Nowy numer 18/2021 Archiwum

Padre, nie poznajesz mnie?

Kapłan diecezji płockiej, pochodzący z Mławy, który od siedmiu lat posługuje w Urugwaju, dzieli się z nami świadectwem pewnego nawrócenia.

W Urugwaju obmyśloną przez współczesnych specjalistów od inicjacji młodzieży „osiemnastkę” hucznie obchodzi się trzy lata wcześniej, czyli w 15. urodziny. Tamtego roku byłem już kapelanem diecezjalnego kolegium Matki Bożej z Verdún, kiedy nasze miasto Minas, stolicę departamentu Lavalleja, obiegła prasowa i chodnikowa wiadomość o tragicznej śmierci Pauli, studentki katolickiego kolegium.

Dziewczyna wraz z towarzystwem wybrała się pewnego wieczoru na jedną ze wspomnianych piętnastek. Był alkohol i narkotyki, i wszystko. Około drugiej w nocy nieprzytomna grupa rozwoziła się autami po domach. Cztery osoby w środku samochodu. Zamroczony używkami kierowca uderzył prosto w miejski przystanek – trójka młodych przeżyła, Paula zginęła na miejscu. Po tygodniu odprawiłem Mszę św. pogrzebową za Paulę w kaplicy dla całego kolegium. Przed żałobną Eucharystią zapytałem dyrektora liceum o rodziców Pauli. Bardzo chciałem ich poznać, pozdrowić, może jakoś podnieść na duchu. „Nie przyjdą” – odpowiedział mi krótko Pacheco. – „To ateiści”.

Niby przez te lata obyłem się już z podobnymi schematami, tym razem jednak, w świetle zaistniałych wydarzeń, z bólem nabrałem powietrza w płuca, po czym ruszyłem w stronę okrytego kwiatami ołtarza. Czas mijał szybko. Dziurę w pokiereszowanym przystanku zalepiono tandetną pleksą, a gazety zajęły się cytowaniem populistycznych haseł lokalnych polityków, bijących się bez ceremonii o lukratywne stołki w prowincjonalnej intendencji. W pewną niedzielę, tym razem w mojej parafii, miałem udzielać podczas Eucharystii chrztu dziecku. Urugwajskie wspólnoty są nieliczne, znamy się w nich wszyscy po imieniu, więc kiedy pojawia się ktoś nowy, zaraz ściąga na siebie uwagę. Nowa, nieznana nikomu kobieta siedziała w ostatniej ławce.

Tego dnia Ewangelia opowiadała o wdowie z Nain, której zmarł jedyny syn, jakiego miała (por. Łk 7, 11-17). W opowieści ewangelicznej Jezus spotyka orszak żałobny przy wyjściu z miasteczka i poruszony smutkiem kobiety wskrzesza jej dziecko. Po odczytaniu Ewangelii mówiłem kazanie, kątem oka jednak widziałem, że ta kobieta nie przestaje płakać. Po Mszy św. weszła do zakrystii, przywitała się uprzejmie i zapytała: „Padre, nie poznajesz mnie?”, „Szczerze mówiąc, to nie” – odpowiedziałem. „Jestem Nancy Rodriguez, mama tragicznie zmarłej kilka tygodni temu Pauli. Czy moglibyśmy porozmawiać? Bo ty w swojej medytacji powiedziałeś, że miłość jest uporządkowana, a moje życie stało się obecnie chaosem...”.

Nie pamiętam, szczerze mówiąc, żeby tamtej niedzieli było mnie stać na wygłoszenie takiego przesłania o uporządkowanej miłości. Ale nie pomnę również, żebym spotkał wcześniej czy później w moim życiu kogoś, kogo w podobny sposób wysłuchane słowo Boga podniosłoby na równe nogi z grobu. Od trudnej rozmowy w niedzielny poranek do dziś ta niezwykła kobieta, najpierw tygodniami opłakująca absurdalną śmierć jedynej córki, w głęboki, bardzo szybki i niezwykły sposób przemierzyła całą drogę do wiary. Nancy przyszła na chrzest do mojej parafii, bo była położną, która chrzczone tej niedzieli dziecko pomagała wcześniej przyjąć na świat. Zaprosili ją wdzięczni za pomoc rodzice. Jak opowiadała mi potem, długo zastanawiała się, czy wstać z łóżka, w którym z depresją leżała od dnia śmierci Pauli, i jechać gdzieś na drugi koniec miasta. Tylko jakiś wewnętrzny głos był w niej imperatywem.

Po tych wydarzeniach Nancy, która przedtem ostatni raz próg kościoła katolickiego przestąpiła w dniu swojej Pierwszej Komunii św. jako dziecko, wyspowiadała się, zaczęła żyć codzienną Eucharystią, wraz z mężem José – ojcem zmarłej Pauli – zawarła katolickie małżeństwo, przystąpiła do bierzmowania, przeciągnęła na stronę Boga prawie całą swoją rodzinę, a dziś, po latach, jest jedną z najlepszych katechistek tego państewka, w którym publiczna telewizja Wielki Tydzień nazywa „tygodniem turystyki”. Tuż przed moim wyjazdem na urlop wraz z Nancy zanieśliśmy do kościelnego wydawnictwa jej książkę pod tytułem: „Miłość jest uporządkowana...”, w której z mądrością opowiada urugwajskim rodzicom jej poruszającą historię.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama