Nowy numer 19/2022 Archiwum

To słodkie zobowiązanie...

Od września raz w tygodniu salka przy kościele św. Dominika na Górkach w Płocku rozbrzmiewa śpiewem chóru wielogłosowego.

Słychać soprany (tych jest na razie najwięcej), tenory, alty i basy (te są wciąż szczególnie poszukiwane). Początek próby przypomina sportową rozgrzewkę. Chórzyści stoją, rozluźniają się, rozmasowują mięśnie twarzy.

Potem trzeba „rozruszać” aparat mowy, następuje więc seria ćwiczeń z artykulacji, pomagających w rozśpiewaniu się. W listopadzie o tej porze za oknem jest już ciemno, a każdy ma za sobą dzień pełen różnych zajęć i obowiązków. Jednak po tych chórzystach tego nie widać – tak jakby przed drzwiami salki zostawiali swoje stresy i zmęczenie. – Śpiew działa trochę jak psychiczny detoks. Wyrzucamy z siebie to, co niedobre. Oczywiście bywają gorsze dni, bo jesteśmy tylko ludźmi, ale na pewno wychodzimy z tych prób inni, niż na nie przyszliśmy – mówi kierownik chóru Mateusz Lampkowski, który m.in. jest także kantorem płockiej pielgrzymki na Jasną Górę. Na próby jedzie ponad 60 km ze Strzegowa. Są też inne osoby spoza Płocka. – Jesteśmy, w pozytywnym sensie, taką trochę zbieraniną ludzi różnego wieku i zawodów – mówi Adam Balon, płocczanin. Do chóru na Górkach, czyli obecnie u ojców klaretynów, dołączył na drugiej próbie, a muzyka nie była mu obca. – Jednak śpiew w chórze to dla mnie nowe doświadczenie. Z perspektywy wiernego mogę powiedzieć, że poprzez śpiew modlę się i to jest forma kontaktu z Bogiem. Poza tym postrzegam to jako coś bardzo męskiego. Mnie się taki śpiew bardzo podoba, nawet gdy najpierw nam nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli. To jest taka nasza droga do doskonałości. Bardzo cieszę się na te próby i czekam na nie z tygodnia na tydzień – przyznaje Adam, w chórze jeden z basów. – To dla mnie sens istnienia. Z tego można dużo czerpać – uważa Agnieszka Wiśniewska, pracownica banku, która od dawna kocha śpiew, chociaż przez lata nie miała odwagi tego robić. – Rok temu dowiedziałam się, kim jest Paweł Bębenek... Przez kolejne miesiące poznawałam jego muzykę, a w tym roku pojechałam na jego warsztaty. Tam spotkałam Mateusza i innych znajomych z Płocka i okolic. Wtedy narodził się pomysł, by w Płocku stworzyć taką przestrzeń dla muzyki wielogłosowej na wzór krakowskiego Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego. Zachęciłam Mateusza… – opowiada Agnieszka. – A ja nie dałem się długo prosić… Już na warsztatach wykonałem kilka telefonów – dodaje Mateusz. Zakotwiczyli na Górkach dzięki otwartości ojców klaretynów i z inspiracji młodego organisty w tej parafii, Kamila Berdyńskiego. W Zaduszki chór po raz pierwszy wziął udział w liturgii. – Chcemy śpiewać najlepiej jak potrafimy, aby służyć, a nie przeszkadzać w liturgii – deklaruje Mateusz. – Przychodzimy tu, by wspólnie się modlić, bo gdyby było inaczej, ludzie w kościele czuliby, że chcemy się tylko pokazać – uważa Kamil. Chór działa od niedawna, nie ma jeszcze nazwy, a jego repertuar dopiero się kształtuje, ale jego członkowie już wiedzą, że chcą omijać „muzyczny fast food”. – Mamy uczestniczyć w liturgii tak, jak mówią o tym przepisy – mówi organista na Górkach. – Staramy się czerpać z utworów tradycyjnych, choć oczywiście pojawiają się także współczesne kompozycje. Staramy się także dopasować pieśni do liturgii danego dnia. Nie możemy śpiewać czegoś tylko dlatego, że nam się podoba – tłumaczy Mateusz. Taki repertuar wymaga sporego nakładu pracy. W listopadzie chór zaczął ćwiczenia z utworem „Adeste fideles”. Tekst łaciński trzeba najpierw rozczytać, by wiedzieć, jak się go wymawia i akcentuje. Tak byłoby też z pieśnią w języku polskim. Zanim zabrzmi śpiew, cała uwaga skierowana jest na tekst. On przecież, jak przypomina Mateusz Lampkowski, jest w liturgii najważniejszy. – Muzyka mogłaby być najpiękniejsza, ale gdyby nie było słownego przekazu, nie miałoby to głębszego sensu – mówi. To wszystko nie oznacza, że próby są przesadnie poważne. Wszyscy, nawet nowo przybyli, czują się swobodnie, chociaż są skoncentrowani. Wiedzą, że na nich jako członkach chóru ciążą pewne obowiązki… – Ale to słodkie zobowiązanie… – śmieje się Mateusz. Agnieszka na próbę przyniosła pyszne ciasta, Adam, z wykształcenia fizyk, rozdaje swoje tomiki wierszy, dedykowane żonie. – Integrujemy się poprzez pracę. Ona staje się czymś przyjemnym, bo widzimy owoce w śpiewie i w tym, że powstała taka nasza mała rodzina – mówi Mateusz. Wciąż się rozwijają. – Szukamy szczególnie głosów męskich – basów, tenorów, ale każdy jest mile widziany – mówią członkowie chóru na płockich Górkach. Liczy się chęć. – Jeśli ktoś kocha śpiew i czuje, że może to robić, to zapraszamy – mówi kierownik chóru.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama