Nowy numer 26/2022 Archiwum

On czyta nasze zmartwienia

Potrzeba było takiego roku, aby wiele duszpasterskich zamysłów i duchowych pragnień stało się konkretem, dziełem i czynem. Tak właśnie stało się w Makowie Mazowieckim.

Tam, w ponad 600-letnim kościele farnym, jest ołtarz św. Józefa. Ale choć jest on patronem parafii, to odbiera cześć w bocznej nawie, jak to często bywa ze św. Józefem, pokornym i cichym. – Gdy przychodziłem do tej parafii, mój kolega powiedział mi, abym coś zrobił dla św. Józefa. Jego słowa zostały mi w pamięci, a teraz stają się konkretem dzięki zaangażowaniu wielu świeckich – mówi ks. Stanisław Dziekan, proboszcz parafii farnej w Makowie Mazowieckim.

Zaczęło się od comiesięcznej Mszy św. wotywnej o św. Józefie, która w makowskiej farze jest odprawiana w każdą pierwszą środę miesiąca. Jest to również dzień adoracji Najświętszego Sakramentu, a do szkatuły św. Józefa wierni składają wtedy swoje modlitewne intencje. Wśród nich najwięcej jest próśb o wyjście bliskich z nałogu, o zdanie matury czy egzaminu na prawo jazdy, o trzeźwość i zgodę w rodzinie. Od ponad roku w parafii istnieje również wspólnota św. Józefa, która skupia ok. 15 osób. Dzięki niej powstało m.in. męskie koło Żywego Różańca. – To stała grupa ludzi, którzy są dowodem na to, że św. Józef pomaga i prowadzi w codziennym życiu. Jedna z pań opowiadała mi, jak żarliwie prosiła św. Józefa, aby mąż przestał pić. I stało się tak, że sam ten mężczyzna zakomunikował żonie przed Popielcem, że przez Wielki Post spróbuje być trzeźwy. Dla niej to był cud św. Józefa! – mówi ks. proboszcz.

– W mojej rodzinie jest wielu Józefów, mam więc za kogo się modlić. Kiedyś miałam trudną sytuację z pewnym człowiekiem i nie mogłam z nim dojść do porozumienia. Ale miał na imię Józef, więc prosiłam jego patrona i... problem zaczął się rozwiązywać. Święty Józef dał mi natchnienie, aby tej osobie okazać najpierw akceptację i szacunek – mówi o osobistych motywach pobożności do św. Józefa Anna Urbanowska. Kilka lat temu włączyła się w Duchową Adopcję Dziecka Poczętego.

Odmawiając przez 9 miesięcy modlitwę, w której jest wezwanie do „św. Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Jezusem po narodzeniu”, osobiście doświadczyła, jak ważne jest jego wstawiennictwo w różnych życiowych sprawach. – Modlę się do niego zwłaszcza za małżeństwa przeżywające kryzysy, za matki wychowujące samotnie dzieci i o to, abyśmy mimo pandemii nie odbili się od Kościoła, ale świadomie i odpowiedzialnie byli w nim zaangażowani – dodaje pani Anna. O tym, że św. Józef uczy mężczyzn pielęgnowania zdrowych relacji, jest przekonany Sebastian Płocharczyk.

– Zrozumiałem, że najpierw mam zadbać o relację z Bogiem przez osobistą modlitwę i sakramenty. Wtedy będą uzdrawiane również moje relacje w rodzinie i ze znajomymi. Na adoracji Najświętszego Sakramentu zrozumiałem również, że w materialnych kłopotach powinienem bardziej ufać i polegać na Józefie – mówi pan Sebastian, który jest członkiem męskiego koła różańcowego przy parafii, a niedawno przyjął także szkaplerz św. Józefa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama