Nowy numer 19/2022 Archiwum

Nie tylko sentymentalne pamiątki

W niektórych domach wciąż przechowuje się małe książeczki z modlitwami, przekazywane z pokolenia na pokolenie, niektóre z mocno „spracowanymi” stronicami.

W Parznie k. Bełchatowa istnieje muzeum, w którym zgromadzono ponad 1,3 tys. książeczek do nabożeństwa. Na to miejsce, znane pielgrzymom idącym na Jasną Górę, wskazał u progu października bp Piotr Libera, zachęcając diecezjan za pośrednictwem „Gościa Płockiego” do dzielenia się takimi „domowymi serdecznymi pamiątkami”, które przechowywane są jeszcze w wielu rodzinach. „Modlitewnik mojego dziadka, Franciszka Śmiecińskiego, został wydany 1988 r. Odkąd pamiętam, zawsze służył mu do codziennej i osobistej modlitwy.

Zabrudzone, zniszczone kartki świadczą o niezłomnej wierze i pobożności mojego dziadka. To właśnie modlitwa nadawała rytm jego dnia, rozpoczynał we wczesnych godzinach rannych, by następnie modlitwa mogła mu towarzyszyć w trakcie codziennych zajęć, szczególnie w Godzinie Miłosierdzia” – napisał do nas Daniel Śmieciński. „Modlitewnik ten jest świadkiem autentycznej historii jego życia, naznaczonego ciężką pracą i doświadczeniami wojennymi. Nawet gdy były dni wytężonego trudu na roli, czy w domu panował świąteczny gwar, dziadek zawsze znalazł czas na modlitwę – rozmowę z Bogiem.

Udawał się do swojego pokoju, aby w ciszy móc się pomodlić. Ileż wyszeptanych Różańców, koronek i litanii słyszał ten modlitewnik… Wierzę, że przemodlony dziesiątki tysięcy razy jest cichym świadkiem przemiany naszych serc, dzięki niestrudzonej, codziennej modlitwie mojego dziadka” – opowiada pan Daniel. Również dla Pauliny Kaźmierczak z Modlina Twierdzy modlitewnik dziadka jest szczególną pamiątką. „Mój kochany dziadek Eugeniusz Ostrowski z parafii Miłosierdzia Bożego w Gostyninie odszedł do Domu Pana w pierwszy dzień wiosny tego roku. Pozostawił po sobie wiele pamiątek, np. wiersze, spisane wspomnienia, drzewo genealogiczne i modlitewnik, który odziedziczyłam.

Ulubionymi modlitwami były dla niego litanie, o czym świadczą zniszczone i pożółkłe kartki. Gdy przyjeżdżałam do dziadków widziałam, jak zawsze po śniadaniu odmawiał litanie, czasem mu towarzyszyłam. Kiedyś powiedział mi, że każda z nich ofiarowana jest za inną osobę: żonę, troje wnuków, dwie córki z mężami” – wspomina pani Paulina. Tak jak wielu użytkowników książeczek do nabożeństwa, również pan Eugeniusz przechowywał w niej obrazki, które służyły jako zakładki, albo dodawały do tego zbioru nową modlitwę, np. Litanię do św. Jana Pawła II.

W dzisiejszych czasach, gdy miliony tekstów dostępne są poprzez jedno kliknięcie klawisza w telefonie komórkowym, papierowe książeczki do nabożeństwa mogą się wydawać już czymś archaicznym. Warto jednak pamiętać, że w polskiej historii te niewielkie modlitewniki odegrały szczególną rolę. Pisze o tym we wspomnieniach ks. Waldemar Nowak, emerytowany proboszcz parafii Smoszewo. „W latach okupacji książeczki do nabożeństwa były ostoją polskości, patriotyzmu. Rodzice, u nas i ciocia Polcia, uczyli nas liter polskich, czytania i pisania”. Ksiądz Waldemar odnotowuje też ze wzruszeniem, że modlitewnik jego mamy był „najczęściej otwierany w miejscu, w którym jest modlitwa matki za dorosłe dzieci”. To ciekawa wskazówka dla współczesnych rodziców.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama