Nowy numer 19/2022 Archiwum

Czy to są relikwie?

Czy to św. Władysław, król Węgier, w którym płynęła również polska krew, był dawniej czczony w pułtuskim kolegium jezuitów? Wyniki frapujących badań właśnie zostały opublikowane.

Wszystko zaczęło się w 2016 r., gdy grupa pułtuskich muzealników poszukiwała w kościele Świętych Piotra i Pawła artefaktów na wystawę z okazji 400. rocznicy przybycia jezuitów do Pułtuska. W czasie inwentaryzacji za jedną z szaf w zakrystii znaleziono trzy zdobione poduszki z kosztownych materiałów, do których były przytwierdzone fragmenty kości, z wyraźnym napisem: „Ex capite s. Ladislai regis”. – Pamiętam, że zawołałam wtedy zdumiona: „Przecież to nasz zagubiony św. Władysław!” – wspomina Monika Żebrowska, kustosz Muzeum Regionalnego w Pułtusku.

Ta niezwykła historia została opowiedziana w dokumencie „Święty dwóch narodów – powrót relikwii św. Władysława”, który pod koniec października został opublikowany na YouTube. Zaprezentowano w nim również wyniki badań, które przeprowadzono w ciągu ostatnich pięciu lat. Wszystko zaczęło się od sprowadzenia do Pułtuska jezuitów w 1566 roku. – Wtedy powstało kolegium, w którym nauczali m.in. ks. Jakub Wujek i ks. Piotr Skarga. Wśród wychowanków tego miejsca był np. bratanek króla Stefana Batorego – Andrzej, który uczył się w Pułtusku od 1578 do 1583 roku. Król, zadowolony z postępów bratanka w nauce, wsparł jezuitów wznoszących wtedy kościół Trójcy Świętej, a potem przybył wraz z żoną Anną Jagiellonką na jego konsekrację – opowiada prof. Radosław Lolo, historyk.

Jak potwierdzają roczniki jezuickie, królowa powróciła do Pułtuska jeszcze w 1585 r., aby przekazać relikwie św. Władysława I Arpada. To było wielkie wyróżnienie dla kolegium, w którym kształcił się królewski bratanek. I choć relikwie głowy świętego powróciły w XVII w. na Węgry, to jednak mały ich fragment – ex capite s. Ladislai regis – pozostał w Pułtusku. W 1634 r. król Władysław IV ofiarował ozdobny relikwiarz w kształcie hermy, który – jak argumentuje prof. Lolo – idealnie pasuje do wymiarów trzech poduszek, do których były przytwierdzone kości świętego. Nie wiadomo tylko, dlaczego herma dla relikwii św. Władysława, która dziś znajduje się w Muzeum Diecezjalnym w Płocku, figuruje jako „herma św. Maurycego”.

W czasie badań ustalona została faktografia, artefakty wydawały się autentyczne, ale dla całkowitej pewności potrzebne były badania porównawcze. Bardzo w tym pomogły wyniki analiz przeprowadzonych przez Węgrów nad czaszką św. Władysława przechowywanych w mieście Győr. Ustalono m.in., że fragment kości z Pułtuska odpowiada brakującej części tej czaszki. Należało tylko porównać kod genetyczny, ale fragment relikwii z Pułtuska był na tyle mały i w takim stanie, że nie można było z niego wyodrębnić DNA. Można było wykonać jeszcze jedno badanie, metodą C14, dla ustalenia wieku, ale wiązałoby się to z bezpowrotnym zniszczeniem obiektu.

– Ustaliliśmy więc, że na chwilę obecną dalszych badań nie będzie. Nie można więc zaprzeczyć autentyczności znaleziska, ale w świetle aktualnych metod naukowych nie można ich też bezsprzecznie potwierdzić – mówi prof. Radosław Lolo. Co na to Kościół? Jak mówi ks. proboszcz Sławomir Stefański, ponieważ nie zaprzeczono ani nie potwierdzono autentyczności relikwii, i ponieważ od dawna nie jest oddawany kult temu świętemu w pułtuskim kościele, na razie odnalezione relikwie nie będą udostępnione do publicznej czci. Pozostają jednak atrakcją turystyczną i obiektem badań naukowców.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama