Nowy numer 37/2021 Archiwum

Dzielą się tym, co przeżyli

W ostatnią niedzielę lipca po raz pierwszy obchodzimy Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych, ogłoszony przez papieża Franciszka.

Za 51 lat życia małżeńskiego i za uzdrowienie z choroby Maria Młotkowska z Cieśli k. Wyszogrodu dziękuje Bogu i Maryi każdego dnia. Jest szczęśliwą babcią, która wciąż angażuje się w życie parafii jako doradca życia rodzinnego. Spotyka narzeczonych przygotowujących się do ślubu i opowiada o swoich doświadczeniach, bo – jak sama podkreśla – „trzeba się dzielić tym, co się samemu przeżyło”.

– Lubię, gdy ktoś mnie słucha i zadaje pytania; gdy jest zainteresowany tym, co mam do powiedzenia. Nie chcę prawić morałów, ale podzielić się tym, co przeżyłam – zwyczajnymi życiowymi sprawami. Po prostu chcę przekazać moje świadectwo – mówi pani Maria. Stara się pamiętać przede wszystkim to, co dobrego wydarzyło się w jej życiu. Jak podkreśla, na emeryturze z mężem mają więcej czasu dla siebie i na modlitwę.

– Jeśli mam jeszcze jakieś marzenia, to choćby to, aby nie cierpieć. A jeśli już, to chciałabym godnie to znieść i godnie umierać. Marzę też o tym, aby dzieci były zdrowe i szczęśliwe, aby wnuki nie porzuciły wiary i żeby świat zmienił się na lepsze – mówi pani Maria. Wśród radości dnia jedną z największych jest telefon od dzieci i wnuków albo ich wizyta. – To dla nas bardzo ważne, gdy dzielą się z nami swoimi radościami i problemami, gdy okazują proste, nawet drobne gesty życzliwości. Ucieszyło mnie na przykład, gdy wnuczka poprosiła mnie o przepisy na wigilię. Otrzymałam je od mojej prababci. Do przepisów dodałam rysunki, jak należy te dania przygotować – opowiada pani Młotkowska.

Takiej lekcji  się nie zapomina

– Często jest tak, że od babci i dziadka otrzymujemy jakieś „dopełnienie”, coś bardzo ważnego, czego nie dostajemy od rodziców – uważa Aldona Wiśniewska z Glinojecka, która ma piękne wspomnienie o swojej babci Joannie.

– To była mama mojej mamy. Pan Bóg dał jej długie życie, bo doczekała 90 lat. Wcześnie owdowiała, a miała siedmioro dzieci. Żyła bardzo skromnie, w trudnych warunkach. Dlatego gdy jeszcze jako mała dziewczynka patrzyłam na nią, zawsze widziałam ją zapracowaną, zagonioną, ale jednoczenie zawsze uśmiechniętą, zadowoloną, pełną takiej świeżości i zachwytu życiem. Już wtedy, w dzieciństwie, ujmowało mnie to, że babcia po całym dniu ciężkiej pracy nie położyła się spać, dopóki się nie pomodliła. Zawsze zapraszała mnie do modlitwy, ale często przy niej zasypiała. Wtedy szturchałam ją lekko w bok i budziłam – wspomina z uśmiechem pani Aldona. Postawa babci Joanny była dla niej lekcją życia.

– Myślę, że to doświadczenie na pewno w wielu sprawach mnie ukierunkowało i ukształtowało. Babcia pokazała mi, że można przeżywać trudności, a jednocześnie być pogodnym, w dodatku innych obdarowywać swoją miłością – opowiada A. Wiśniewska. Do dzisiaj szuka niepowtarzalnego smaku kuchennych specjałów babci – rosołu, ciasta czy zupy mlecznej, jakie gotowała, angażując w to (i w inne zadania domowe) wnuki. Ale było w tym wszystkim coś jeszcze ważniejszego.

– Myślę, że dla babci była ważna jedność w rodzinie. Ona naszą rodzinę jednoczyła – uważa pani Aldona. Jej mąż Artur, z którym od ponad 20 lat prowadzi muzyczny zespół ewangelizacyjny Moja Rodzina, a od kilku lat tworzy fundację Tak dla Rodziny, ma również głębokie doświadczenie jedności takiej wielopokoleniowej rodziny. – Dla moich rodziców zawsze było ważne gromadzenie się wokół stołu całej naszej rodziny, w tym dzieci moich, mojego brata i siostry. Gdy były to momenty świąteczne, czy to urodziny, czy imieniny, czy jakieś święto państwowe lub religijne, to zawsze czekało się na jakieś słowo, na wskazówki. Myślę, że to także nas wszystkich formowało, przy czym odbywało się bardzo naturalnie – opowiada Artur Wiśniewski. Dzisiaj, gdy jest jakiś kłopot w rodzinie, na przykład zdrowotny, panuje u nich niepisana zasada: „babci nie mówmy”. Jak mówią, „babcię po prostu trzeba chronić”. Ale jeśli dzieje się coś dobrego i ważnego w życiu wnuków, to taką wieścią już trzeba się podzielić.

Kluczem jest pojednanie

Na płaszczyźnie duszpasterskiej i profesjonalnej – jako psycholog – z seniorami spotyka się i pracuje ks. dr Rafał Pabich, wikariusz z płockiej fary, zaangażowany w Centrum Psychologiczno-Pastoralne „Metanoia”.

– Jest pewna sprawiedliwość w przeżywaniu wieku senioralnego, bo starzeją się zarówno bogaci, jak i biedni, uczeni, jak i prości. W starości i chorobie każdy potrzebuje drugiej osoby, która będzie blisko, okaże życzliwość, będzie miała czas. Pandemia pokazała, jak bardzo seniorzy – zwłaszcza w domach pomocy społecznej – pragnęli kontaktu i tęsknili za najbliższymi – mówi kapłan. Jak tłumaczy, z punktu widzenia psychologicznego ważne jest, aby wchodząc w wiek senioralny, pogodzić się z własnym życiem, przebaczyć sobie samemu to, co się w życiu nie udało, zapomnieć to, co było złe, i wzmocnić wdzięczność. – Potrzeba też zaakceptować własne ograniczenia – dodaje psycholog.

– To jest ten czas, kiedy trzeba dojrzeć do życiowej mądrości, a kluczem jest tu człowieczeństwo. To wreszcie czas właściwy, aby dojrzałym i doświadczonym przez życie sercem uwierzyć naprawdę Bogu oraz zawierzyć Jego opatrzności swój los – uważa ks. Pabich. – Ten czas jest również po to, aby uregulować i zamknąć różne sprawy, aby – jeśli trzeba – zaakceptować śmierć współmałżonka albo własną niedołężność – przypomina kapłan. Jak mówi, starość jest „wyzwaniem, aby samemu nie zgnuśnieć”. – Starszy człowiek może też być trudny dla otoczenia, złośliwy, zagniewany... – przyznaje. – Dlatego gdy wchodzi się w wiek senioralny, trzeba pamiętać, że kluczem do szczęśliwej starości jest pojednanie – uważa.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama