Nowy numer 23/2021 Archiwum

Poukładać ten mały świat

– Życie jest cudem, dzieci są cudem, tego jestem pewna na sto procent... – mówi Monika Orzechowska z Płocka, autorka fanpage’a „SMama”.

Gdy urodził się Michaś, Monika napisała w poście: „Chwilo, trwaj! Już nie pamiętam, kiedy byłam ostatnio tak szczęśliwa. Chyba 6 lat temu. Już nie pamiętałam, jaki to ma fajny smak – ten stan euforii i szczęścia. Kolejne Serduszko do kochania”. Pierwsze „Serduszko”, Grześ, przyszło na świat 6 lat temu. Od mniej więcej takiego samego czasu Monika Orzechowska żyje ze zdiagnozowanym stwardnieniem rozsianym.

Z różną częstotliwością, w zależności od okoliczności życiowych, dzieli się na fanpage’u piękną i trudną codziennością mamy z SM. Dzieli się szczerze, czasem do bólu – bo życie z taką chorobą boli – ale i z entuzjazmem, gdy każdy dzień spędzony w domu, z małym człowiekiem niesie nowe niespodzianki. Choćby takie rozmowy z małym „filozofem”: – Grzesiu, kim ty w końcu zostaniesz? Astronautą, kucharzem...? – Nie wiem. Będę po prostu Grzesiem.

– Macierzyństwo to dla mnie najważniejsza sprawa w życiu, która nadaje sens, wartość i daje siłę do powstania, do jakiejkolwiek mobilizacji. To rodzina, dzieci sprawiają, że się uśmiecham i zapominam o tej chorobie. Po prostu nie ma na to czasu, aby rozmyślać, żeby się skupiać na sobie. A zauważyłam, że gdy się na sobie tak nie koncentruję, to choroba staje się mniej odczuwalna – opowiada Monika. Gdy 6 lat temu przyszedł na świat Grzesio, jej wyobrażenie o macierzyństwie, pewnie jak większości świeżo upieczonych mam, było nieco idealistyczne. – Wtedy jeszcze nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę z mężem, w co się „pakujemy”... – śmieje się płocczanka.

– Wydawało się nam, że będzie kolorowo i pachnąco. Bobas będzie sobie leżał grzeczny, czasem popłacze, jak będzie głodny. Oczywiście życie zweryfikowało tę wizję. Przyszły nieprzespane noce, zmęczenie, irytacja i różne emocje. Potem zaczęły się objawy związane z moją chorobą, a przecież nawet zdrowe mamy mają kryzysy, są zmęczone. Trzeba było więc ten mały, rodzinny świat poukładać, aby każdy znalazł w nim miejsce. Dla Moniki bezcenne było i jest wsparcie męża. Razem przez ostatnie lata dojrzewali do decyzji o kolejnym dziecku. Może to ich własne doświadczenie, wyniesione z domów, przekonywało ich o wartości rodzeństwa. Monika bardzo chce, aby bracia, dziś jeszcze mali, kochali się i w przyszłości byli dla siebie wsparciem. Jednak taka decyzja, gdy – jak mówi młoda mama – „świat pieluch” został pożegnany, nie była łatwa. Trzeba było rozważyć różne „za” i „przeciw”, związane przede wszystkim z pytaniem, czy podołają nowemu obowiązkowi. W dodatku świat opanowała pandemia. Jednak potrzeba serca okazała się silniejsza. Młode małżeństwo doszło do wniosku, że „choroby, wirusy i inne przeciwności zawsze będą”. Nie chcieli odkładać tej decyzji na później. I tak 6-letni Grzesio przestał być jedynakiem.

– Jego reakcja na braciszka była dla nas czymś najpiękniejszym na świecie. Ta jego radość, szczęście w oczach... Zrobiliśmy mu niespodziankę, bo nie wiedział, że przyjedziemy ze szpitala. Pierwsze jego słowa były: „Gdzie jest Michaś, gdzie mój braciszek...?”. Dla Moniki życie, dziecko jest cudem. Nawet jeśli od tego cudu trzeba na chwilę w ciągu dnia odpocząć. Podstawą jednak w tej układance rodzinnej jest zadbanie o relacje. – Jaki jest na to sposób? Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Pojawienie się Michasia sprawiło, że znów musieliśmy przeorganizować nasze życie. Trzeba skupić się i na większym, i na mniejszym dziecku, aby żadne z nich nie było pokrzywdzone. Relacja Grzesia z maleńkim braciszkiem jest super, ale widzę, że targają nim różne emocje, bo nie tylko on już jest w centrum naszego świata. Próbujemy je jakoś rozładować – mówi.

Autorka fanpage’a „SMama” wierzy, że ten czas poświęcony każdemu dziecku teraz będzie owocował w przyszłości. Co więcej, on nigdy już nie wróci. Nie będzie drugiej szansy, aby na tym etapie rozwoju małego człowieka zbudować z nim więź. – Skończyłam studia pedagogiczne, ale na razie moje plany zawodowe zostały odłożone na rzecz rodziny. Na pewno chciałabym, wraz z koleżankami, z którymi zakładałyśmy w Płocku Stowarzyszenie „Nowa szansa”, wrócić do jego działalności. Póki Michaś nie pójdzie do przedszkola, nie ma co wybiegać w przyszłość – mówi mama Grzesia i Michałka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama