26/2022 Archiwum

Domek i dzieło

To zwyczajne miejsca, przysłowiowe cztery ściany, ale jest w nich duch i misja.

Trudno było przełamać opór najbliższych, którzy nie rozumieli tego nowego stylu życia, niby normalnego, ale powściągliwego, bez strojenia się, bez życia towarzyskiego i szukania męża, w większej pobożności i praktykowaniu pokuty, do tego stopnia, że ktoś z domu własnego jakby urządzał klasztorek, jak niektórzy mówili.

S. Waleria Głębocka zauważa w zakonnych kronikach, że od 1882 r. siostry, żyjące do tej pory pojedynczo przy rodzinach, zaczęły łączyć się razem, tworząc tym sposobem domki wspólne, ale nie były one jeszcze formalnie po zakonnemu prowadzone. „Mieszkanie na początku miałyśmy niewielkie, składające się z jednego pokoju i ciemnej kuchenki” – pisze m. Lisiecka we wspomnieniach. Często siedziały tam razem, rozmyślając, „bo jedna tylko czytała na głos i zarazem tłumaczyła znaczenie każdego rozmyślania, z zastosowaniem do rodzaju naszego życia”.

Opatrzność zaradzała potrzebom sióstr, „nawet o środkach materialnych Maryja Najświętsza pomyślała, bo kiedy przyszło do zakładania domów życia wspólnego, obdarowała powołaniem osobę, która odpowiedni posiadała fundusz, a która przedtem wcale o służbie Bożej nie myślała, ani nawet wiedziała o duszach Bogu poświęconych, i pociągnęła jej serce do dzieła swego” – pisała m. Lisiecka. Tak było m.in. w Rokiciu, gdzie w 1910 r. właściciel tych ziem Edward Rościszewski zapisał swe dobra córce Bronisławie, a ta, wstąpiwszy do zgromadzenia, wniosła majątek jako wiano. Na przestrzeni ponad stu lat siostry w Rokiciu zajmowały się gospodarstwem rolnym, prowadziły kursy wieczorowe, katechizowały młodzież, zorganizowały przedszkole, opiekowały się chorymi i ubogimi w sąsiednich wioskach. Siostry pracowały też w kościele parafialnym jako zakrystianki i organistki, pomagały na plebanii. W 1941 r. siostry wywiezione zostały na blisko miesiąc do obozu niemieckiego w Działdowie. W 1950 r. posiadłość została zabrana na PGR. Dom, oddany siostrom w latach 90. XX w., musiał przejść kapitalny remont.

Powstawały wtedy również inne domki, a przy nich ważne dzieła, żeby tylko wymienić niektóre: ochronka parafialna w Gostyninie, przytułek dla starców, bursa i szwalnia w Ciechanowie, dom starców w Obrytem, dom dziecka w Rypinie, dożywianie biednych i domowa apteka w Poniatowie, parafialny oddział Caritas w Pułtusku, szkoła zawodowa i schronisko w Płocku, gospoda chrześcijańska w Zakroczymiu. W tym ostatnim miejscu znajdował się przez krótki czas pierwszy dom generalny sióstr.

Wszystko było praktyczne i ewangeliczne, na przykład prowadzone przez siostry w Płocku szkoły: zawodowa krawiecka i gospodarstwa domowego były utworzone po to, „by młode pokolenie żeńskie było wychowane praktycznie, by w różnych sytuacjach dziewczęta umiały sobie radzić. Chodziło bardzo o moralność i zaradność życiową młodego pokolenia” – czytamy w archiwach sióstr. Zachował się zapis o siedzibie sióstr w Sannikach (dziś to już diecezja łowicka): „Domek dość obszerny i niewielki ogródek. Charakterystyczną cechą tego domku była miłość i życzliwość wzajemna. Cieszyły się siostry szacunkiem mieszkańców tej osady, bo były pobożne i uczynne”.

Takie właśnie życie: ukryte i gorliwe, z czystą intencją i wytrwałe, promieniowało na innych. I choć w wielu miejscach diecezji dziś już nie ma sióstr służek, to jednak ludzie pamiętają ich dobre czyny. Korzystałem z Archiwum sióstr Służek NMP Niepokalanej w Mariówce.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama