Nowy numer 26/2022 Archiwum

Pustynia, która boli

Pustoszejące seminarium i klasztory, akty wystąpienia z Kościoła, wreszcie katecheza i nieobecna młodzież – to Wielki Tydzień Kościoła, który wciąż trwa.

Ktoś powie, że to tylko służbowa adnotacja. A jednak, gdy chodzi o wystąpienie z Kościoła, problem jest palący i bolesny.

Exodus z katechezy

We wrześniu i październiku ubiegłego roku przeprowadzono badania na grupie 40 osób z Płocka, Ciechanowa i Przasnysza, które zrezygnowały z udziału w katechezie szkolnej, a zgodziły się na wzięcie udziału w ankiecie. Do jakich wniosków doszedł przeprowadzający ją ks. Grzegorz Zakrzewski z Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezjalnej Płockiej, który pytał młodzież o motywy takiej decyzji? Badani byli uczniami szkoły średniej, w zdecydowanej większości liceów ogólnokształcących. 70 proc. spośród nich przyjęło wcześniej bierzmowanie, a z tych 30 proc. zadeklarowało się wprost jako niewierzący, 17,5 proc. jako agnostycy, 15 proc. jako osoby wierzące, ale nie podzielające światopoglądu katolickiego, 12,5 proc. jako osoby wierzące, ale z wątpliwościami, 15 proc. jako wierzący, a 10 proc. stwierdziło, że nie jest zainteresowanych tą problematyką.

„Z tego wynika, że deklaracja o wypisaniu się z lekcji religii nie zawsze wiąże się z deklaracją niewiary, podobnie jak deklaracja o uczestnictwie w tych zajęciach nie zawsze jest powiązana z wiarą ucznia” – pisze w artykule omawiającym wyniki badania ks. G. Zakrzewski. Jak wynika z jego ustaleń, kolejnym powodem takiej decyzji są kwestie moralności i światopoglądu (60 proc.). Z innych odpowiedzi na pytanie o przyczyny wypisania się z katechezy 30 proc. wybrało dużą liczbę innych zajęć szkolnych, 7,5 proc. – chęć zrobienia sobie przerwy między lekcjami, 25 proc. respondentów wskazało na plan ułożony w ten sposób, że katecheza jest pierwszą lub ostatnią lekcją, 10 proc. zaznaczyło niski poziom prowadzonej katechezy, 5 proc. zbyt surowe ocenianie, 27,5 proc. jako motyw zaznaczyło zbliżającą się maturę i chęć skupienia tylko na przedmiotach wiodących, a 12,5 proc. – dojazdy.

Warto tu dodać, że 72,5 proc. badanych było maturzystami. Jak zauważa autor ankiety, część osób zrezygnowała z zajęć z powodu sposobu prowadzenia katechezy albo osobowości katechety. Jednocześnie 56 proc. badanych stwierdziło, że „nic nie jest w stanie przekonać ich do powrotu na lekcje religii”. Niektórzy jednak zaznaczyli, że byliby w stanie wrócić, gdyby religia i katecheza w szkole stanowiłaby dla nich przestrzeń zaangażowania się w wolontariat i charytatywne dzieła Kościoła. „Wspólnota wierzących nie tyle powinna ubolewać nad odpływem młodych od wiary i katechezy, ile zadawać sobie pytanie, co może zrobić w zakresie form, metod i środków w celu pozyskania młodych dla Jezusa oraz jak być bardziej ewangeliczną strukturą dającą autentyczne świadectwo wiary” – napisał ks. Zakrzewski. Jego zdaniem należy bardziej skoncentrować się nie na zatrzymaniu tego odpływu, ale na budzeniu wiary w katechizowanych.

Jak rozmawiać?

Gdy już niestety dojdzie do decyzji o opuszczeniu Kościoła, ważna, choć bardzo trudna jest rozmowa w kancelarii parafialnej z taką osobą. – To wymaga wielkiej wyrozumiałości, pokory i taktu duchownego – zwraca uwagę ks. Piotr Grzywaczewski, kanclerz kurii diecezjalnej w Płocku. – Z jednej strony ksiądz powinien rozeznać, co tak naprawdę kryje się pod tą decyzją. Niestety zauważam, że w wielu przypadkach przedstawiane argumenty mają charakter emocjonalny, a w składanych pismach znajduję podobne passusy, jakby wprost zaczerpnięte z internetu. To niepokoi, bo nie jestem wtedy pewien, czy osoba składająca taką prośbę uświadamia sobie konsekwencje tego czynu – mówi kanonista ks. Dariusz Rogowski, notariusz kurii, przez którego biuro przechodzą i takie dokumenty.

W prawodawstwie kościelnym rozróżniane są trzy rodzaje zerwania więzi z Kościołem. Są to schizma, apostazja i herezja. Na osobę, która decyduje się na taki krok, automatycznie spada kara ekskomuniki latae sententiae. – Jednak jeśli nawet ktoś posuwa się do takiej decyzji, to odejście z Kościoła nie anuluje faktu, że został ochrzczony. W księdze ochrzczonych można jedynie dokonać niezbędnej adnotacji, ale chrzest pozostaje rzeczywistością, której nie można anulować – wyjaśnia ks. Rogowski. – Miałem kilka takich rozmów i mówię za każdym razem o konsekwencjach czynu, aż po niemożliwość zorganizowania katolickiego pogrzebu takiej osoby. Są też inne konsekwencje – ta osoba nie może być rodzicem chrzestnym czy świadkiem ślubu. Przy takich rozmowach jest też małe światełko nadziei, bo mówię im, że pod pewnymi warunkami mogą wrócić do Kościoła, że ta droga nie jest nigdy zamknięta. Misją Kościoła nie jest wykluczanie swoich dzieci, ale prowadzenie do Boga – zapewnia ks. Stefan Cegłowski, proboszcz w płockiej katedrze.

W jego parafii, liczącej pięć tysięcy wiernych, przez ostatnie siedem lat było kilka takich przypadków – w ostatnim roku trzy. W wielu przypadkach odejście od Kościoła jest finałem dłuższego procesu. – Ja bym tylko radził takim osobom, aby w podejmowaniu decyzji nie kierowały się wyłącznie emocjami. Tu nie chodzi o straszenie, że ktoś nie będzie miał pogrzebu z księdzem, ale o coś bardziej zasadniczego: o komunię z Chrystusem i życie zgodne z wartościami chrześcijańskimi, oglądanymi nie w krzywym zwierciadle wynaturzeń, ale w świetle Ewangelii – podkreśla ks. Stefan Cegłowski.

Dla tych dwóch warto było

– Do kościoła przychodzi coraz mniej ludzi, a my, księża, z kazaniami możemy trafić tylko do tych, którzy są obecni na Mszy św. Pytanie: co zrobić, by dotrzeć do osób, których tu nie ma? – zastanawia się ks. Piotr Pieczewski, który jest wikariuszem w parafii św. Mateusza w Pułtusku i katechizuje w dwóch pułtuskich technikach. Ksiądz Piotr niedawno nagrał piosenkę i teledysk, dotykający problemu odchodzenia od wiary i od Kościoła szczególnie młodych ludzi. Przyznaje, że inspiracja przyszła w czasie modlitwy i adoracji Najświętszego Sakramentu w niemal pustym kościele. Na początku nie zamierzał piosenki umieszczać w przestrzeni wirtualnej ani nawet jej rejestrować.

Jednak potrzeba serca i pomoc znajomych sprawiły, że powstał utwór z wideoklipem, a całość na początku marca ukazała się na YouTube. – Dla mnie najważniejsze i najpiękniejsze było to, że po premierze tego utworu kilka osób wysłało mi wiadomości. Jedna z nich napisała: „Dziękuję za piosenkę, słuchałam jej kilka razy, a w piątek po raz pierwszy po kilku latach poszłam na Drogę Krzyżową”. I drugie świadectwo – ktoś nie był wiele lat w kościele i u spowiedzi, a w niedzielę, po premierze piosenki, poszedł do kościoła i do spowiedzi. Myślę, że choćby tylko dla tych dwóch osób warto było to zrobić – uważa ks. P. Pieczewski.

Choć jemu nikt z młodych nie ogłosił, że zamierza opuścić Kościół, kapłan dobrze wie, jakie mają oni pytania, pretensje czy żale. – Jeszcze we wrześniu i październiku, gdy lekcje odbywały się w normalnym trybie, poruszałem z moimi uczniami takie tematy. Rozmawialiśmy o tym, dlaczego ludzie młodzi nie chodzą do kościoła. Padały odpowiedzi, że w kościele jest nudno, że są księża pedofile i że nawet nie ma pewności, czy w ogóle Pan Bóg istnieje... Tak naprawdę młodzież poszukuje Pana Boga i duża odpowiedzialność spoczywa na nas, księżach, co z tym zrobimy. Czy odpowiemy na pytania, czy będziemy młodych uciszać. Musimy ich jakoś zachęcić do rozmowy – mówi wikariusz. W jego pomysł włączyli się chętnie ministranci, którzy odgrywali sceny w wideoklipie. – Moim zdaniem to jest ich świadectwo – uważa ks. Piotr. – Oni pokazują, że naprawdę wierzą, bo ich udział w teledysku religijnym może być różnie odebrany przez rówieśników.

Odrzucić pokusę rezygnacji

Przestrzenią szczególnej troski jest seminarium duchowne. W gmachach, w których kilkadziesiąt lat temu przygotowywało się do kapłaństwa kilkuset alumnów, dziś jest zaledwie 19. Przez cały obecny rok trwa w diecezji akcja modlitewna w tej intencji. Księża, osoby konsekrowane i świeccy, a także całe wspólnoty ofiarują swoją modlitwę w dowolny dzień roku tak, aby to błaganie było zanoszone bez przerwy. Do złożonej aktualnej sytuacji społecznej i duchowej często nawiązuje bp Mirosław Milewski. Zwłaszcza przy okazji udzielania sakramentu bierzmowania mówi o tych kwestiach.

– Kiedy sporo ludzi młodych, waszych rówieśników, ogranicza swoje kontakty z Kościołem lub wręcz z niego odchodzi, z wielu różnych powodów, wy dziś przystępujecie do sakramentu bierzmowania. Jestem wam wdzięczny, że jesteśmy tu dzisiaj razem. Teraz wspólnie modlimy się w tej świątyni, jesteście po spowiedzi i przyjmiecie Komunię św. Kiedy przyjdziecie następny raz do kościoła na Mszę św.? Teoretycznie powinniście jutro, bo jest niedziela. Kolejna wasza spowiedź będzie za kilka tygodni, kilka lat, a może nigdy... Jak się potoczy wasze życie religijne, nie wiem. Mam dużo niepokoju o waszą przyszłość religijną. Jednak my wszyscy, jak tu jesteśmy, wspieramy was i mamy głęboką nadzieję, że umocnieni sakramentem bierzmowania będziecie jednak ludźmi żyjącymi wiarą. Pomyślcie nad tym, co usłyszeliście, co dziś przeżyliście... To dobry moment, by się zatrzymać i o szczerze zapytać siebie o obecność Boga w życiu i bycie w Kościele – mówił bp Milewski do bierzmowanej młodzieży w parafii św. Franciszka z Asyżu w Ciechanowie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama