Nowy numer 37/2021 Archiwum

Za tych, co już nie wierzą

Mija 80 lat od męczeńskiej śmierci w Działdowie bł. Marii Teresy Kowalskiej, klaryski kapucynki z Przasnysza.

Ta błogosławiona nie jest tak dobrze znana jak biskupi męczennicy z Działdowa, lecz jej świadectwo jest nie mniej wymowne. Wychodzi jakby z cienia klauzury; jest stosunkowo niewiele informacji, którymi dysponujemy na temat jej życia.

„Zaginięcie wielu dokumentów z archiwum klasztoru kapucynek w czasie zawieruchy wojennej pozbawiło badaczy duchowości s. Teresy wielu ważnych źródeł. W przeprowadzonym procesie beatyfikacyjnym trzeba było odwołać się również do świadectw jej współsióstr. Z zeznań mniszek wynika jednoznacznie, że błogosławiona wiernie żyła charyzmatem zakonu, pomnażając dziedzictwo duchowości swojej wspólnoty” – pisał o. Kazimierz Synowczyk, kapucyn, w książce „Miłosierdzie w życiu i męczeństwie bł. kapucynki Marii Teresy Kowalskiej”.

Urodziła się w Warszawie w 1902 roku. Ze skąpych informacji na temat jej rodziny można przypuszczać, że jej ojciec sprzyjał socjalistom i ok. 1920 r. z częścią rodziny wyjechał do Związku Sowieckiego. Gdy Mieczysława miała 21 lat, w 1923 r. wstąpiła do zakonu Mniszek Klarysek Kapucynek w Przasnyszu. Zwierzała się siostrom i z tego, co im mówiła, wynikało, że przez taki wybór życia i powołania chciała podjąć ekspiację za swoją rodzinę, do której wkradł się duch ateizmu. W zakonie przyjęła imię Teresa od Dzieciątka Jezus. Śluby wieczyste złożyła 26 lipca 1928 roku. O tym, do jakiego klasztoru wstąpiła, świadczy zapis w „Miesięczniku Pasterskim Płockim” z 1926 r., gdy biskup Antoni Julian Nowowiejski przeprowadził w tym miejscu wizytację kanoniczną.

„Siostry żyją w ubóstwie i umartwieniu. Habity noszą bardzo grube, zachowują nocne czuwanie, podczas którego odmawiają brewiarz, mieszkają w maleńkich celach, sypiają w trumnach. Miasto i okolica zażywa już od kilku godzin snu pokrzepiającego, już północ, a z sygnaturki kościelnej dzwonek woła służebnice Boże do modlitwy. Zrywają się ze snu spracowane pracownice, spieszą do chóru i idzie niby wonne kadzidło modlitwa tych dziewic Bogu poślubionych przed tron Pański (...). A nie tylko modlą się zakonnice, ale i pracują, i trudem rąk swoich obok miłosierdzia świadczonego im przez innych żyją”. Siostra Teresa była wątła i chorowita. Jej życie było ciche i oddane całkowicie Bogu. „Swoją postawą zjednywała sobie zaufanie” – mówiła później jedna z sióstr. W przasnyskim klasztorze spełniała różne funkcje – była furtianką, zakrystianką, bibliotekarką, mistrzynią nowicjatu i dyskretką.

Kilkakrotnie odwiedzał mniszki w Przasnyszu bp Leon Wetmański i wygłaszał do nich konferencje. Kiedyś po jednej z nauk, w swobodnej rozmowie, jedna z sióstr miała wyrazić pragnienie, że chciałaby zostać męczennicą. Biskup na te słowa spoważniał i powiedział: „Do łaski męczeństwa trzeba się przygotowywać całe życie, inaczej gdyby męczeństwo przyszło, nie wytrwa dusza”. Prawdopodobnie słyszała te słowa przyszła błogosławiona. 2 kwietnia 1941 r. Niemcy aresztowali wszystkie 36 sióstr i wywieźli je do obozu koncentracyjnego w Działdowie. Zamknięto je w jednym pomieszczeniu. Wtedy s. Teresa chorowała już na gruźlicę. W nieludzkich warunkach znosiła mężnie cierpienia. Gdy już była bliska śmierci, ale wciąż świadoma, mówiła: „Ja stąd nie wyjdę, swoje życie poświęcam, żeby siostry mogły wrócić”. Często pytała swej opatki: „Mateczko, długo jeszcze? Czy prędko umrę?”.

Taką postawą pogodzenia się z wola Bożą budowała inne siostry obecne z nią w celi. Zmarła w nocy 25 lipca 1941 roku. Jej ciało zabrano, a miejsce jej pochówku nie jest znane. Ta śmierć wywarła wielkie wrażenie na siostrach, tym bardziej że zgodnie z tym, co mówiła s. Maria Teresa, w dwa tygodnie po jej śmierci, 7 sierpnia 1941 r., siostry rzeczywiście zostały zwolnione z obozu. O kult bł. s. Marii Teresy Kowalskiej troszczy się w Działdowie ks. Marian Ofiara, kustosz tamtejszego sanktuarium. Zna miejsca, w których ewentualnie mogła zostać pochowana zakonnica z Przasnysza, jednak nie jest możliwe zidentyfikowanie konkretnego grobu, bo zwłoki zamordowanych Niemcy później palili. – Są miejsca w lesie białuckim, gdzie prochy sięgają 4 metrów w głąb. Taki jest ich ogrom – opowiada kapłan

W czasie ekshumacji prowadzonych przez IPN udało się jednak odnaleźć krzyżyki, medaliki czy fragmenty szkaplerza. Może któryś z nich należał do s. Teresy? Korzystałem z: s. Donata Koska, „Życie ukryte przed światem. Dzieje klarysek kapucynek z Przasnysza – 150 lat istnienia zakonu”, Pelplin 2017.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama