Nowy numer 25/2022 Archiwum

Przyjaźń z nim coraz większa

Dobiega końca Rok św. Józefa – kto wie, jak wielkich dzieł dokonał ten „milczący” święty w sercach, wspólnotach i rodzinach?

Zwoli Ojca Świętego Franciszka ten szczególny czas z Opiekunem Jezusa zakończy się 8 grudnia. „Wszyscy mogą znaleźć w św. Józefie – mężu, który przechodzi niezauważony, człowieku codziennej obecności, dyskretnej i ukrytej – orędownika, pomocnika i przewodnika w chwilach trudnych” – pisał papież w liście apostolskim „Patris corde”, wyjaśniając, że również teraz potrzeba „tej samej twórczej odwagi, którą miał cieśla z Nazaretu”.

W środę wołają do św. Józefa

W diecezji płockiej nie ma sanktuarium dedykowanego św. Józefowi, ale jest on patronem dziesięciu parafii: farnych w Ciechanowie i Makowie Mazowieckim, na tzw. Wzgórzu Miłosierdzia w Płocku, w Pułtusku, Zakroczymiu, Pokrzywnicy k. Pułtuska, Rościszewie k. Sierpca, Sarnowie k. Żuromina, Siecieniu k. Płocka i Syberii k. Żuromina. We wskazaniach duszpasterskich na Rok św. Józefa w diecezji bp Piotr Libera zachęcał, aby kaplice, kościoły i parafie pw. Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny przez najbliższe miesiące stały się ośrodkami szczególnego kultu św. Józefa, czerpiąc inspiracje od tego wielkiego świętego.

Na łamach „Gościa Płockiego” opisywaliśmy niektóre z „józefowych” inicjatyw, grup czy czcicieli świętego w cotygodniowym cyklu. W Grudusku św. Józef nie jest co prawda patronem kościoła ani parafii, ale właśnie w tym roku znalazł tam gorliwe grono czcicieli. 9-tygodniowa nowenna przed uroczystością świętego zaowocowała tym, że prawie 30 osób przyjęło jego szkaplerz. – Obraz świętego nadal ustawiony jest blisko ołtarza i jest otaczany modlitwą. Mamy nabożeństwo do Przeczystego Serca św. Józefa w każdą pierwszą środę miesiąca, a niezależnie od tego co środę odmawiamy także litanię. Wiele osób dzieli się swoimi świadectwami, dowodząc, że ta przyjaźń z Józefem jest coraz większa – opowiada ks. wikariusz Marcin Stankiewicz.

Oprócz osób, które przyjęły szkaplerz św. Józefa, pojawiają się i takie, które chcą swoje troski zawierzać Opiekunowi Jezusa. Środa już na stałe wpisała się w parafii jako dzień wołania do św. Józefa. – Ten rok pozwolił nam powrócić do niego. Dostrzegliśmy i zrozumieliśmy jego rolę i wartość nie tylko w kontekście opiekuna rodzin i Kościoła, ale także jako szczególnego patrona na te trudne czasy. W tym niestabilnym okresie jawi się on nam jako ten, u którego warto szukać ratunku i pomocy. Zawsze był cichy, milczący, nieodkryty, a dziś na nowo ludzie do niego przychodzą, jak prosił papież – dodaje ks. Stankiewicz. Co więcej, jak wierzą parafianie w Grudusku, św. Józef nie pozostaje obojętny na ich gorliwą modlitwę i składają tego świadectwa.

– W lipcu dwie osoby, w tym młody chłopiec, doznały w wypadku poważnych obrażeń. Obydwie rodziny gorliwie modliły się do św. Józefa i są przekonane, że to właśnie jego orędownictwo pomogło ich bliskim w powrocie do zdrowia. Takie doświadczenie sprawia, że ta modlitwa jest jeszcze gorliwsza – opowiada ks. Marcin. Patrząc na opatrznościowy powrót obrazu św. Józefa do kościoła, rozwijający się kult, frekwencję na nabożeństwach do świętego, ks. Stankiewicz uważa, że w Grudusku nie zmarnowano tego roku, chociaż – jak mówi – zawsze można lepiej i więcej, ale widzi, że ta modlitwa owocuje już w życiu parafian, i wierzy, że kult będzie się dalej rozwijał.

Kto buduje kościół?

Ksiądz Tomasz Markowicz jest proboszczem u św. ojca Pio w Płońsku, ale św. Józefa ma zawsze „przy sobie”. Stary obraz z 1944 r. przedstawiający świętego znalazł w nieistniejącym już kościele w Holandii. Postanowił zabierać go do parafii, gdzie głosi rekolekcje lub gdzie organizowane są zbiórki na nowo budujący się kościół najmłodszej płońskiej parafii.

– On jest moim wsparciem. Ten obraz pomaga mi uwiarygodnić, przybliżyć ludziom pewne kwestie, szczególnie te opatrznościowe. To opiekun spraw ważnych i tych całkiem błahych. Nasza wspólnota trzyma się blisko św. o. Pio, patrona parafii, ale też św. Józef jest tym drugim z mocnych filarów, na których chcemy „budować”, i ten obraz znajdzie godne miejsce w naszym nowym kościele – dodaje ks. Markowicz. Święty Józef nigdy nie był postacią „spektakularną”, ale – jak przekonuje proboszcz z Płońska – jako Boży człowiek po cichu wykonuje „swoją robotę”, bez szumu, bez fajerwerków, bez słowa. Wiem, że on działa, doświadczyłem tego nieraz – zapewnia.

List nie został bez odpowiedzi

Uczestnicy tegorocznych rekolekcji studenckich Ruchu Rodzin Nazaretańskich mieli okazję wysłuchać świadectwa młodej kobiety, która kilka lat temu napisała do św. Józefa... list. – Długo się wcześniej modliła i zawierzyła świętemu. W liście prosiła go o męża. Chciała, żeby był człowiekiem żywej wiary, żeby kochał Jezusa i Maryję. List zakleiła i pozostawiła w swoim mieszkaniu. Minęło kilka lat, spotkała kogoś, a w tym roku – właśnie w Roku św. Józefa – z nim się zaręczyła – opowiada ks. Jacek Gołębiowski, proboszcz parafii Świętego Krzyża w Płocku.

– Oboje są w tej wspólnocie, zaręczeni – czekają na ślub i chcą przez ten czas żyć w czystości – dodaje ks. Jacek, który od wielu lat opiekuje się wspólnotą Ruchu Rodzin Nazaretańskich i Laboratorium Wiary dla młodzieży. W jego parafii przez cały ten rok w kościele była ustawiona skrzynka, do której wierni wrzucali intencje modlitewne do św. Józefa. – Urzekło mnie, jak chłopak z VIII klasy prosił świętego, aby pomógł mu zdać egzamin ósmoklasisty. Ale było też wiele innych próśb: o uratowanie rozpadającego się małżeństwa, za dziecko zmarłe przed narodzeniem, prośby dziadków za wnuki, które porzuciły wiarę, o łaskę dobrej śmierci i wiele innych – wymienia ks. Gołębiowski.

Płakał, bo przebaczył

Święty Józef jest patronem Domu Księży Emerytów w Płocku. Najstarsi duchowni otaczają szczególnym kultem patrona Kościoła, wzywanego także jako orędownika dobrej śmierci. Ale dla pokolenia wielu wojennych księży, którzy przeszli przez gehennę niemieckich obozów koncentracyjnych, był on świętym, który ich ocalił. Ocalił nie tylko ich życie, ale zachował wiarę i ustrzegł od nienawiści. Ksiądz prof. Michał Grzybowski pisze m.in. o ks. Janie Adamcu, proboszczu w Strzygach, który był więziony w Dachau.

Powrócił tam w 25. rocznicę wyzwolenia obozu. „Jak relacjonował ks. Stanisław Biedrzycki – także uczestnik tej pielgrzymki, ks. Adamiec, biorąc udział na terenie obozu w wielkiej koncelebrze polskich kapłanów – byłych więźniów, śpiewając słowa Modlitwy Pańskiej: »Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom« – płakał. Płakał, bo przebaczył po chrześcijańsku to, co mu tutaj wyrządzono, odbierając zdrowie i skracając życie” – napisał ks. prof. Grzybowski w „Martyrologium duchowieństwa diecezji płockiej”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama