Nowy numer 37/2021 Archiwum

Pierwszy krok do Matki

6 sierpnia wyruszy po raz 40. Piesza Pielgrzymka Diecezji Płockiej na Jasną Górę. A jej początek będzie dziękczynieniem.

Za nami niemal cztery dekady wspólnotowego wędrowania do Czarnej Madonny w diecezjalnej pielgrzymce. „To wyraz duchowych tęsknot i poszukiwań, odnawiania pamięci i składania hołdu wielkim wartościom, a przede wszystkim odnajdywania i wielbienia Boga” – czytamy w apelu do księży i wiernych świeckich z 1984 r. przed trzecią pielgrzymką z Płocka na Jasną Górę. Czasy się zmieniły, ale najważniejsze motywy pielgrzymowania są te same.

Wszystkie drogi do Maryi

„Róbcie tak, aby wszystkie drogi w naszej ojczyźnie prowadziły do Matki Najświętszej na Jasnej Górze” – zapamiętał słowa prymasa Wyszyńskiego z 1979 r. ks. Andrzej Zembrzuski, który wtedy był jednym z organizatorów akademickich grup „17” w Warszawskiej Pieszej Pielgrzymce. Wiele o tamtych doświadczeniach mogliby powiedzieć także księża Marek Smogorzewski, Tadeusz Łebkowski, Władysław Majewski i inni. Zanim jednak wyruszyły grupy pątników z Płocka, a wcześniej z Warszawy, wielu indywidualnie wędrowało ze swoich domów do Częstochowy.

W wielu rodzinach pamiętają, że np. ich dziadkowie odbyli taką samotną pielgrzymkę, a pamiątką po niej są stare obrazy Czarnej Madonny. Wszystko rodziło się z potrzeby serca – tak zaświadczał na łamach „Gościa Płockiego” 9 lat temu nieżyjący już ks. prof. Tadeusz Żebrowski. To on, wraz ze swoimi kolegami – ks. Tadeuszem Rutowskim i ks. Stanisławem Szulcem – w połowie lat 60. wybrał się pieszo z Płocka na Jasną Górę, przecierając jakby szlak dla przyszłej diecezjalnej pielgrzymki.

Ostatecznie do Częstochowy dotarło dwóch z nich. „Każdy z nas wiele słyszał o pieszej pielgrzymce z Warszawy. Po święceniach kapłańskich przez krótki czas pomagałem w parafii Wesoła, gdzie proboszczem był mój wuj. Stamtąd ludzie chodzili na pielgrzymkę. I ja też chciałem. Dodatkowo miałem osobistą intencję – gdy w 1946 r. aresztowano mojego ojca (był komendantem powiatowym Ruchu Oporu Armii Krajowej), moja matka poszła na pielgrzymkę z intencją o jego uwolnienie. Skazano go na 10 lat, był mocno bity i podupadł na zdrowiu” – opowiadał wtedy ks. Żebrowski.

Jak wyglądała ta ich piesza „amatorska” pielgrzymka? „Wtedy nie było wielkiego ruchu samochodów, więc szliśmy szosą z Płocka na Gostynin, później do Kutna, w okolice Zgierza i Pabianic. Tam na dwa dni dołączyliśmy się do pieszej pielgrzymki z Pabianic na Jasną Górę. Z nimi dotarliśmy w okolice Radomska. Dalej już szliśmy sami. Droga zajęła nam pięć i pół dnia. Każdego dnia wędrówkę zaczynaliśmy Mszą św. Na noclegi zatrzymywaliśmy się na plebaniach – jeden raz była to stodoła u gospodarzy” – opowiadał ks. Żebrowski. Praktycznie nic ze sobą nie mieli prócz niewielkiego plecaka. „Każdego dnia naprawdę liczyliśmy na dobrych ludzi i Bożą pomoc. I nie zawiedliśmy się” – wspominał ksiądz profesor.

Serdeczny szlak

Jak każe 40-letnia tradycja, wszystko rozpocznie się 6 sierpnia o 6.00 w płockiej katedrze Mszą św. Przewodniczył jej będzie bp Mirosław Milewski. W tym roku – z powodu sztafetowego charakteru pielgrzymki – nie wyruszy jedenaście grup, bo każdy rejon diecezji będzie wędrował osobno przez jeden dzień. Jednak 6 sierpnia będzie szczególny, bo przeżywany jako dzień wdzięczności. Zawsze początek pielgrzymki był uroczysty, wręcz odświętny, a z drugiej strony trudny, bo już na sam początek pątnicy mają do pokonania 36 km –  z Płocka do Sokołowa.

To jedyny etap drogi, który wiedzie pątników wyłącznie przez teren diecezji płockiej. Potem będzie Kutno w Łódzkiem, ale to już diecezja łowicka. Jak więc wygląda ten początek drogi ze Wzgórza Tumskiego, przez most na Wiśle i Radziwie, przez gostynińskie lasy i rezerwat przyrody (żeby tylko wymienić pierwsze etapy drogi do obiadu i odpoczynku w Gostyninie)? Przede wszystkim jest wielkie wzruszenie, gdy pielgrzymka wyrusza sprzed katedry, żegnana przez płocczan.

A potem lasy i gościnny Sendeń, z jednym z pierwszych kościołów dedykowanych Miłosierdziu Bożemu w diecezji, aż po galowe wręcz – bo z orkiestrą dętą – przywitanie w Gostyninie i obiad. Potem jeszcze dwa etapy do Sokołowa. – Jest to dzień dość dużego zamieszania organizacyjnego. Po zawsze wzruszającym pożegnaniu z Płockiem, gdy część mieszkańców odprowadza nas na trasie, przez pewien czas idziemy ruchliwą trasą „60”. Ważna jest więc dyscyplina. Dla wielu niewprawionych pierwszy pielgrzymkowy krok może wydawać się trochę szybki i męczący. Potem jest droga przez las, gdzie nie ma już asfaltu, a zdarzają się nawet piaszczyste odcinki.

Na początku grupa pielgrzymkowa nie jest jeszcze skoordynowana, zwłaszcza na etapie przez las, gdy droga jest wąska i grupa się rozciąga. Radzę wtedy przewodnikom, aby na tych etapach mówili o zasadach wspólnego i bezpiecznego pielgrzymowania – opowiada ks. Jacek Prusiński, główny przewodnik. Ponieważ pielgrzymka przechodzi przez rezerwat przyrody, od organizatorów jest wymagane specjalne pozwolenie na przejście kolumny pielgrzymkowej przez las. Starsi pątnicy pamiętają trochę inną trasę pierwszego dnia, gdy wędrowało się drogą krajową nr 60, przechodząc m.in. przez Łąck i pobliskie lasy, w których znajdują się miejsca martyrologii Polaków z czasów II wojny światowej.

Jednak z powodu zbyt dużego natężenia ruchu od lat 90. trasa do Gostynina nieco się wydłużyła, ale prowadzi bezpieczniejszą, leśną drogą. – Dopełnieniem pierwszego dnia pielgrzymki, na który zapraszamy wszystkich chętnych, będzie Apel Jasnogórski przy kościele w Sokołowie. Ta wieczorna modlitwa będzie bardziej uroczysta i rozśpiewana. W ten sposób chcemy tchnąć więcej radości w pielgrzymów, bo teraz, w czasie pandemii, tej wspólnotowej radości bardziej nam potrzeba – dodaje ksiądz przewodnik.

Gdy Gostynin gości...

Pierwszym po Płocku miastem na szlaku jest Gostynin. Wejście tam jest zawsze świętem, bo pątników prowadzi orkiestra, a mieszkańcy wylegają na ulice. – Sama nazwa Gostynin przecież przywodzi na myśl słowo „gościnność”. Mówią tak mieszkanki tego miasta, które co roku karmią pątników. Przy kościele parafii św. Marcina pod spadzistym dachem ustawiają rząd stołów. Serwują sałatki, surówki, kotlety, zupy, ogórki, słodkie bułeczki. A wszystko okraszone wielką życzliwością i uśmiechem.

– Dzielimy się pracą. Nie jest tak, że tylko jedna gospodyni coś szykuje, ale każda coś w domu robi. Cieszymy się, że możemy coś z siebie dać – mówiły panie z parafii pw. Miłosierdzia Bożego, przyjmując pielgrzymów przed trzema laty. Nawet pandemia przed rokiem nie ograniczyła ich gościnności. Nie wyobrażały sobie, żeby nie mogły przyjąć pątników. – Staramy się, jak możemy. Przestrzegamy zasad, które zostały wprowadzone: maseczka, odległości, mycie rąk. Każdy się stara nie narazić kogoś i siebie – mówiła pani Wanda z parafii św. Marcina. Przypomnijmy, że zapisy na pielgrzymkę pieszą oraz duchową są prowadzone w każdej parafii naszej diecezji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama