Nowy numer 37/2021 Archiwum

Pasjonistki na barykadach

77. rocznica wybuchu powstania warszawskiego jest okazją do przypomnienia bohaterskiego zaangażowania sióstr pasjonistek w wydarzeniach powstańczych dni w Warszawie.

Przeszło 30 lat po powstaniu warszawskim s. Stanisława Żebrowska, ówczesna przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa, spisała swoje osobiste przeżycia związane z powstaniem i nieustanną walką o życie oraz śmiercią dwóch współsióstr. Mimo upływu czasu, siostra zapamiętała wiele szczegółów z 1944 roku. "Wszyscy znajdowaliśmy się w każdej chwili w obliczu śmierci…" – napisała w świadectwie.

"Dnia 1 sierpnia o godz. 14 odmawiałyśmy w naszej kaplicy nieszpory. Nagle rozległy się strzały i jedna z kul zaplątała się przez okno do naszej kaplicy, świsnęła tuż przy matce założycielce… Za chwilę wypełnił się dom przerażoną ludnością, która z ulic schroniła się do domu przy Belgijskiej 4. Dom, w którym mieszkałyśmy, był nowy, czteropiętrowy, posiadał głębokie schrony. Wszyscy stwierdziliśmy wybuch powstania. Byli wśród nas ks. dr Czesław Pacuszka (nasz kapelan) i ks. kan. Wacław Jezusek, którego, jako naszego gościa, powstanie zastało u nas. Wśród zgromadzonej ludności było dość dużo mężczyzn w sile wieku, ci zaraz ulokowali się w głębokich schronach. W schronach górnych pozostały wszystkie siostry, dzieci i cywilna ludność, przeważnie kobiety i starzy mężczyźni. Wszyscy przybyli ludzie znaleźli się bez środków do życia. Z miejsca zorganizowałyśmy dożywianie z zapasów, jakie posiadałyśmy w magazynach żłobka i własnych" – opisywała siostra Żebrowska. Od początku powstania pięć sióstr pracowało w powstańczym szpitalu. Trwały tam do końca, niemal do kapitulacji Warszawy.

Ponieważ dom sióstr był ostrzeliwany przez Niemców, kaplicę urządzono w jednym z pomieszczeń w piwnicy. "Tam codzienne księża odprawiali Msze św. i siostry oraz wiele osób przystępowało codziennie do Komunii. Msze św., jeśli to było możliwe, odprawiały się o świcie... A Niemcy atakowali nasz dom straszliwie... Wjechali na podwórze czołgami i bili w dom... Przeżywaliśmy sądny dzień. Zdawało się, że nikt żywy nie wyjdzie" – pisała dalej zakonnica.

"15 sierpnia urządziłyśmy ołtarz polowy, wywieszony był piękny polski orzeł i polskie chorągwie. Ks. Czesław Pacuszka odprawił Mszę św., w której uczestniczyło kilkudziesięciu powstańców. Uczestniczyłam również i ja, i kilka sióstr, już nie pamiętam które. Wszyscy powstańcy i my przyjęliśmy Komunię św. Serca nasze były pełne radości, zdawało nam się, że to już, już jesteśmy wolni. Na Mokotowie znalazła się elita młodzieży... Byłam ogromnie zbudowana ich bohaterstwem i świętością życia. Jeden z tych młodzieńców codziennie wieczorem przed pójściem na posterunek pod bunkry niemieckie przy ul. Dworkowej przyjmował Komunię św. Lubiłam niepostrzeżenie klękać za nim i budować się jego rozmodleniem... Kiedyś go zapytałam: nie boi się pan iść pod bunkry niemieckie? Odpowiedział: Siostro, sam bym się bał, ale z Panem Jezusem nie boję się. Taka była głęboka wiara tego młodzieńca (miał 22 lata) i wielka miłość Boża" – opisywał siostra Żebrowska.

Jak wyglądało ich życie w powstańczej Warszawie? W pierwszych dniach sierpnia, praktycznie nikt nie kładł się spać, bo wszyscy obawiali się ataku Niemców. A jeśli już udało się zdrzemnąć, to wszyscy spali w ubraniu, aby w razie konieczności ewakuacji natychmiast być gotowym do ucieczki. "W moich oczach trzypiętrowe kamienice rozsypywały się jak pudełko zapałek. Zdawało się, że już nikt żywy nie wyjdzie, tymczasem podziemnymi przejściami ciągnęły całe sznury ludzi" – pisała siostra.

"Niemcy również stale atakowali nasz dom, ale w jednym dniu września (w połowie) przepuścili straszny atak… Sądziliśmy, że już żywi nie wyjdziemy. Ks. Pacuszka ubrał się w komżę i stułę i wziął Najświętszy Sakrament i trzymał w ręku puszkę. Myśmy się zgromadziły w pobliżu. Wszyscy trwaliśmy w modlitwie. Wspólnie z ludźmi odmawiałam Różaniec i różne modlitwy. Matka założycielka ze złożonymi rękami adorowała Najświętszy Sakrament. Ks. Jezusek przez te kilka godzin stał, nie spoczął i modlił się cicho… Wtedy przyszło mi na myśl, by poprosić matkę założycielkę, aby s. Akwina (nowicjuszka) złożyła śluby na wypadek śmierci. Matka chętnie się zgodziła, podeszła s. Akwina, uklękła i złożyła śluby w ręce matki założycielki. Po kilku godzinach Niemcy zaprzestali ataku. Wszyscy wyszliśmy cało, nikt nie był ranny. S. Akwina szczęśliwa, radosna, że ma śluby zakonne... Krótko już miała żyć, bo w dniu 20 września zginęła..." – opisywała dalej siostra.

To tylko niektóre z zapisków siostry Stanisławy Żebrowskiej. Więcej można przeczytać na oficjalnej stronie internetowej sióstr pasjonistek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama