Nowy numer 26/2022 Archiwum

Spłacają dług

Nazwisk bohaterów z Rogowa, Węgrzynowa, Koziebród czy Chociszewa nie odnajdziemy może na kartach dużych opracowań historycznych, ale z dumą wypowiada się je w ich małych ojczyznach.

W Czerwińsku dobrze wiedzą, że w Chociszewie swoje mogiły mają męczennicy Fortu III w Pomiechówku rodem z ziemi czerwińskiej – Ryszard Giżyński, Lucjan Piekut, Władysław Piekut i Szczepan Topolski. W tym roku renowacji poddano także nagrobek Zygmunta Zdziarskiego, żołnierza AK z Wychódźca, zamordowanego przez Niemców w 1945 r., a odznaczonego pośmiertnie Krzyżem Walecznych. Odrestaurowaną mogiłę 23-latka poświęcono uroczyście i z honorami.

– To ważne, aby o nich mówić, bo słuchają tego ich młodzi potomkowie. Co roku przywołujemy nazwiska poległych i pomordowanych z regionu w apelu pamięci. Tak utrwala się historię i jednocześnie oddaje należny im hołd – mówił Dariusz Umięcki, dyrektor SP w Chociszewie. Zygmunt Zdziarski urodził się w 1921 roku. – Wiemy, że w okresie wojennym pełnił bardzo odpowiedzialną funkcję w terenowym oddziale AK. Zajmował się wywiadem i kontrwywiadem, werbował ludzi. Wiedział wiele, ale niczego Niemcom nie zdradził mimo okrutnych tortur. Zginął uduszony drutem kolczastym w płońskim więzieniu – dodał historyk.

– To nasz obowiązek i przywilej pamiętać – podkreślił. Na przeciwległym krańcu diecezji, dzięki współpracy parafii św. Bartłomieja i gminy Rogowo, podobne uroczystości odbyły się przy przebudowanym i odrestaurowanym pomniku ofiar II wojny światowej. W mogile spoczywają szczątki 19 mieszkańców parafii – ofiar niemieckich egzekucji. Na tablicy umieszczono nazwiska także innych osób (łącznie ponad 60), które straciły życie m.in. w Domu Kaźni w Rypinie. – Tu spoczywa moja prababcia, Stanisława Bielska. Miała 56 lat, kiedy Niemcy rozstrzelali ją na podwórku przed domem – opowiada Magdalena Sitkowska, która mieszka w pobliskim Żałem.

– Dla mnie te uroczystości miały wymiar pożegnania – spełnienie pragnienia mojej babci, której nigdy nie udało się tego zrobić. Ze łzami w oczach opowiadała o dniu, kiedy straciła matkę. Usłyszała ten śmiertelny strzał, gdy siedziała w ciężarówce, która wiozła ją do Stutthofu. W obozie kolejne osoby przywiezione z rejonu potwierdziły, że jej matkę zabito. To był 25 sierpnia 1944 roku. Pogrzeb znała tylko z opowieści, bo z obozu wyszła dopiero w marcu 1945 roku, a pochówki odbywały się na przełomie stycznia i lutego – mówi pani Magdalena. Wspomina, że Niemcy byli tu wyjątkowo okrutni. Jej prababcia zginęła prawdopodobnie przez to, że nie chciała wydać, gdzie ukrywają się sąsiedzi. – Tu zawsze traktowaliśmy ich jak bohaterów. Niektórzy mówili, że niepotrzebnie tracili swoje życie. A ja wiem, że chcieli być, tak po ludzku, w porządku wobec drugiego człowieka – opowiada.

Dziś pani Magdalena katechizuje w Rogowie, a przed listopadowymi uroczystościami zabiera młodych wolontariuszy, by zadbać o mogiły. – Nie trzeba nikogo specjalnie namawiać. Pamięć o tych miejscach spłaca pewien dług wdzięczności wobec takich ludzi jak moja prababcia czy babcia, która była patriotką, prowadziła nas do kościoła. Często powtarzała: „Dziękujcie Bogu za to, w jakich czasach żyjecie” – i ja też przypominam to moim uczniom – mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama