Nowy numer 23/2021 Archiwum

Skupiony, milczący i wspomagający

Chwyć Jezusa za rękę i weź odpowiedzialność za Kościół i bliźnich – zdaje się mówić patron parafii w Siecieniu k. Płocka.

Święty Józef szczególnie lubi miejsca dyskretne, ciche i na uboczu. Chętnie dzieli się też swoim patronatem z Maryją – tak jak w Siecieniu, gdzie kościół jest pod wezwaniem Narodzenia Matki Bożej, parafia zaś – Jej Oblubieńca.

To miejsce bogate w historię i świadectwa o niezwykłym patronacie św. Józefa nad tą parafią, chociaż stanowi on raczej duchowe tło dla pobożności maryjnej. Świętemu Józefowi został poświęcony w 1738 r. jeden z ołtarzy bocznych. Z XIX w. pochodzą też dwa obrazy przedstawiające św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Świętą Rodzinę. Jednak najstarsze jego przedstawienie zachowało się na feretronie procesyjnym z drugiej połowy XVIII wieku. Przedstawia sędziwego Józefa, który trzyma za rękę kilkuletniego Jezusa; wydaje się jednak, że to nie Józef prowadzi Jezusa, ale odwrotnie.

– W naszej parafii od 1790 r. istniało Bractwo św. Józefa, o którym mówi wizytacja biskupia z 1817 roku. Kto do niego należał? Ci, którzy odprawili spowiedź i przyjęli Komunię św., którzy modlą się w intencji kościoła i bractwa, którzy ratują dusze w czyśćcu cierpiące jałmużną i modlitwą, bywają na kwartalnych nabożeństwach i dostarczają światło na procesje świąteczne w ciągu roku. W Archiwum Diecezjalnym w Płocku zachowała się księga bractwa z lat 1849–1924, zawierająca listy jego członków – opowiada proboszcz ks. Jan Kurantowicz. Było więc to bardzo konkretne przełożenie wiary i pobożności na praktykę życia.

– Tu zawsze kult św. Józefa rozwijał się przy kulcie maryjnym. Cieszę się, że mamy u nas takie święte towarzystwo Maryi i Jej Oblubieńca, który jest skupiony, milczący i wspomagający. Ja bardzo doświadczam jego opieki, bo bardzo pomaga w sprawach duchowych i materialnych – dodaje proboszcz. Jest jeszcze jeden rys opieki św. Józefa, o którym przypominają tablica i obelisk upamiętniające proboszcza i ponad 20 parafian, którzy zginęli w czasie II wojny światowej. Święty Józef, jako patron na trudne czasy i szczególny opiekun w chwili śmierci, był z pewnością dla nich przewodnikiem i umocnieniem, aby nawet w najtragiczniejszych chwilach iść z Jezusem za rękę – jak to jest pokazane na najstarszym siemieńskim malowidle przedstawiającym św. Józefa.

Wśród ofiar wojny był zamordowany 80 lat temu w Działdowie ksiądz proboszcz Adam Arendzikowski. Był gorliwym duszpasterzem, spowiednikiem sióstr służek z pobliskiego Rokicia, zaangażowanym w koło misjonarzy diecezjalnych; chętnie brał udział w wyjazdach na misje parafialne. Gdy wybuchła wojna, pozostał w Siecieniu do końca, choć sugerowano mu, aby opuścił parafię z obawy przed aresztowaniem. Zatrzymano go jednak 6 marca 1941 r. i – wraz z biskupami, liczną grupą księży oraz mieszkańców Płocka i okolic – wywieziono do Działdowa. Tam przeżył zaledwie kilka miesięcy. Według powiadomienia, które otrzymał z KL Soldau Urząd Gminy w Brudzeniu, ks. Arendzikowski zmarł w sierpniu 1941 r., w wieku 41 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama