Nowy numer 37/2021 Archiwum

Prymas, to były przestworza!

Błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński staje się jeszcze bliższy diecezji płockiej a wspomnienia o nim, stają się tego wymownym świadectwem.

W piątej klasie szkoły podstawowej pojechałem z mamą na moją pierwszą w życiu pielgrzymkę do Częstochowy. Najpierw stanęliśmy w wielkiej biało-złotej bazylice jasnogórskiej. Nie wiedziałem, że Cudowny Obraz znajduje się w sąsiedniej, ciemnej kaplicy, zdawało mi się, że powinien być właśnie tam, skoro to takie dostojne, przestronne miejsce. Znaleźliśmy się gdzieś z tyłu, modlę się klęcząc. Nagle słyszę powtarzany z ust do ust szept: "Wyszyński! Wyszyński". Stał na ambonie, w lśniącej bielą komży, w złotej stule i fioletowym mucecie, z szeroko wyciągniętymi ramionami i głosił konferencję, chyba do nauczycieli. Podszedłem blisko pod barakową ambonę, zadarłem głowę i patrzyłem.

Prymas, to były przestworza. To był powiew wolności. Człowiek wolny nawet w więzieniu, w internowaniu. Rycerz ślubów jasnogórskich. Pamiętam, jak potem, gdy uczyłem młodzież w Żurominie, mówiłem o nim: "interrex" zastępujący władcę na podobieństwo dawnych prymasów w okresie bezkrólewia. Kto dziś tak mówi…? A dla nas to słowo było wtedy naprawdę aktualne. Nie było w Polsce prawdziwego rządu, był jakiś Gomułka i inni, którzy nas uciskali. I był on, był interrex, był prymas.

To samo przychodziło mi do głowy, gdy patrzyłem na niego na ambonie naszej katedry podczas obchodów 900-lecia diecezji. Było to na początku czerwca 1975 roku, dwa tygodnie przed święceniami naszego rocznika. Prymas przewodniczył wtedy obrzędowi ponownego pochówku szczątków Władysława Hermana i Bolesława Krzywoustego.

A później, gdy byłem już wikariuszem w Żurominie, 18 lipca 1976 r., byłem kimś w rodzaju ceremoniarza podczas koronacji figury Matki Bożej Bolesnej w Oborach. Pamiętam tamtą gorącą, słoneczną niedzielę, 30-tysięczny tłum przy ołtarzu polowym, ślubowanie rektora sanktuarium, uroczystą procesję, której przewodniczył prymas, nałożenie na figurę koron papieskich. Mszę odprawiał bp chełmiński Bernard Czapliński, więzień obozów w Sachsenhausen i Dachau. Prymas siedział podczas tej Mszy na tronie, blisko ukoronowanej Piety, skupiony, jakoś jeszcze bardziej dostojny, uroczysty. Potem mówił kazanie, w którym nawiązywał i do cierpień pasterza chełmińskiego, i do cierpień całej tamtejszej krainy oborzańskiej, jak pięknie ją nazywał.

Gdy trzy lata później, już jako student Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, współorganizował Tydzień Eklezjologiczny poświęcony przesłaniu I pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny: "Godzina polskiego chrześcijaństwa", specjalne przesłanie skierował na jego ręce ks. prymas. A jego treść była następująca:

Na pewno dużo dobrego zrobicie, gdy Wasz Tydzień poświęcicie refleksji młodych chrześcijan nad pielgrzymim przesłaniem Ojca Świętego Jana Pawła II, skierowanym do nas Rodaków podczas swej Papieskiej Pielgrzymki do Polski. Życzę Wam, aby to sympozjum odtworzyło niezapomniane dni pobytu Papieża wśród nas w czerwcu 1979 RP. na większą chwałę Bożą, na ugruntowanie w nas miłości do Matki Bożej oraz na pożytek duchowy całego Ludu Bożego w naszej Ojczyźnie. Błogosławię Tym, którzy odtwarzają te dni i Tym, którzy uczestniczą w Sympozjum i przeżywają te historyczne chwile Kościoła Bożego w Polsce. Stefan Kard. Wyszyński.

Ten list był zaadresowany nie do biskupa lubelskiego, nie do naszego legendarnego rektora ojca Krąpca, ale do "przewielebnego księdza Henryka…". To, co tu napisałem, wygląda pewnie na przechwałkę. Ale dobrze chwyta jakąś prawdę o prymasie Wyszyńskim. Już tłumaczę, o co mi chodzi: prośbę o skierowanie do nas jego słowa przesłaliśmy chyba drogą pocztową. Po kilku tygodniach pojechałem na Miodową, żeby je osobiście odebrać. Czekam w jakiejś sporej sali. W pewnej chwili wychodzi sam prymas. W czarnej sutannie, bez żadnych dystynkcji. Podaje mi kopertę, zamieniamy parę zdań, z których niestety nic już nie pamiętam, całuję pierścień, wychodzę. Prymas doskonale zrozumiał, że ta chwila wiele znaczy dla młodych zapaleńców i że warto więc położyć na niej swoją pieczęć, na czym zresztą nam również bardzo zależało.

On wydobywał i bronił prostego człowieka: czynił to przez Śluby Jasnogórskie, przez prostą pobożność maryjną i ludową. Umiał zachować dyscyplinę we własnym życiu, o czym świadczyła m.in. jedna z maksym jego kapłańskiego życia, spisana tuż przed święceniami: "Mów mało, czyń wiele, cisza…".

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama