Nowy numer 25/2022 Archiwum

„Jezus ma swoje urodziny i jest z nami”

Boże Narodzenie zaboli i wzruszy bardziej tych, którzy jak pasterze z Betlejem są najbardziej krusi i słabi.

Newralgicznym momentem tych obchodów dla społeczności mieszkańców jest zawsze Wigilia, która niesie szczególne skojarzenia z rodzinnym domem. Dlatego w tym roku dyrekcja DPS w Brwilnie podjęła decyzję, by obchodzić ją ze swoimi podopiecznymi nie w inny dzień, tak jak bywa to w różnych instytucjach lub miejscach pracy, ale dokładnie 24 grudnia. − Czas Wigilii, łamania się opłatkiem, składania sobie życzeń wywołuje mnóstwo emocji, płaczu, a nawet buntu u mieszkańców. Z jednej strony cieszą się, że mają ten dom i nas, ale jednocześnie odczuwają naturalną tęsknotę za tym, aby sami mogli funkcjonować w swoich domach, ze swoimi bliskimi. Dodatkowo są bombardowani idealną wizją świąt, kreowaną sztucznie w reklamach i filmach, w którą wierzą. Ten obraz, niemający nic wspólnego z rzeczywistością, często im towarzyszy i budzi frustrację. Dlatego, jeśli tworzymy swoistą rodzinę i jesteśmy dla siebie nawzajem ważni, musimy zapewnić im przynajmniej namiastkę prawdziwego domu − wyjaśnia Adam Pawłowski, wicedyrektor brwileńskiego DPS.

Człowiek bardzo tęskni

Taki dom odnalazła tu Magda, która 4 lata temu straciła babcię. Odnalazła coś jeszcze… − Gdy mieszkałam w domu rodzinnym, nie było możliwości chodzić codziennie do kościoła, a ja bardzo kocham Pana Boga. Wierzę w Boga, wiem, że On jest zawsze ze mną i mnie nie zostawi − mówi z westchnieniem mieszkanka DPS. Podobne doświadczenia ma poruszająca się na wózku Katarzyna, która wcześniej mieszkała w Bydgoszczy z nieżyjącymi już obecnie rodzicami. − Tu jest jakaś inna atmosfera, aż chce się żyć − uśmiecha się radośnie. − U mnie było takie pragnienie: „Panie Boże, ja bym chciała iść do Ciebie, do kaplicy, pomodlić się” − dodaje, przyznając z całą szczerością, że w domu rodzinnym tata nie chciał jej zabierać do kościoła, bo wstydził się niepełnosprawnej córki. Paradoksalnie nie na łonie rodziny, ale w tym DPS-ie, podobnie jak wielu innych mieszkańców, znalazła szansę, by „przyjść do Pana Boga”, bo tu kaplica jest na miejscu, a ksiądz kapelan w domu odprawia Mszę św. sześć razy w tygodniu. − To dla mnie ważne być blisko Boga. Jestem szczęśliwsza. Rano spojrzę na krzyż i mówię: „Panie Boże, daj mi siły, abym chodziła. I dziękuję za noc, że ją przespałam”. Wiara daje mi dużo siły, pozwala lepiej wszystko znieść − mówi Kasia.

Zapytana, na co lub na Kogo czeka w tym czasie, odpowiada bez wahania: „Na Pana Jezusa”. − Chociaż na Mikołaja też czekamy − wtrąca z przekornym uśmiechem Jan, który jest ministrantem. − Dla mnie Boże Narodzenie oznacza, że Jezus Chrystus ma swoje urodziny i jest z nami − mówi z namysłem Piotr, kolejny mieszkaniec, który mimo że porusza się na wózku, codziennie otwiera kaplicę i pięknie czyta, co chętnie wykorzystywane jest w różnych powstających tu przedstawieniach.

− Czas Adwentu i Bożego Narodzenia pokazuje, jak bardzo człowiek tęskni za dobrocią, życzliwością i wsparciem drugiego człowieka. A Bóg stał się jednym z nas, by tę ludzką tęsknotę wypełnić. Mieszkańcy DPS, jak dzieci, najbardziej kochają Jezusa jako Dziecko, Maryję jako czułą Matkę i Józefa jako dobrego, odpowiedzialnego opiekuna. Ten obraz kochającej się rodziny jest często ich wielką tęsknotą − zauważa ks. Krzysztof Szuliński, kapelan DPS w Brwilnie. − W procesie przygotowania do świąt narodzenia Jezusa, w ich spowiedziach, w Wigilii Bożego Narodzenia, śpiewaniu kolęd, pasterce widać w pensjonariuszach naszego domu, jak są „uzależnieni” od cierpliwości i dobroci drugiego człowieka − dodaje.

Patron im pomaga

Brwileński DPS, jedna z sześciu takich placówek opiekuńczych na terenie powiatu płockiego, z jednej strony, zgodnie z przepisami, ma obowiązek zapewnienia pensjonariuszom możliwości praktyk religijnych, ale wydaje się, że też na swój sposób ma szczególne duchowe zobowiązanie. To patron tego domu − abp Antoni Julian Nowowiejski, więzień i męczennik niemieckiego obozu koncentracyjnego w Działdowie KL Soldau − w tym miejscu zbudował przed wojną letnisko dla kleryków Wyższego Seminarium Duchownego w Płocku. Do tej pory obok obecnej siedziby tej placówki opiekuńczej wznosi się piękny, niemal stuletni budynek letniska, tak zwana Antoniówka, od której często nazywana jest także cała placówka. W tym roku w DPS-ie rozpoczęli swoje praktyki seminaryjne diakoni, więc to tak jakby historia zatoczyła koło i do Brwilna powrócili, jak dawniej, klerycy. Tym razem jednak, by służyć chorym i niepełnosprawnym.

Ten historyczny obiekt ożywa m.in. w czerwcu, w czasie uroczystości patronalnej domu, gdy w jego podcieniach sprawowana jest Msza św. Pamięć o arcybiskupie pielęgnuje się tu także w innych formach, choćby poprzez pielgrzymki do dawnego obozu w Działdowie.

− To, że nasz patron stworzył takie miejsce dla kleryków, aby była równowaga między pracą a wypoczynkiem, stanowi też przesłanie dla naszych mieszkańców, że praca jest istotna, ale ważny też jest wypoczynek, w różnych formach − zauważa Joanna Maria Siemiątkowska, dyrektor DPS w Brwilnie. − My sami doświadczamy, że nasz patron bardzo nam pomaga, gdy są trudne sytuacje. Jego życie jest też przykładem dla naszych mieszkańców − mówi szefowa domu.

Czy rzeczywiście łatwiej znosić im trudy codzienności? Jak mówi Piotr, mieszkaniec DPS, na pewno tak, bo wiedzą, że błogosławiony abp Nowowiejski doświadczył gorszych rzeczy i nie poddał się.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama