Nowy numer 32/2022 Archiwum

Miód na serce

Te przesympatyczne zwierzęta, przypominające mniejsze lamy, od niedawna można zobaczyć w ogrodach za płocką świątynią i klasztorem przy Kazimierza Wielkiego. Ich zadaniem będzie pomoc w terapii.

Jeszcze przed pandemią w ogrodach mariawickich odbywało się ekumeniczne spotkanie płockich chrześcijan w Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Stworzenia. Teraz w tym miejscu zadomowiły się... zwierzęta – pochodzące z Peru alpaki. Mają tu specjalnie przystosowane pomieszczenia – alpakarnię i wybieg. To małe stadko liczy pięć osobników o imionach: Basia, Bunia, Domino, Duffi i Wojtuś (najmłodszy).

Niedługo ma dołączyć szósty. Gdy przyjechały do Płocka na początku maja, przypominały nietypowe owieczki – z długą szyją, wielkimi oczami i puchatym futrem. Niedawno zostały ostrzyżone, a ich wspaniała wełna, która ma znakomite właściwości ma wiele zastosowań. W Płocku ich zadaniem będzie przede wszystkim pomoc w terapii, skierowanej m.in. do osób niepełnoprawnych. Jednak tzw. alpakoterapia, która w Polsce staje się coraz popularniejsza, może tak naprawdę służyć każdemu, bo te zwierzęta wywołują uśmiech u wszystkich ludzi – i małych, i dużych.

Skąd w ogóle pomysł na taką hodowlę w tym miejscu?

Z inicjatywy bp. Karola Marii Babiego, biskupa naczelnego Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, zostało powołane Stowarzyszenie „Miłosierdzie i Miłość”. Zrodził się także pomysł, by otworzyć tu Centrum Integracji Społecznej. W projekt została m.in. wpisana alpakoterapia. Otrzymał on dotację z Urzędu Marszałkowskiego i na początek będzie obejmował wsparciem 20 beneficjentów, w tym osoby wykluczone, bezdomne, trwale bezrobotne. Niedługo w ogrodach pojawią się też ule. W ramach działań centrum będzie więc m.in. możliwa produkcja miodu z pasieki. Tymczasem alpaki stały się wielką atrakcją dla płocczan, tym bardziej że ich małe stadko żyje przecież w centrum miasta.

– Gościliśmy już pierwsze grupy dzieci i reakcje były bardzo pozytywne. Do zagrody alpak wchodziły po 3–4 osoby i bez problemu karmiły je marchewką, która jest przysmakiem tych zwierząt. Narazie nie dają się głaskać, ale myślę, że już samo przyjście tu, samo nakarmienie z ręki wywołuje uśmiech naszych gości. Gdy przychodzą grupy dzieci, powtarzam im, że muszą się uśmiechać, bo inaczej alpaka nie podejdzie. To są zwierzęta, które wyczuwają ludzkie emocje i nie można przy nich być zestresowanym, zdenerwowanym, bo wtedy nie chcą współpracować – wyjaśnia Maciej Tarka, jeden z młodych opiekunów tych zwierząt, z wykształcenia pedagog.

Faktycznie, chociaż alpaki są trochę nieufne i stronią od bezpośredniego kontaktu, to jednak są na tyle ciekawskie, że już po chwili podchodzą do człowieka – jakby chciały mu się przyjrzeć z bliska. I zawsze chętnie zjedzą z jego ręki marchewkę, którą uwielbiają. Obcowanie z nimi – głaskanie, przytulanie, czesanie (gdy już na to pozwolą) lub po prostu karmienie poprawia człowiekowi nastrój.

– Nie wiedzieliśmy, że to się spotka z tak dużym zainteresowaniem. Początkowo podchodziliśmy do tego trochę sceptycznie. Ale teraz, chociaż są to zwierzęta wymagające i potrzebujące uwagi, to stadko jest jak miód na nasze serca. Gdy wychodzę z biura i przychodzę do nich, w ogóle nie czuję się, jakbym była w pracy – przyznaje Edyta Wróbel, kierownik Centrum Integracji Społecznej powstającego przy mariawickiej parafii. Alpaki oraz urokliwe ogrody czekają już na gości: w tygodniu od wtorku do piątku, a także weekendy, gdy przewidziane są dodatkowe atrakcje, w godz. od 10 do 16. Szczegółowe informacje można znaleźć na fanpage’u pod nazwą „Alpaki na Wzgórzu”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama