Nowy numer 37/2021 Archiwum

Ewangelizuj uśmiechem

Ksiądz Kamil Kowalski z Płocka, który po rocznym pobycie na misjach przyjechał na wakacyjny urlop, mówi o „jamajskiej lekcji” dla nas.

Agnieszka Małecka: Za czym Ksiądz najbardziej tęsknił tam, na Jamajce?

ks. Kamil Kowalski: Za rodziną i przyjaciółmi. Nie ukrywam, że z samotnością jest mi najtrudniej walczyć. Oczywiście, można porozmawiać z bliskimi przez internet, ale z powodu różnicy czasowej jest to trudne lub wręcz niemożliwe. Dlatego staram się wykorzystywać urlop, by nadrobić te zaległości. Można nasycić szybko głód fizyczny (tęskniłem np. za polską kiełbasą), ale ten głód relacji i przyjaciół jest najtrudniej zaspokoić. Ten rok minął mi bardzo szybko. Poza tym dzięki mediom elektronicznym i społecznościowym mogłem śledzić to, co się dzieje w polskim Kościele i w naszej diecezji. Myślę, że kiedyś misjonarzom było o wiele trudniej, bo nie widzieli długo swoich bliskich, a listy szły miesiącami. Powtarzam to sobie, gdy mam trudniejsze chwile.

Tam Ksiądz ewangelizuje Jamajczyków. A gdzie w Polsce Ksiądz umacnia swoją wiarę?

Pierwsze trzy dni spędziłem w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Tam – poza tym, że załatwia się różne formalności po przylocie – każdy misjonarz czuje się jak w domu. Byłem również na Jasnej Górze. Teraz jadę na parę dni na oazę. Chcę też wyruszyć na rekolekcje w drodze. Mam również okazję posłuchać kazań innych księży, a tego mi brakuje na Jamajce. Kiedy samemu się pracuje w parafii i głosi słowo, to nigdy nie jest się biorcą. Na misjach próbuję sobie to rekompensować tym, że codziennie w internecie słucham kazań innych duchownych – i tak staram się budować swoją wiarę.

Odwiedza Ksiądz też parafie naszej diecezji. Jaką „jamajską lekcję” chce Ksiądz przekazać w Polsce?

Jamajczykom można pozazdrościć radości i wdzięczności Panu Bogu. Jedno z ich haseł brzmi: „Gratitude is a must” („Wdzięczność jest koniecznością”). Na pytanie, jak się czują, czy wszystko u nich dobrze, zawsze powtarzają: „Jestem wdzięczny, nie mogę narzekać”. To, co mi się rzuciło w oczy po przylocie do Polski, to ten smutek na twarzach i w oczach wielu ludzi. U nas bardzo mało ludzi się uśmiecha. Na Jamajce widzę także duży szacunek do kościoła jako przestrzeni sakralnej, który wyraża się w ubraniu. Jamajczycy mogą żyć w wielkiej biedzie, ale gdy przychodzą do kościoła na Mszę św., wszystkie dzieci są umyte, uczesane i mają wyprasowane ubranka...

W grudniu rozmawialiśmy o Księdza„małej trzódce” i jej wierze pełnej sprzeczności. Z jakimi wyzwaniami duszpasterskimi ksiądz się spotyka?

Najtrudniejsze dla mnie jest to, że ich wiara i życie codzienne nie mają punktu stycznego. Jamajka jest na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o liczbę kościołów jako budynków na jednego mieszkańca, a jednocześnie jest też na pierwszym miejscu pod względem przestępczości wśród wysp na Morzu Karaibskim. To jest kraj wielu sprzeczności. Z jednej strony wszyscy znają i cytują Pismo Święte, a z drugiej strony nie widać realizacji słowa Bożego w ich życiu, oparcia na wartościach. Potrafią modlić się pięknie, spontanicznie, ale nie ma to przełożenia w ich życiu. Dlatego Kościół katolicki kładzie tam duży nacisk na szkolnictwo, na formowanie dzieci i młodzieży, bo trudno coś zmienić u starszego pokolenia.

Jaka forma pomocy jest ważna dla misjonarza? Pieniądze, modlitwa, pamięć?

Bardzo ważna jest modlitwa i pamięć. Gdy rodzice dzwonią do mnie i mówią mi: „Modlili się dzisiaj za ciebie w naszej parafii”, to wtedy nabieram wiatru w skrzydła. Podobnie gdy jakiś ksiądz pisze do mnie, że na katechezie pokazywał moje zdjęcia dzieciom, albo gdy dostaję filmiki z pozdrowieniami. To jest miłe, bo świadczy o tym, że ludzie doceniają moją misję. I nawet jeśli nie widać od razu owoców, to mam pewność, że ta praca ma sens.


agnieszka.malecka@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama