Nowy numer 26/2022 Archiwum

Miłosierdzie po prostu

Sięgamy do zapomnianej kroniki lokalnej Caritas. Pisana w trudnych czasach międzywojnia i wielkiego światowego kryzysu, staje się wymownym świadectwem na dziś i wskazówką, jak mądrze pomagać.

Wszystko działo się w tym samym czasie i nieopodal miejsca, w którym s. Faustyna Kowalska ujrzała Pana Jezusa Miłosiernego. Na Starym Rynku siostry Matki Bożej Miłosierdzia prowadziły wówczas zakład Anioła Stróża i zakład wychowawczy dla dziewcząt, a na ul. Sienkiewicza rozwijało swoją działalność powołane do istnienia przez bp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego Towarzystwo Dobroczynności, które w 1932 r. przekształciło się w Caritas.

O zakresie tej działalności charytatywnej świadczą liczby – 170 dzieci w przedszkolu św. Teresy, 120 w zakładzie św. Wincentego, 45 starców w przytułku, 79 starszych osób odwiedzanych w mieście. Caritas miała własną księgarnię i wypożyczalnię książek. Wielu bezrobotnym i biednym rozdzielano żywność i odzież. Bardzo powszechne było wówczas zjawisko żebractwa, dlatego bp Leon Wetmański, który był prezesem Caritas, szerzył ideę „miłosierdzia zorganizowanego”. W jednej z konferencji mówił, że „niezorganizowane miłosierdzie nie tylko ma braki, ale jest szkodliwe. Poniża człowieka. Każe mu wyciągać rękę, przybiera postawę człowieka wzgardzonego” – mówił biskup.

O tym wszystkim mówi kronika, którą od 1931 do 1941 r. z wielkim zaangażowaniem i skrupulatnie prowadziła s. Stefania Głodowska, służka. Obecnie oryginał kroniki znajduje się w Archiwum Głównym Zgromadzenia Sióstr Służek NMP Niepokalanej w Mariówce. Opowiada ona przede wszystkim o ludziach, tych najsłabszych i najuboższych. „Zgłosiło się bardzo dużo osób po węgiel, nie można podołać wszystkiemu, tyle biedy, a czasem to i udają, biorą choć mogliby się obyć. Człowiek wprost nie wie, komu wierzyć” – pisze kronikarka. Wówczas często nikt nie zapamiętywał imion, nie opisywał ich biografii, nie wiadomo, kim byli i co robili, zaś w kronice prowadzonej przez s. Głodowską każdy ma imię, nazwisko i choćby krótką historię życia. Przytacza ona przypadki konkretnych osób, np. wdowy po „zabitym przez wybuch prochu w cytadeli”, która miała 8-letnią córeczkę.

Albo opowiada o „bardzo inteligentnej starszej osobie”, 60-letniej wdowie, która zgłosiła się do Caritas. „Tak przykro, bo oto ta osoba prosi o przyjęcie do przytułku, bo nie ma z czego żyć; płakała jak dziecko. Ks. biskup – prezes (bp Wetmański – red.) obiecał jej, że w biurze będzie mogła coś pomóc. Taka trudna sytuacja, bo co tu zaradzić? Coraz więcej nędzy głodnej się zgłasza” – pisze siostra. Podobnych historii na kartach kroniki jest mnóstwo. Zadziwia spojrzenie nie tylko na poszczególne osoby czy rodziny, ale na całe środowiska, a także pewna próba diagnozy.

Oto przykład: „Chodzi o wpływ na całe rodziny, bo nikt tam (na pewnym płockim osiedlu – red.) do Kościoła nie chodzi (ochrzeni poganie). Ochroną i dziećmi zajęłyby się siostry, wychowywać będą te dzieci w duchu wiary, zaprawią do cnoty. Wieczorami coś kulturalnego trzeba urządzać dla starszych, by ich odciągać od próżniactwa i grzechów. Daleko od miasta, ludzie nie mają w czem iść do Kościoła, szczególniej w zimie. Mogłaby być tam dla nich w niedzielę Msza św. nauka spowiedź” – czytamy. Jest też spis osób zmarłych w przytułku – szczególne świadectwo, bo grobów tych osób przecież już dawno nie ma na cmentarzu, a pozostały tylko te zapiski. Jak refren w notatkach s. Stefanii Głogowskiej pojawia się stwierdzenie: „zwykła praca w biurze, przyjmowanie ubogich i bezrobotnych”. Ale z tego zwykłego rytmu pracy układa się porządek działania. Pierwszym zadaniem Caritas było bowiem powstrzymanie żebractwa w mieście, drugim zaś nawiedzanie ubogich i systematyczna pomoc.

Biskup Wetmański postanowił zaopiekować się prawdziwie ubogimi i uwolnić społeczeństwo od natręctwa tych, którzy żebrać nie powinni. Kosztowało to dużo trudu i pracy, przede wszystkim nad mentalnością tych osób. Świadectwem tego są zapiski z kroniki. Jej dopełnieniem może być fragment listu biskupa z 1932 r. do jednej z sióstr służek: „Niczego nie pragnę na ziemi, ale za podanie strawy, przyodzianie w imię Chrystusa jednego ubogiego, wszystko bym oddał z radością i to, co mam, i co by mnie mogło spotkać do końca życia” – pisał biskup, przyszły męczennik i błogosławiony.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama