Nowy numer 26/2022 Archiwum

Malarz wiary

Pastelowe kolory i wielkie wizje chwały Bożej oraz ewangelicznych scen od niemal wieku, dzięki Władysławowi Drapiewskiemu, towarzyszą liturgii w wielu mazowieckich i dobrzyńskich kościołach.

Według ks. Lecha Grabowskiego w polichromii katedry uderza przede wszystkim wielka pokora zdolnego artysty. Sama forma dzieła jest środkiem do wyrażenia konkretnej wartości. „Władysław Drapiewski przez prawdziwą pokorę stał się religijnym twórcą. Skromność artysty uczyła go pojąć możliwie najgłębiej biblijne wydarzenia, czy przeżywanie Boga w konkretnym człowieku. Biskup Nowowiejski zwrócił na to uwagę, pisząc, że kilkuletni pobyt malarza na zsyłce podczas wojny pogłębił jego życie wewnętrzne, co jest zauważalne w obrazach w prezbiterium. Malarstwo twórców polichromii jest dalekie od banalnych uogólnień, zrywania z konkretnym życiem. Jest przy tym głęboko humanistyczne, gdyż zasadniczym jego przedmiotem jest człowiek przeżywający obecność Boga. Artysta aktualizuje biblijne wydarzenia i przez człowieka chce nas prowadzić do samego Boga. Po świeżych doświadczeniach jaskrawej kolorystyki ludowej Młodej Polski − polichromia katedry płockiej wyróżnia się kolorytem stonowanym, co tworzy swoisty nastrój umiaru i spokoju, sprzyjający skupieniu modlitewnemu” – pisał ks. Lech Grabowski.

Warsztat i duch

Znawcą tajników malarstwa Drapiewskiego jest dr hab. Sylwester Piędziejewski z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, który od 2004 r. zajmuje się konserwacją polichromii artysty z Pelplina w różnych miejscach. W ostatnich latach czynił to m.in. w kościele w Skołatowie, Sobowie i w płockiej katedrze. Uważa, że na sukces Drapiewskiego złożyła się z jednej strony jego osobowość, a z drugiej – technika malarska, której używał, stosując farby mineralne Keima z ich delikatną kolorystyką, idealnie sprawdzające się w polskich warunkach klimatycznych. Ważną rolę odgrywała zgodna współpraca w zespole architektów i malarzy. Drapiewski nie był sam, świetnie rozumiał się z Szyllerem, Brücherem, malowali z nim też jego bracia.

Jak zauważa ks. Stefan Cegłowski, aby dzieło finalne było doskonałe, powinna zaistnieć zgodność pomiędzy architektem a malarzem, gdyż ma to niemały wpływ na powstającą polichromię. − Możemy powiedzieć, że tak właśnie było w pracy przy polichromii katedralnej, skoro ostatecznie Szyller i Drapiewski znaleźli się nawet na tympanonie płockiej katedry nad głównym wejściem do świątyni – tak jak w pracy i w życiu – zgodnie obok siebie – stwierdza ks. proboszcz.

− W jego malowidłach podziwiam wielkie wyczucie anatomii człowieka, dogłębne studium postaci, niuanse kolorystyczne, jakie zauważyłem, dokonując m.in. konserwacji małego palca anioła w katedrze. W jego obrazach dominują kolory niebieski, fiolety i czerwień, a wszystko jest żywe i czyste. Chcę też podkreślić, że Drapiewski był człowiekiem modlitwy. Spędzając tyle godzin w kościołach, nie tylko malował, lecz także modlił się i kontemplował. I to właśnie można odczytać z jego malarstwa. Nie założył rodziny, jego na wskroś religijna postawa z biegiem lat i wraz z powiększającym się doświadczeniem stawała się coraz bardziej wyraźna – mówi Sylwester Piędziejewski, który Władysława Drapiewskiego nazywa polskim Fra Angelico.

Dodajmy, że z dziełem i osobą tego wybitnego artysty spotkało się dwóch błogosławionych: arcybiskup Nowowiejski w Płocku i kardynał Wyszyński. Drapiewski malował również bowiem kościół parafialny w Andrzejewie, znajdujący się wówczas na terenie diecezji płockiej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama