Nowy numer 47/2021 Archiwum

Trzy kroki do pełni

Ojciec Łukasz Andrzejewski, prowincjał Zgromadzenia Męki Jezusa Chrystusa, mówi o aktualności pasjonistowskiego charyzmatu, który w Kościele jest rozwijany od 300 lat.

ks. Włodzimierz Piętka: Trwa jubileusz trzech wieków istnienia Waszego zgromadzenia. Czym może pociągać współczesnego człowieka duchowość pasjonistowska?

o. Łukasz Andrzejewski: Ta duchowość jest uniwersalna, bo dotyczy istoty chrześcijaństwa. Święty Paweł od Krzyża, nasz założyciel, zapisał kiedyś niepokojące stwierdzenie, że „pamięć o męce Chrystusa wygasła nawet w sercach wierzących”. A przecież męka Pana jest najważniejszym wydarzeniem historii, w niej człowiek może pełniej poznać Boga – „Najwyższe Dobro”, jak mówił założyciel pasjonistów. Nasz zakonny charyzmat mówi również o tym, że męka Jezusa była nie tylko niewyobrażalnym cierpieniem, ale przede wszystkim przykładem największej miłości. Jego męka dokonała się po to, abyśmy i my ofiarowywali siebie w geście miłości za braci. I tak się stało, że ten charyzmat dobrze przyjął się niemal 100 lat temu w Polsce, bo polska dusza ma rys pasyjny, a dowodem na to są nasza historia, pobożność, tradycja i święci.

To prawda, że pasjoniści dobrze przyjęli się w Polsce, a zwłaszcza w Przasnyszu, gdzie został założony pierwszy klasztor i w którym później formował się i dopełnił życia sługa Boży o. Bernard Kryszkiewicz. Jak powinniśmy dziś patrzeć na tego kandydata na ołtarze?

Myślę o trzech aktualnych wyzwaniach, którym może pomóc sprostać o. Bernard – to praktyka życia, wymagania i zaangażowanie. Dziś wielu zarzuca, że w Kościele za dużo jest słów, teorii, a za mało konkretnych czynów miłości. Otóż dla o. Bernarda rozważanie Ewangelii i męki Pańskiej nigdy nie było teorią. On tak ją przeżywał w sercu, że dokonywał największych poświęceń dla bliźniego. Jego czyny nie były filantropią, ale wynikały z miłości, którą chciał się dzielić z potrzebującymi. I tak czynił w czasie bombardowań w Rawie Mazowieckiej, a potem w Przasnyszu. Tak ofiarnie i odważnie pomagał, aż zaraził się tyfusem i zmarł zaledwie w wieku 30 lat. W swoim dziele „Pedagogicum” pozostawił on jedną podstawową radę, aby od siebie samego wymagać. To fundament wychowania: zmień najpierw siebie, aby zmieniać innych. Z jego duchowości warto się zainspirować przykładem całkowitego zaangażowania w modlitwę, w działanie, aby w tym, co się robi, po prostu dać siebie.

Jak młodemu człowiekowi zaproponować pasyjny styl życia?

W każdym z nas jest wrodzone pragnienie miłości i każdy chce być kochanym. W Chrystusie tę miłość możemy zawsze znaleźć. On nikogo nie odrzuca i nie stygmatyzuje, wszystkich przyciąga i za wszystkich umiera – myślę, że ta prawda jest dziś szczególnie nośna i potrzebna współczesnemu człowiekowi. Jest Ktoś, kto bez względu na to, jak się twoje życie ułożyło, nadal cię kocha i nie odrzuca – to jest naprawdę dobra nowina!


wlodzimierz.pietka@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama