Nowy numer 37/2021 Archiwum

Ptasim tropem

Beata Kiljan z Płocka, należąca do Polskiego Związku Fotografów Przyrody, opowiada o wyprawie pod Odessę na obserwację ptaków, które w Polsce coraz trudniej spotkać.

Agnieszka Małecka: Czy jedzie się na taką wyprawę, by zobaczyć konkretne gatunki, z konkretnym planem i oczekiwaniami?

Beata Kiljan: Jadąc na taką obserwację, trzeba dany temat przygotować, to znaczy wiedzieć, że jeśli akurat chce się jechać w maju, to należy się spodziewać konkretnych gatunków ptaków. Ja pojechałam do Odessy, by obserwować przede wszystkim kraski, bo były wtedy bardzo aktywne, w okresie godowym (tokowały). Jest to nieduży, ale przepiękny ptak, który w locie pokazuje bogactwo barw, takich jak błękity, fiolety i szafiry. W tamtych rejonach Ukrainy żyje ponad tysiąc par, natomiast w Polsce jest to ptak skrajnie nieliczny. W Płocku na pewno można go zobaczyć w zoo i podobno ktoś go zaobserwował kiedyś nad Wisłą. Jeszcze w latach 70. liczebność kraski w Polsce szacowano na ok. tysiąca par. W połowie lat 80. było ich już ok. 500, natomiast w 2019 r. – już tylko 13 par.

Tam, pod Odessą, ten gatunek ma lepsze warunki, m.in. ze względu na dużą liczbę nieużytków. W ogóle są to bardzo atrakcyjne tereny zarówno dla ptaków gniazdujących, jak i migrujących. Jest tam dużo cieków wodnych, to dzikie tereny i dobry klimat – ciepło, duża wilgotność i naturalne rolnictwo, które nie szkodzi ptakom. Ponadto pojechałam tam dla szczudłaków i kobczyków. Fotografowaliśmy też bączki, syczka (gatunek małej sowy), dzierzbę czarnoczelną i żołny. Te ostatnie u nas też występują i – co ciekawe – zwiększają swoją liczebność w Polsce. Ale mimo wszystko nie jest łatwo je spotkać.

Jakie mieliście warunki obserwacji?

Przede wszystkim tam nie ma takich czatowni jak w Polsce. Albo fotografuje się z samochodu, który wcześniej się kamufluje siatką maskującą, albo buduje się tymczasową czatownię. Odessa, do której pojechałam, jest przepięknym miastem, ciekawym architektonicznie, a część zabytków związana jest z Polską. W mieście tym widać wpływy zachodnie, wschodnie i południowe. Ma ono wyjątkową historię, jest wielokulturowe, co widać m.in. w restauracjach, gdzie podają smaczne, różnorodne jedzenie. Jednak w samym mieście nie ma tych ciekawszych ptaków.

Trzeba było pojechać w jego okolice, i to najczęściej zjechać z dróg asfaltowych, a tam gleba jest bardzo żyzna i tłusta. Po deszczu (a akurat w tym czasie było go sporo) natychmiast ziemia oblepia koła samochodu, uniemożliwiając podróżowanie. W czasie jednej z obserwacji pojechaliśmy z miejscowym ornitologiem, zaprzyjaźnionym z kolegą, który nas zaprosił. Jechaliśmy 30-letnią, pordzewiałą ładą nivą, ale ów ornitolog zapewniał nas, że ona nigdy go nie zawiodła. Na obserwacji kraski byliśmy cztery razy. Wstawało się o 2.30, jechało na miejsce, wchodziło do tej przenośnej czatowni po ciemku, żeby ptaki nie widziały, i czekało jeszcze z półtorej godziny, aż słońce wzejdzie, zanim zrobiło się pierwsze zdjęcia.

Dobrze jest mieć przewodnika, innego pasjonata ptaków w takiej wyprawie?

Myślę, że dobry przewodnik, który wie, gdzie są dane ptaki, to podstawa. Kolega, zapraszając nas na Ukrainę, pytał, jakie mamy oczekiwania, co byśmy chcieli zobaczyć. On jest fantastycznym przyjacielem, bo dzieli się swoją wiedzą. Jest Polakiem, ale mieszkając tam, wiele już odkrył. Poza tym także korzysta z pomocy znajomych, miejscowych przewodników.

Co jest ważniejsze – sama obserwacja czy zdjęcie ptaka?

Ja zawsze wolałam obserwację, a fotografia była dla mnie dopełnieniem. Ale często jest tak, że widziało się już kilka razy dany gatunek, więc rośnie apetyt na to, by lepiej go pokazać. Ale nigdy nic na siłę. Jest kilka ważnych zasad. Trzeba na przykład wiedzieć, o jakiej porze dnia przyjechać w dane miejsce, trzeba ocenić, jaki będzie kierunek przemieszczania się światła, jakie miejsce zająć, aby ptakom nie zaszkodzić, ale zrobić dobre zdjęcia. Trzeba też pamiętać, że w czasie obserwacji nie można się przemieszczać, by nie wystraszyć ptaków. Dobre zdjęcia to olbrzymia radość, ale to obserwacja jest najważniejsza. Przyroda uczy pokory, bo czasem można się świetnie przygotować, mieć dobry plan, a ona i tak zrobi swoje. Zawsze cieszymy się z tego, co dana sytuacja pokaże. Ważne są przeżycia i wspomnienia, a w ich przywołaniu pomagają zdjęcia. Przede wszystkim jednak, tak jak powiedziałam, dobro ptaków jest zawsze najważniejsze.


agnieszka.malecka@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama