Nowy numer 23/2021 Archiwum

Jak kocha Bóg?

Rafał Porzeziński, który co tydzień w programie „Ocaleni” w TVP pokazuje historie ludzi wychodzących z nałogów, gościł z serią konferencji w parafii w Białej.

Dziennikarz radiowy i telewizyjny sam należy do ocalonych, po latach aktywnego uzależnienia od hazardu. Doskonale, od środka, zna mechanizmy nałogów, dlatego jako trener terapii uzależnień pomaga innym w walce o nowe, wolne życie. W jednym z wywiadów wspominał, że długo walczył o to, aby w telewizji publicznej pojawił się program, w którym mówi się o uzależnieniach. I tak powstał cykl „Ocaleni”, który nie skupia się na sensacyjnej warstwie ludzkich historii, ale na nadziei, a także mocy miłości i wiary.

I z takim właśnie przesłaniem Rafał Porzeziński przyjechał do parafii św. Jadwigi Śląskiej w Białej, na zaproszenie proboszcza ks. Zbigniewa Kanieckiego, zajmującego się od lat duszpasterstwem trzeźwości. – Kochani, proszę was, abyście dzisiaj wieczorem, patrząc w lustro, popatrzyli głęboko w oczy temu, kogo tam zobaczycie, i powiedzieli: „kocham cię” – zachęcał dziennikarz podczas jednej z konferencji przed Mszą św., w trakcie Rekolekcji dla bezsilnych w Białej. Dlaczego bezsilnych?

– Nie ma sensu udawać, że Kościół jest dla silnych, zdrowych. Jezus przyszedł do tych, którzy źle się mają – mówił R. Porzeziński. I nie chodzi tylko o alkoholizm czy uzależnienie od narkotyków, ale po prostu każdy ludzki upadek, grzech, który na plakacie zapowiadającym te rekolekcje symbolizowała kula przykuwana dawniej do nogi więźnia. – Wołanie: „Boże, ratuj!”, które dokonuje się właśnie tu, w sakramencie pojednania, to jest coś, co w jednej chwili sprawia, że z milionowego długu wychodzisz zwycięski, jesteś w samym sercu miłości, która dla ciebie jest absolutnie nieodwołalna – mówił z mocą prelegent, wskazując na konfesjonał, a potem na krzyż stojący przy ołtarzu. Nieodwołalność to jedna z cech miłości Bożej, o której mówił w Białej. Są też inne.

– Jest cała masa rzeczy na świecie, które są piękne, ale kosztują. Miłość Boga jest całkowicie za darmo. Nawet jeśli jesteś w stanie sobie wyobrazić sytuację, że jesteś absolutnie sam na całym Bożym świecie, to On nie byłby w stanie cię kochać bardziej, niż cię kocha teraz. Bóg czasem puka do ciebie przez całe twoje życie, ze swoim superplanem, który przekracza to, co ty jesteś w stanie dla siebie wymyślić. On się nie zraża. On cały czas jest, stoi i czeka na twój gest – przekonywał gospodarz programu „Ocaleni”. I kolejne ważne przesłanie tej konferencji – Bóg ma w swojej wszechmocy granicę, jaką wyznaczy mu człowiek. – On tak serio pozwala nam podejmować decyzje, że decydujemy nawet o tym, czy chcemy być kochani, czy nie. On ograniczył się naszym wyborem i swoim wcieleniem. Stał się jednym z nas, żeby pokazać, jak się kocha z bliska – mówił Rafał Porzeziński. Bo przecież nie da się kochać na odległość, także w relacjach miedzy ludźmi.

– Możesz oczywiście wysyłać dowody swojego przywiązania i pracując w Stanach Zjednoczonych, posyłać dzieciom paczki, kartki czy mejle. Ale czy to sprawi, że one będą się czuły kochane przez ciebie? Wątpię – stwierdził. Jak mówił, człowiek współczesny często myli miłość z jej podróbkami, takimi jak akceptacja, tolerancja, seks. Na przykład tolerancja, jak uważa R. Porzeziński, stała się „bóstwem XXI wieku”. – Czy ja mogę być tolerancyjny wobec tych, z którymi dzielę życie? Tak, jeżeli ich nie kocham. Tolerować mogę rzeczy trzeciorzędne, ale nie fundamentalne, od których zależy nasze życie, naszych bliskich, naszych rodzin – przekonywał. Podobnie jest według niego z akceptacją. – Jeżeli cię kocham, to nie będę akceptował twojego złego zachowania, bo zależy mi na twoim rozwoju. Chcę byś się zmieniał. Byś dojrzewał. Więc nie będę akceptował tego, że tkwisz w błędzie – wyjaśniał Rafał Porzeziński, który jest również rzecznikiem Ogólnopolskiej Rady Wspólnoty św. Jakuba 12 kroków dla chrześcijan.

I właśnie reprezentacja tej wspólnoty, której grupy działają w wielu miejscach w Polsce, towarzyszyła mu także podczas tych rekolekcyjnych spotkań w Białej. Jeden z członków wspólnoty, Tadeusz, podzielił się swoim doświadczeniem, które sprawiło, że zaczął wchodzić na drogę trzeźwienia. A stało się to przed laty na Jasnej Górze, dokąd pojechał bez przekonania. – W Częstochowie zdarzył się cud, tak jak nad Wisłą w 1920 r. pod Radzyminem. Tam, przy Matce Bożej, po prostu zdrętwiałem. Gdy odsłaniany był obraz, strasznie płakałem. Od tamtej pory dostałem najważniejszą w moim życiu rzecz – zacząłem trzeźwieć. A piłem dużo. I od tamtej pory zacząłem myśleć o służbie. Dziś tym żyję. Jeździmy po całej Polsce i dzielimy się swoim doświadczeniem – opowiadał.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama