Nowy numer 26/2022 Archiwum

Jest tu ktoś, kto ma dobre serce

Siostry pasjonistki z własnego życia – w którym było wiele krzyży i zmartwychwstania – piszą niezwykłą biografię swojego powołania.

WStaroźrebach k. Płocka jest dom Zgromadzenia Sióstr Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa, w którym przebywa wiele starszych zakonnic. Historia każdej z nich – jak chociażby zmarłych niedawno s. Hanny Gajewskiej, o której ofiarowaniu się za życie młodego człowieka pisaliśmy w „Gościu Płockim”, czy s. Ładysławy Młynarskiej, wieloletniej zakrystianki w ciechanowskiej farze – jest niepowtarzalna. To z ich niezwykłych losów składa się ten jubileusz, one są jego bohaterkami i one tworzą jego narrację. Dwie uśmiechnięte siostry – Beniamina Kulazińska i Letycja Wanarska – wybrały życie zakonne ponad 60 lat temu. Siostra Beniamina pochodzi z Płońska.

– Moje dzieciństwo minęło w „cieniu” sióstr pasjonistek, bo mieszkaliśmy obok dawnego gimnazjum zamienionego przez Niemców na szpital. Tam one pracowały. Niezapomniana była zwłaszcza postawa s. Zenony Polak, która w czasie okupacji z narażeniem życia leczyła i ratowała polskich żołnierzy, znajdując dla nich fałszywe dokumenty, zaś do trumien, w których mieli być wywożeni ze szpitala zmarli, siostra nasypywała kamieni. I tylko mój tata, który te trumny wywoził, czasami mówił w domu, że są bardzo ciężkie – wspomina s. Beniamina.

Zapatrzona od dziecka w siostry pielęgniarki, a potem katechetki, młoda dziewczyna z Płońska zapragnęła życia zakonnego. – Ich duchowość wydała mi się bliska przez to, co sama przeżyłam i co u nich zobaczyłam. Wiedziałam, że są to pasjonistki, a w mojej rodzinie szczególnym czasem był Wielki Post. Dziadkowie i rodzice zwracali nam uwagę, jak ważny jest kult krzyża i nabożeństwa do męki Pańskiej. Atmosfera domu, trudny czas okupacji, życie „jakby ukrzyżowane” i świadomość, że Pan Bóg jakoś nas prowadził przez ten krzyż, zaprowadziły mnie do tego zgromadzenia – opowiada s. Beniamina. Siostra Letycja Wanarska pochodzi z Włodzimierza Wołyńskiego.

Miała trzy lata, gdy w 1945 r. przeprawiła się z rodzicami przez Bug i nową polską granicę. Jej mama, Nieoniła, pochodziła z rodziny prawosławnej, ale gdy brała ślub, przeszła na katolicyzm. – Moja rodzina ocalała z rzezi wołyńskiej. Każdego dnia rodzice dziękowali za to, że żyją, a mama w dowód wdzięczności Panu Bogu nie jadła i nie piła w każdy piątek. Jako dziecko nie zwracałam na to uwagi, dostrzegłam te cotygodniowe posty mamy, gdy byłam już starsza. Gdy wstępowałam do zgromadzenia, naszą rodzinną drogę krzyżową przez Wołyń i matczyne posty „z wdzięczności” odniosłam do mojego powołania do sióstr pasjonatek – wyznaje s. Letycja.

– Gdy pierwszy raz przyjechałam do Płocka, aby bliżej poznać zgromadzenie, miałam nieodparte wrażenie, że jest tu ktoś, kto ma dobre serce. Potem dziwili się moi bliscy, że jestem tak szczęśliwa w zakonie. Choć w klasztorze była wielka bieda, to wstępowało do nas ok. 10 kandydatek na półrocze. Zapamiętałam tamtego ducha poświęcenia, pomocy wzajemnej, solidarności siostrzanej. To mnie trzyma w zgromadzeniu od tylu lat – dodaje s. Letycja. Z kolei s. Beniamina nigdy nie zapomni swej pierwszej zakonnej placówki w Dobrej k. Łodzi.

– Tam była wielka bieda, ale ja byłam szczęśliwa i nie wystraszyłam się tych wszystkich przeciwności. Te dwa lata w Dobrej zahartowały mnie – wspomina. Obie siostry pracowały w katechezie w trudnych czasach komunistycznych, w przykościelnych salkach. Siostra Beniamina założyła grupy TAK, czyli Towarzystwo Autentycznych Katolików. – W Warszawie i Łodzi opiekowałam się grupami młodzieży, która chciała się spotykać jeszcze poza katechezą. To były lata 70. Na spotkaniach była modlitwa, dyskusje, słuchanie muzyki klasycznej, niezapomniane godziny biblijne. Do dziś trwa nasza znajomość. Oczywiście, byliśmy pod lupą IV departamentu MSW. W Łodzi pracowałam z młodzieżą 17 lat, a w Warszawie 10 – wspomina s. Beniamina.

– Zakochałam się w płockiej diecezji, bo przez długie lata pracowałam w Sierpcu, Pułtusku, Płocku, Ciechanowie, Gostyninie. Po 40 latach pracy w katechezie zaczęłam pracę w wydziale katechetycznym kurii. Powtarzałam sobie i innym, że katecheza to nie tylko słowa, ale bardziej czyn – dodaje s. Letycja.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama