Nowy numer 21/2022 Archiwum

Domek i dzieło

To zwyczajne miejsca, przysłowiowe cztery ściany, ale jest w nich duch i misja.

Takie jest serdeczne określenie klasztoru, którego wciąż używają siostry Służki NMP Niepokalanej: bardzo franciszkańskie i honorackie. Na przełomie XIX i XX wieku zaczęły powstawać na Mazowszu takie „domki”, w których żyło się pokutą, poświęceniem i ofiarą, dochodząc nieraz do heroizmu. Zamieszkiwały je bezhabitowe siostry zakonne, które zwróciły uwagę na wiarę ludzi mazowieckich wsi i miasteczek, umacniając tę wiarę przez pracę fizyczną, oświatę i pracę nad trzeźwością. Jak mawiał bł. o. Honorat Koźmiński, były to miejsca, gdzie dokonywało się „ciche apostolstwo domowe”. Wielka szkoda, że tych miejsc jest coraz mniej.

Szły na przebój

Wszystko zaczęło się od Zakroczymia i klasztoru kapucynów, gdzie przez kilkadziesiąt lat przebywał internowany w tym miejscu przez rosyjskiego zaborcę o. Honorat Koźmiński. „Tutaj wychowały się ubogie ubraniem, niepozorne powierzchownością, skromne w pojęciach, nieumiejętne w naukach, niewidzialne światu, ale wielkiego ducha pierwsze siostry zgromadzenia, z których kilka słynęło świątobliwością życia tak dalece, że poumierały w mniemaniu błogosławionych, jak s. Julia Krawczykówna z parafii Sarbiewo w płockiem” – pisała współzałożycielka zgromadzenia Paulina Lisiecka (1852−1947) w „Notatkach do historii zgromadzenia”.

„Wtedy to ze społeczeństwa polskiego wyszły całe szeregi dziewic i dążyły do zamierzonego celu na przebój, pomimo złorzeczeń rodziców, wzgardy duchowieństwa, ścigania rządu. Szły na przebój w owym czasie, kiedy jeszcze »stara panna« na wszelki sposób była wyszydzana i uważana za hańbę rodziny, plagę społeczeństwa; szły na przebój pod posłuszeństwo wtedy, kiedy zaczęło się u nas wywracanie posłuszeństwa i wszelkiego logicznego porządku; szły na przebój do kościołów w tej epoce, kiedy wyraz »pobożny«, »pobożna« był zgrzytem w naszej mowie i piętnowaniem osób uważanych za próżniaków, pasożytów; szły na przebój do ubóstwa w czasie kiedy dobrobyt pobudzał jednostki i całe rodziny do wynoszenia się i używania; szły na przebój na apostolstwo i tułaczkę do obcych, dla miłości Pana Jezusa, mając pod własną strzechą pod dostatkiem chleba i nie potrzebując tak ciężko pracować; szły na przebój do pokuty i umartwienia w chwili, kiedy cały naród żył w rozpasaniu i nikt nie rozumiał, co to w czem się powściągnąć, czego sobie odmówić” – pisała dalej Paulina Lisiecka.

A to wszystko brało się z życia bł. o. Honorata Koźmińskiego, który tak m.in. pisał: „To jest przymiotem miłości że im [dusza] jest prawdziwszą i szlachetniejszą, tym bardziej pożąda ukrycia, mało o sobie mówi, ale dużo czyni; nie szuka wdzięczności, ale okazji do poświęceń; nie chce być znaną ani zapłaconą, bo ma nagrodę w samym świadczeniu dobra tym, których miłuje. Najszczęśliwsza jest wtedy, gdy może uszczęśliwiać”.

Ponieważ nie mógł głosić kazań, działał niestrudzenie przez konfesjonał i w ten sposób zapoczątkował ruch religijnej odnowy, który objawił się w działalności nowych tajnych, bezhabitowych zgromadzeń zakonnych. W drugiej połowie XIX wieku, z inicjatywy o. Koźmińskiego, w Królestwie Polskim powstało łącznie 26 zgromadzeń ukrytych, opartych na regule III Zakonu św. Franciszka – cztery męskie i 22 żeńskie, spośród których 17 istnieje do dziś. Ich główną misją było apostolstwo środowiskowe: mieli ożywiać religijność swych miejscowości i parafii. Jednocześnie ojciec Honorat pomagał tym zgromadzeniom rozwinąć w całym kraju (w zależności od potrzeb religijnych i społecznych) placówki opiekuńcze, oświatowe, szpitalne, rzemieślnicze i inne. W obawie przed prześladowaniami funkcjonowały one oficjalnie jako różne świeckie przedsięwzięcia, na przykład zakłady usługowe.

Praktyczne i ewangeliczne

Od tamtej chwili mija 150 lat. Wśród zgromadzeń, które powstały wtedy w Zakroczymiu, były siostry służki. U początków tego największego z honorackich zgromadzeń był s. Rozalia Szumska, pochodząca z parafii Wrona. To do niej udawały się pierwsze służki, aby załatwiać sprawy duchowe i przygotowywać się do ukrytego życia zakonnego.

Od początku doświadczały, że ich życie i praca są jakimś Bożym paradoksem, zachowane „wśród rodziny bez rodziny, wśród ludzi bez ludzi, wśród burz namiętności bez grzechu, wśród pogardy w weselu, wśród fałszywych sądów w niezachwianej wierze” – pisała m. Lisiecka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama