Nowy numer 30/2021 Archiwum

Poezja ocala w nas człowieka

Aktor Dariusz Kowalski, który w Glinojecku poprowadził warsztaty recytatorskie dla młodzieży, w rozmowie z "Gościem Płockim" mówi o mocy słowa, docieraniu do jego znaczenia i misji dzielenia się pięknem i dobrem.

Agnieszka Małecka: Takie warsztaty recytatorskie z młodzieżą to zupełnie inna forma spotkania niż teatr, inny rodzaj energii niż ta, jaką daje scena. Lubi je Pan?

Dariusz Kowalski: Cieszę się, że są młodzi ludzie, dla których poezja jest ważna i którzy chcą się czegoś nauczyć, czegoś nowego dowiedzieć. Także o sobie, bo każde spotkanie z poezją to jest spotkanie z sobą samym, ze swoją wrażliwością, sposobem patrzenia na świat. Tak, lubię takie spotkania, bo lubię poezję… ona ocala w nas człowieka.

Jak ożywić tekst poetycki, szczególnie ten dobrze wszystkim znany?

Po prostu "przepuścić go przez siebie". Żeby tekst dotknął serca mojego słuchacza, musi dotknąć najpierw mojego serca, muszę się z nim spotkać osobiście, wręcz intymnie, znaleźć do niego swój "klucz". Pytanie "jak" jest zawsze na końcu, bo to jest pytanie o formę, a forma jest rzeczą drugorzędną wobec treści. Najważniejsze jest zawsze pytanie: "po co?". Warsztat spełnia rolę służebną.

Jakich mistrzów słowa spotkał Pan w swoim życiu?

Na szczęście bez trudu możemy dziś posłuchać nieżyjących już Gustawa Holoubka, Zbigniewa Zapasiewicza, Wojciecha Siemiona czy wielu innych mistrzów słowa mówionego. To pisane było zawsze łatwiej dostępne. W moim rodzinnym domu często czytało się wiersze dla dzieci. To były pewnie początki. Moje zamiłowanie do aktorstwa wzięło się z miłości do słowa, którą zaszczepiła mi w rodzinnych Siemiatyczach nieżyjąca już pani Zofia Piętkowa, prowadząca w mieście kilka teatrów amatorskich. W szkole pomaturalnej dla instruktorów teatralnych (PSKOiB) w Ciechanowie spotkałem panią Ewę Różbicką, której zawdzięczam bardzo wiele, jeśli chodzi o naukę sztuki recytacji. Przez jej ręce przeszło zresztą wielu znanych dziś aktorów. Śp. pani Ewa miała umiejętność "wyciągania”" z każdej osoby jej indywidualności. Nauczyła mnie tego, że tekst ma być po prostu mój.

A gdy się Pan z tekstem nie zgadza?

Nie zgadzam się z pogardą dla człowieka, z bezmyślnością, chamstwem, a te zjawiska są w poezji rzadkie, poezja nie jest sztuką barbarzyńców. Rozmawiamy o recytacji, tu kluczowy jest mój stosunek do mówionego tekstu i z tej pozycji występuje recytator, zachowując pełną wolność i swoją indywidualność. Może sobie pozwolić na luksus dystansu. Nieco inna sytuacja jest w aktorstwie. Nie muszę się podpisywać pod poglądami czy postawami granej postaci, na przykład z dramatu Szekspira, Czechowa czy Mrożka, ale gram rolę, daną postać, nie stosunek do niej. To zostawiam widzowi. Ja muszę znaleźć jakąś drogę do postaci, jakiś punkt zaczepienia, coś bliskiego sobie. Jakoś ją poczuć, jakoś się do niej zbliżyć, czy to przez wyobraźnię, własne doświadczenie, czy doświadczenie innych. Uczynić ją wiarygodną. Aktor daje postaci swoje ciało, pracuje na własnych emocjach, więc ponosi czasem wysoki koszt emocjonalny, ale taki jest ten zawód. A w efekcie końcowym liczy się także kontekst całości, w jakiej osadzona jest konkretna rola - przedstawienia czy filmu. Na szczęście nie ma obowiązku przyjmowania każdej propozycji… Tu znowu ważniejsze od tego co gram, jest pytanie: "po co"?

Jak się zbliżyć do tekstu, który w edukacji szkolnej kolejnych pokoleń został w pewien sposób "zabity"?

Przede wszystkim trzeba go czytać. Na głos. Wtedy słowo zyskuje ciało. Zyskuje swoje brzmienie w naszych ustach. Wypowiadane, w jakiś sposób przechodzi przez nas. Nie możemy już zostać obojętni. Jeżeli natkniemy się na jakieś słowo, którego nie rozumiemy, dowiedzmy się, co ono znaczy. Poznajmy kontekst historyczny. Wtedy słowo obudzi w nas pasję szukania, odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Warunkiem jest po prostu nasza chęć wyruszenia w tę fascynującą podróż. Najważniejsza z ksiąg - Biblia, w większości domów stoi na półce, ale jeśli jej nie otwieram, pozbawiam się prawdziwych skarbów. A tam są skarby słowa wyjątkowego. Słowa Żywego, Słowa, które stało się Ciałem w sensie dosłownym! Tu dotykamy już rzeczy ostatecznych. Tajemnicy przez duże „T”. Ale myślę, że każde słowo, które wyszło spod pióra prawdziwego poety, w jakiś sposób nas do niej zbliża.

Czy ważne jest dla Pana milczenie? Czy to też narzędzie w pracy aktora?

Milczenie jest bardzo ważne jako środek wyrazu. Może nawet najważniejsze. Milczenie przygotowuje grunt pod słowo.

Pytam, bo dzisiejsze czasy są rozkrzyczane. Potoki słów, komentarzy leją się ze wszystkich stron…

Sami to sobie fundujemy, na przykład poprzez ciągle włączone telewizory, radia, smartfony. Ale te urządzenia na szczęście dają się wyłączyć, warto korzystać z tej funkcji.

Jednocześnie niektórym słowom, pojęciom nadaje się dziś nowe znaczenie…

Tak, bo kto zmienia język, ten zmienia rzeczywistość. Moc słowa jest ogromna i trzeba sobie zdawać z tego sprawę. Mamy do czynienia nawet ze swego rodzaju terrorem, pewne słowa nagle stają się wręcz zakazane, a inne, często jakieś językowe potworki, nagle wynoszone są na piedestał.

Wydaje się, że równolegle do pracy aktorskiej ważną formą Pana aktywności w ostatnich latach stał się udział w spotkaniach o charakterze ewangelizacyjnym, na których dzieli się Pan swoją wiarą, świadectwem życia. Czy to rodzaj misji?

Myślę, że każdy ma jakąś misję… Niedawno słyszeliśmy w liturgii słowa z 2 Listu do Koryntian: "my także wierzymy i dlatego mówimy…". Dostałeś jakieś dobro, to dziel się nim. Doświadczyłem w życiu miłości Boga, więc trzeba się tym dzielić! Aktorstwo też traktuję jako rodzaj misji, jako dzielenie się pięknem, jakimś dobrem, pokazywanie prawdy o człowieku. To mnie w ogóle popchnęło do tego zawodu. Oczywiście to jest podszyte bardzo mocno egoizmem, bo aktorstwo jest zawsze stawianiem siebie w centrum zainteresowania. Na szczęście to najważniejsze słowo - Słowo Boże, to obecne w Biblii, uciera mój egoizm. Ono jest jak "miecz obosieczny”. Przenika człowieka. "Jest żywe i skuteczne". Stawianie swojego życia w świetle tego Słowa pomaga dostrzec prawdę o sobie, o swojej słabości, pysze, o swoim grzechu. Ale stawia to wszystko w świetle Bożej miłości. Daje najważniejszą rzecz: nadzieję! To słowo oczyszcza i zbawia, pod warunkiem, że się je zażywa regularnie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama