Nowy numer 26/2022 Archiwum

Porzucone pędzle mistrza

Mija 75 lat od śmierci Józefa Mehoffera – jednego z najwybitniejszych malarzy Młodej Polski, przyjaciela Wyspiańskiego i ucznia Matejki. Jak wyglądałaby płocka katedra, gdyby to on ją malował?

Rusztowania i prace remontowe na kopule płockiej katedry, a także odnaleziona niedawno kolejna kapsuła czasu przypominają czasy, gdy przed 120 laty świątynię przebudowywano. Wtedy trudzili się nad nią wielcy architekci i artyści, jak Szyller, Mehoffer czy Drapiewski, a towarzyszył im ks. prał. Nowowiejski, późniejszy biskup i męczennik...

Oryginalny, wręcz zuchwały

Do dziś niektórzy snują przypuszczenia, jak wyglądałaby katedra w Płocku, gdyby malował ją Józef Mehoffer, a nie Władysław Drapiewski. Wszak to projekt tego pierwszego był na początku tym zwycięskim. Przyjęto go entuzjastycznie, jego autor był bowiem jednym z najwybitniejszych malarzy Młodej Polski, przyjacielem Wyspiańskiego i uczniem Matejki. W prezbiterium katedry, nad ołtarzem miała być przedstawiona Maryja w glorii. Do Niej mieli podążać przez ogród różany święci i aniołowie. „W górnej partii na tle nieba ulatywały anioły. Na ścianach bocznych biegł również fryz figuralny, który dzielił się w nawie głównej na szereg obrazów przedstawiających sceny ewangeliczne, łączące tematycznie po trzy obrazy, tworzące rodzaj tryptyków. Uzupełnienie kompozycji figuralnej stanowiła dekoracja składająca się z kwiatów, wici roślinnej, ptaków, wazonów i symboli ewangelicznych” – opisywał projekt Kazimierz Askanas w monografii „Sztuka Płocka”.

Zwrócił on również uwagę, że oryginalna koncepcja Mehoffera odpowiadała neorenesansowemu kształtowi i formom odbudowanej przez Stefana Szyllera katedry. Pozytywnie o tym projekcie wypowiadał się Stanisław Tomkowicz, krakowski konserwator, twierdząc, że „pomysł p. Mehoffera jest nie tylko nowy, na wskroś oryginalny, ale można powiedzieć zuchwały. W polichromię kościoła artysta wprowadza aspekt ludowy (...). Składa się na tę dekorację przeważnie różnobarwne (...), kwitnące rośliny (...), formy są stylizowane przez ogromne uproszczenia, zaznaczenie głównymi niejako tylko liniami i barwami. W tej formie mają one coś pośredniego z ornamentyką tkanin (...) z epoki renesansu (...) – i dlatego pomysł zastosowania tego rodzaju dekoracji do wnętrza kościoła renesansowego można uważać za trafny” – pisał w warszawskim dzienniku „Słowo” w styczniu 1902 roku.

Wtedy Mehoffer był już znany i ceniony w Europie jako twórca witraży we Fryburgu. Zresztą dla Płocka również miał przygotować oprócz projektu polichromii propozycję witraży. „Mehoffer posiadał dar wzruszania. Trudno było patrzeć beznamiętnie i chłodno na tę porywającą wizję świata poruszonego silnymi uczuciami, przy tym świetnie osadzonego w rytmie koloru i linii” – pisała o tym projekcie jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku Anna Gradowska w „Notatkach Płockich”.

Za wcześnie, zbyt śmiało?

Jednak projekty mistrza – początkowo tak entuzjastycznie przyjęte – nie zostały ostatecznie zaakceptowane i zrealizowane. A wydawało się, że bogactwo secesyjnej dekoracji, a zwłaszcza elementy ludowe, jak różnobarwne kwiaty i kwitnące rośliny, wazoniki, ptaki itp., na których Mehoffer oparł swoją malarską koncepcję, mogły bardziej przemawiać do wiernych niż malarstwo tradycyjne. „Czy to nie za wcześnie, by z nią (katedrą płocką – przyp. red.) eksperymentować, gdyż jest ona jak pani, przywykła do pewnych obyczajów przez wieki uświęconych, które zbliżający się mogą uchybić przez lada gest zbyt naturalistyczny, albo przez zbyt silne podkreślenie własnej indywidualności” – pisał hr. Karol Lanckoroński, twórca urzędu konserwatorskiego i pionier opieki nad zabytkami w Austrii, odnosząc się krytycznie do pomysłów Mehoffera. Skąd się wzięła niechęć do projektu ówczesnego biskupa płockiego Jerzego Szembeka? Uznano, że ten typ malarstwa nie odpowiada wymogom ikonografii kościelnej, a były to – przypomnijmy – czasy walki z modernizmem w Kościele.

„W projektach Mehoffera wielu widziało tylko przedziwny, wspaniały koloryt, ale języka kościelnego nie słyszało” – napisał ks. Antoni Julian Nowowiejski, na początku zwolennik, potem jednak sceptyk tego projektu. Być może przyczyną tych wątpliwości była dyskusja, jaka zrodziła się wokół innego projektu Mehoffera w katedrze na Wawelu, gdzie na suficie skarbca miał on przedstawić „wiejskich chłopaków ze skrzydłami na plecach”. Projekt ten krytykowano jako zbyt nowoczesny, dynamiczny, z nadmierną ekspresją kolorów, która nie odpowiada godności katedry wawelskiej. Być może do tych uwag skłonił się biskup Szembek, a za nim ks. Nowowiejski, przyszły biskup płocki. Przez pewien czas reprezentował on nadal entuzjastyczne, a przynajmniej pozytywne stanowisko względem projektów Mehoffera. „Konieczność uległości względem biskupa przeważyła jednak i kanonik Nowowiejski aż do lat arcybiskupich z pełną lojalnością dla zdania swego poprzednika bardzo ostrożnie oceniał mehofferowskie projekty, natomiast bardzo pozytywnie wyrażał się o polichromii Drapiewskiego” – pisze Askanas.

Jak zaznacza jednocześnie autor „Sztuki Płocka”, nie powinno się oskarżać biskupa Szembeka o ignorancję w kwestiach sztuki i malarstwa kościelnego. „Sztuka Mehoffera była jednak zbyt nowa i oryginalna, żeby owładnąć świadomością artystyczną biskupa, wykształconego na wzorach malarstwa kościelnego dawnych epok” – argumentuje Askanas. Jest jeszcze jedna – opowiadana wówczas w Płocku – wersja tego, jak doszło do „rozstania” Mehoffera z płocką katedrą. „Gdy zdecydowany na odstąpienie od umowy z mistrzem biskup Szembek wszedł do katedry dla obejrzenia pierwszych prób polichromii, zwrócił się do malującego na drabinie artysty słowami: »niech no artysta zejdzie«. Na zwrot ten, znany ze swej dumy Mehoffer, odpowiedział w podobnej formie nieprzystojną propozycją i rzuci- wszy pędzel do naczynia z farbą, która opryskała biskupa i towarzyszącą mu asystę, opuścił katedrę” – czytamy w monografii „Sztuka Płocka”.

Jeszcze inne światło na tę historię rzuca monografia historyczna Płocka abp. Nowowiejskiego. Przytacza on tam fragmenty swojej korespondencji z Mehofferem. „Był on zdania, że gdy się wybierze malarza tej miary, jakim on sam był, należało mu zupełnie zaufać i do roboty się nie wtrącać. Ktokolwiek byłby tym wtrętem, malarz ma wszelkie prawo z rusztowań go strącić (!). Zdanie to spotkało się z oporem. Ponieważ w polichromii kościoła chodzi o uwzględnienie ikonografii chrześcijańskiej, kapłan z malarzem zawsze szli w parze ręka w rękę. Wspólny interes ich wiązał. Malarz nie tylko miał sztukę na pamięci, ale daleko wyższy cel, któremu pracę swą poświęcał. (...) Właśnie ta różnica w zdaniach była prawdopodobnie przyczyną, dla której prof. Mehoffer nie podjął już korespondencji z Płockiem” – pisze arcybiskup. Pozostaje w sferze przypuszczeń, jak wyglądałaby płocka katedra, gdyby pozwolono ją malować Mehofferowi. Jednak, jak zauważa ks. Stefan Cegłowski, aby dzieło finalne było doskonałe, powinna zaistnieć pewna zgodność pomiędzy architektem a malarzem, gdyż ma to niemały wpływ na powstającą polichromię.

– Możemy powiedzieć, że tak właśnie było, skoro ostatecznie Szyller i Drapiewski znaleźli się nawet na tympanonie płockiej katedry nad głównym wejściem do świątyni – tak jak w pracy i w życiu – zgodnie obok siebie. Czy tak byłoby i z Józefem Mehofferem? Trudno powiedzieć – zastanawia się proboszcz płockiej świątyni na Wzgórzu Tumskim. – Doceniamy Mehoffera, ale bądźmy wdzięczni Opatrzności, że mamy Drapiewskiego – twierdzi. Co więc zostało z Mehoffera w diecezji? Trzeba się udać do zabytkowego drewnianego kościoła w Zielonej Ciechanowskiej, bo w nim zachowały się malowidła przypisywane temu wybitnemu przedstawicielowi sztuki Młodej Polski. I tu zagadka – bo z jednej strony katalogi zabytków milczą na temat jego malowideł w Zielonej, a z drugiej – zachowało się pokwitowanie, że artysta taką pracę wykonał w miejscowym kościele i za to wziął pieniądze. Co więc miało by być jego autorstwa? – To nietypowe dla przedstawień w kościołach wiejskich elementy roślinne – piękne malwy, maki czy słoneczniki. Na szczęście zachowały one do dziś żywe kolory – mówi ks. proboszcz Andrzej Gajewski, wskazując na boczne ściany starego kościoła.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama