Nowy numer 21/2022 Archiwum

Papierowe relikwie

Prezentujemy kolejną część historii modlitewników, których wysłużone strony „prowadzą do nieba” kolejne pokolenia naszych czytelników.

Te małe książeczki, przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie stoją na półce, ale nadal służą modlitwie i kontemplacji. Swoją opowieścią podzieliła się Beata Dutkowska, która wśród rodzinnych pamiątek przechowuje modlitewnik z 1844 roku.

„Historia rozpoczyna się od mojej praprababci Heleny, która dzięki tej książeczce w domu rodzinnym mogła pielęgnować wartości chrześcijańskie oraz język ojczysty w czasach zaborów. Na początku XX wieku modlitewnik został przekazany mojej prababci Kazimierze. To właśnie w nim odnajdywała spokój i pocieszenie. Następnie ofiarowała go swojej córce – mojej babci Janinie. Dziś ja posiadam ten wyjątkowy modlitewnik, który naszej rodzinie pomagał w trudach codziennego chrześcijańskiego życia, jak również był opoką na przestrzeni wieków w czasach różnych wojen” – napisała pani Beata. Sławomir Topolewski interesuje się losami swoich przodków. To do nich należał m.in. oprawiony w skórę modlitewnik z 1907 roku. „Pierwszym jego właścicielem był Andrzej Malic (Malec), szwagier mojej prababci Tekli Krzyszychy. Po jego śmierci w czasie II wojny światowej modlitewnik otrzymała [najpierw] moja babcia, a potem mama Danuta Topolewska. Teraz ja jestem jego posiadaczem i często do niego zaglądam. Służy więc on już czwartemu pokoleniu. Został wydany w 1907 r. i jest to prawdopodobnie kolejne jego wydanie, bo pozwolenie wydane przez władze carskie na jego druk pochodzi z 1896 roku” – opisał pan Sławomir. Prośbę bp. Piotra Libery, który na początku października zachęcał czytelników „Gościa Płockiego” do podzielenia się tymi niezwykłymi pamiątkami, usłyszała także Iwona Kamińska, która z pożółkłych kart modlitewnika o adoracji Pana Jezusa z 1907 r. „czyta” historię wiary swoich przodków. „Pewnego letniego wieczoru, gdy już robiło się szaro, weszli do domu żandarmi (...). Przeszli przez kuchnię do pokoju. Mój dziadzio, wtedy 44-letni mężczyzna, klęczał przy swoim łóżku. Zmęczony, oparł głowę o pościel. Żandarmi zawołali »O, jak się modli! Śpi i modli się!«. Dziadzio podniósł głowę, ale nawet się nie poruszył, klęczał i modlił się dalej. Żandarmi stali przez chwilę, a potem bez słowa wyszli z mieszkania i poszli. Jakże to było mocne, choć milczące świadectwo wiary mojego dziadka” – czytamy w wiadomości od pani Iwony. Wspomina „Podręcznik do wspólnej, publicznej, głośnej Adoracji Najświętszego Sakramentu dla kościołów Diecezji Płockiej” z 1907 roku. Znajdują się w nim teksty adoracji na cały rok. „Należał on do moich dziadków, Amelii i Alojzego Kamińskich, a pewnie też i pradziadków, którzy modlili się przy jego pomocy” – wyjaśnia czytelniczka, dodając, że pamięta „ich dobroć, trud, cichość, codzienność, oddanie i zawierzenie Bogu”. Do przeglądu modlitewników z historią i świadectwem wiary warto dodać jeszcze jeden przykład. Podzielił się nim bp Piotr Libera. – W czasie wizyty ad limina apostolorum w Rzymie spotkałem panią Joannę Ritter z Wiednia, aktywnie zaangażowaną w działalność polonijną w Austrii. Jak mi powiedziała, od wielu lat jest w posiadaniu modlitewnika w całości dedykowanego modlitwom zanoszonym za wstawiennictwem św. Stanisława Kostki. Został on wydany w 1921 r., a jego autorem był jeden z jezuitów. To bardzo ciekawa, wręcz unikatowa książeczka do nabożeństwa, którą ta kobieta znalazła w antykwariacie i z którą praktycznie się nie rozstaje – opowiedział.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama